niedziela, 19 grudnia 2021

"Wigilijne opowieści" - Zbiór opowiadań różnych autorów




Fajnie, że czasami można kupić opowiadania świąteczne. Czasami te zbiory są ciekawe, a czasami są nudne. Każdy znajdzie w nich coś dla siebie. To co jest złe w opowiadaniach, to to, że są krótkie i często czytając chciałoby się daną historię zgłębić bardziej.

W tym roku takim zbiorem jest książka "Wigilijne opowieści", którą mam możliwość przeczytać dzięki empikGo.

Postaram się krótko opowiedzieć o opowiadaniach. Jest ich dwanaście i napisane są przez polskich autorów. 

Pierwsze opowiadanie jest piękne. Jest smutne i wzruszające, ale jest piękne. Tomasz Betcher i jego "Ostatnia Gwiazdka" jest czymś pięknym. Zbyt dużo tego słowa na "p", ale naprawdę czytając książkę człowiek chce wiedzieć czemu dzieje się to co się dzieje i jaki będzie koniec. Czy to co się dzieje na ławeczce to wytwór wyobraźni czy nie. Jedynie szkoda, że końcówka nie została jeszcze rozwinięta chociaż na jedną lub dwie strony.

Drugie opowiadanie natomiast napisane przez Milenę Wójtowicz "Śledzie że słoika" to nie do końca moja bajka jeśli chodzi o język. Styl i niektóre słowa są czasami nie w moim stylu. Samo opowiadanie takie sobie. Ale to co fajne to siła kobiet i pomoc. 

Alek Rogoziński "Sekretny składnik" i mega ciekawa historia z nutką kryminalną w tle. To historia, gdzie w pewnym momencie myślisz sobie, że: on je zabije, a tu niespodzianka. Bardzo fajna.

Czwarte opowiadanie napisał Jacek Galiński a tytuł to"Karp się pani ożywił". Na myśl przychodzi mi coś śmiesznego, ale czy takie jest te opowiadanie? Nie będę ukrywać jest one dziwne. Naprawdę dziwne. 

Agnieszka Lis "Tajemnica na słodko" i nareszcie jak najbardziej świąteczne opowiadanie. Przygotowania do świąt w całej okazałości, od sprzątania po strojenie choinek i domu. Plus rodzina z kłótnią sióstr, miłość licealna (chyba to ten czas w ich nauce) i naprawdę miło się to czytało. Kolejny plus za dłuższe opowiadanie i zrozumiałe.

Karolina Głogowska "Wśród nocnej ciszy" to opowieść również o rodzinie, ale o trudniejszych relacjach. Tutaj nie ma miłych wspomnień, za to są dawne urazy, problemy i tajemnice. Ale w tym opowiadaniu jest też ukryte znaczenie, nasze czyny, myśli i to co się działo ma niestety odzwierciedlenie w życiu dzisiejszym.

Martyna Raduchowska "Wszelki duch" to opowiadanie, które przerwałam w połowie. Nie mój klimat.

Jagna Kaczanowska "Paczkomat" to piękna historia jak pewien problem z paczkomatem sprawił, że paczki zostały pomieszane. Sześć osób, sześć paczek i jeden paczkomat. Jedna chwila sprawiła, że te osoby muszą się spotkać, aby zamienić się paczkami. Najfajniejsze w tym wszystkim jest przypadek dwóch starszych pań, które kiedyś były przyjaciółkami a teraz znów się spotykają po wielu latach i ta przyjaźń znów się zaczyna. To jest piękne. 

Agnieszka Litorowicz-Siegert "Kłamstwo Emilii" - te opowiadanko było ciekawe, fajne i przyjemne. Warto je przeczytać :)

Magdalena Majcher "Rachunek sumienia" - to opowieść o byłym milicjancie, który w święta przypomina sobie lata wcześniejsze i zastanawia się nad życiem. To też opowiadanie które pokazuje jak ludzie z dawnego SB żyją na emeryturze. Bardzo fajne i miłe opowiadanie.

Katarzyna Berenika Miszczuk "Gdzie Mikołaj nie może... tam diabła pośle!" - to opowiadanie to też nie mój klimat.

Małgorzata Oliwia Sobczak "Cytrusy i migdały" - ostatnie opowiadanie było zaskakujące. Niby początkowo smutne, potem miłość a potem? Niespodzianka! Trup. Ciekawe, to trzeba przyznać.

Tak, jak wspomniałam na początku, wiele opowiadań w jednej książce to wielkie różnice jakościowo. Są opowiadania miłe i z chęcią do czytania, ale i są takie, których nie można skończyć, bo nie da się ich czytać.

Każdy lubi coś innego i dla każdego coś innego będzie miłe do czytania.


Poniższa notka od wydawcy:

12 opowiadań i 12 przepisów na popisowe świąteczne dania świetnych polskich autorów.

Ktoś zginie otruty barszczem wigilijnym, czyjaś paczka na święta zgubi się w paczkomacie, ktoś upuści karpia na tory tramwajowe, ktoś się nieszczęśliwie zakocha, do kogoś w zastępstwie Mikołaja przyjdzie diabeł, a ktoś inny odkupi swoje winy bohaterskim czynem. To wszystko w niesamowitym zbiorze wigilijnych opowieści okraszone smakowitymi przepisami pasującymi do treści opowiadań. Smakowite historie na każdy dzień adwentu.

wtorek, 14 grudnia 2021

Christina Lauren - "Miłość na święta"

 



"Miłość na święta" jest kolejną świąteczną książką w moim grudniowym dorobku czytelniczym. Czy są w niej święta? Bo przecież tego się spodziewamy, prawda? Tak, są. Ale wyglądają co chwilę inaczej. 

Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że główną bohaterkę poznajemy już 26 grudnia, czyli po świętach. Wstaje ona rano z pamięcią tego co zrobiła dzień wcześniej wieczorem po pijaku, a mianowicie Maelyn Jones całowała się w schowku z Theo, młodszym bracie Andrew. I wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że od ponad dziesięciu lat kocha się właśnie w Andrew. Niestety jako rówieśniczka Theo większość rodziny uważa, że to właśnie młodszego powinna wybrać i wtedy byliby rodziną.

Ale wróćmy do koligacji rodzinnych, bo to jest najważniejsze. W czasach studenckich było czterech przyjaciół: jej ojciec, Aaron (tato Andrew i Theo), Ricky (mąż Kyle'a) i Benny (kawaler) i dwie przyjaciółki: jej mama i Lisa (żona Andrew). Od czasów studenckich te cztery "rodzinki" spędzają wszystkie święta razem. Mimo, że każdy z nich teraz mieszka w innej części USA to koło 20 grudnia wszyscy przyjeżdżają do chatki Aarona i Lisy. To tutaj oni wszyscy cieszą się swoją obecnością, a dla młodych to jedyny czas gdy się widzą. To też jedyny czas gdy Maisie może podziwiać Andrew i nadal być pewna, że go kocha. Ale co on czuje do niej? Tego nie wie, bo nigdy nie dał jej żadnego znaku, a ona sama nigdy mu nie wyznała swoich uczuć. A żeby czuć się bezpiecznie to spędza czas z Theo.

I niestety ostatni wieczór i całowanie z Theo sprawia, że się delikatnie załamuje. A jest jeszcze gorzej, gdy Andrew mówi jej, że to widział. Gdy wyjeżdża jest załamana i prosi wszechświat o pomoc. W tym momencie uderza w ich samochód inny pojazd.

I co teraz?

Dziewczyna budzi się z krzykiem w samolocie w czasie lotu na święta. Jak to możliwe? Tego nie wie nikt. Nie może w to uwierzyć, podejrzewa śpiączkę, śmierć, guza mózgu. Stara się nie załamać, a nawet układa plan. Ma nadzieję, że może coś zmienić, chociaż nie wie co. Może liczyć tylko na przyjaciela taty. Benny bo to z nim ma najlepszy kontakt dowiaduje się jako jedyny, że już przeżyła te święta. Ale gdy chce za pierwszym razem coś zmienić to spada ze schodów. I znów budzi się w samolocie. Potem gdy w czasie bitwy na śnieżki krzyczy, że ta bitwa nie jest ich tradycją, to spada na nią gałąź ze śniegiem i znów zaczyna wszystko od nowa.

Maisie nie wie co to oznacza, więc postanawia robić w końcu to co chce. Mówić prawdę, powiedzieć Andrew że coś czuje do niego itd, itd. Postanawia być sobą, ale ma nadzieję na jakieś zmiany. 

Czy to się zmieni? Czy sprawi, że w końcu nie będzie już wracać do samolotu i od nowa przeżywać historię? Ale jak to zmienić, jaki jest klucz? 

Ta książka jest pełna ciepła i bardzo przyjemna. Jest jak to zwykle bywa ze świątecznymi prosta i miła do czytania, ale to grudzień, więc książki muszą być takie. Muszą dawać przyjemność, muszą być nadzieją dla czytelników. Muszą pokazywać, że czasami warto powiedzieć jakie ma się pragnienia i spełniać je, aby później nie żałować czegoś. Nie będę pisać co się dzieje w tej książce dalej, to co napisałam to tylko początek.

Warto ją przeczytać, bo jest bardzo przyjemna. Jeśli wieczorem potrzebujecie odpoczynku od świata i wszystkiego to ta książka się nadaje. Pierwszego wieczoru przeczytałam połowę. Czyta się ją szybko i później musiałam się pilnować żeby aż tyle nie czytać i mieć ją chociaż na kilka dni.


Poniższa notka od wydawcy:

Gorączka zimowej nocy.

Jedno świąteczne życzenie, dwóch braci i mnóstwo nadziei.

Nadszedł najpiękniejszy czas w roku - ale nie dla Maelyn Jones, która mieszka z mamą, nienawidzi swojej pracy i właśnie popełniła wielki błąd natury sercowej.

A najgorsze ze wszystkiego jest to, że to już ostatnie Boże Narodzenie, które Mae spędza z rodziną i przyjaciółmi w przytulnej chatce w Utah, którą tak uwielbia. W drodze powrotnej ze świąt dziewczyna cicho wypowiada życzenie adresowane do wszechświata, by pokazał, co ją uszczęśliwi. Nagle wszystko znika, a kiedy Mae się ocknie, będzie znów w drodze do Utah. Czy uda jej się znaleźć w sobie odwagę do zmian i wyzwolić się z nieprawdopodobnej pętli czasu?

Pełna magicznej świątecznej atmosfery i ciepłego humoru książka o mocy życzeń, poszukiwaniu miłości i swojego miejsca w świecie.

Prawie każdy, chociaż raz w życiu, chciał zatrzymać czas. Zwłaszcza w Święta.

piątek, 3 grudnia 2021

Karen Schaler - "I żyli długo i świątecznie"

 



To moja kolejna książka autorki Karen Schaler. W tamtym roku wyszedł jej debiut "Pierwsza taka gwiazdka" i była to idealna książka pełna świąt i magii związanej z tym okresem. Ta pozycja mimo, że jest podobna bo występuje tutaj również obóz gwiazdkowy i główna bohaterka też jest przeciwko świętowaniu, to jednak mamy troszkę inną bohaterkę, zajmującą się czymś innym i z innego powodu jedzie na taki obóz.

I to jest fajne, niby podobnie, ale jednak inaczej.

Dla Riley jest to obóz przetrwania, bo słowo świąteczny nie za bardzo chce jej przejść przez gardło. Od momentu śmierci jej taty, gdy miała 8 lat przestała wraz z mamą obchodzić je. Co roku wyjeżdżały na Hawaje, a potem gdy jej mama wyszła za mąż po raz drugi to Riley przestała z nią spędzać ten czas, rezerwując go na pracę i pisanie książek. Dziewczyna jest pisarką, a wcześniej była dziennikarką i reporterką. Teraz po wydaniu kilku bestselerów i niestety złej ostatniej pozycji, nie ma wyjścia i musi napisać świąteczną książkę, która ma wyjść na następne święta. To jej jedyna możliwość aby wydawnictwo nie zakończyło współpracy z nią. Nie ma wyjścia i musi zacząć kampanię świąteczną, wywiady, rozmowy i przede wszystkim obóz świąteczny z fanami.

Czy to się uda? Przede wszystkim Riley nawet nie wie od czego zacząć, ale ma nadzieję, że internet i fani pomogą poszukać jej jakiś temat. Ale najpierw wywiad w ogólnokrajowej telewizji. I ten wywiad to jest dla niej zło największe. Najpierw nie może wyjść z hotelu, potem nie może zatrzymać taksówki i ledwo udaje jej się zdążyć na wywiad, ale co najgorsze jest inny dziennikarz. Niestety w stresie wypowiada jedno złe zdanie, a mianowicie, że w życiu jej jest prawdziwa miłość. 

Te słowa sprawiają, że faktycznie jej prawdziwa miłość to słucha w telewizji i postanawia również odwiedzić obóz gwiazdkowy. 

Lecz za nim to nastąpi spędzi kilka dni w malowniczej wiosce w pensjonacie Christmas Lake Lodge w Górach Skalistych. Czekając na fanów i rozpoczęcie obozu Riley spędza czas z innymi. Luke syn właścicielki, Caylee, która jest dla niego jak przyrodnia siostra i Maryanne, zajmująca się kuchnią i wypiekami, no i oczywiście Kometek - pies. Te osoby sprawiają, że dotychczas zamknięta na święta dziewczyna zaczyna się otwierać, mimo, że tego nie zauważa.

A gdy przychodzi czas na to wszystko i wychodzi w pięknej czerwonej sukience przed wszystkich, podchodzi do niej trzech mężczyzn: Colin, Brendan i Tyler, jej dawne miłości w życiu. Czy da im szansę? Czy któryś z nich faktycznie jest jej wielką miłością? A może to wśród fanów będzie ktoś taki?

Ta książka jest wyjątkowa i naprawdę jest typowo świąteczna. Jest w niej to wszystko co szukamy w święta. Jest choinka, mikołaj, świąteczne piosenki, sweterki i śnieg. Są również marzenia i nadzieje, to czas gdy wszystko może się zmienić i to jest piękne. Ta książka śmieszy, ale i wzrusza. Pokazuje również jakie powinny być święta. A powinny być z rodziną i nawet jeśli coś kiedyś sprawiło, że się to nie udało to warto czekać na takie święta i przeżyć je chociaż raz. 

To już kolejny raz gdy cieszę się, że kupiłam książkę debiutantki z tamtego roku. Było warto. Trzeba zaznaczyć, że pisze ona scenariusze dla Netflixa i Hallmarku i mimo, że to są dość proste filmy to trzeba zaznaczyć, że książki są pełne pod każdym warunkiem.

Nie ma w nich nic prostego i łatwego. Są dość grube, ta ma 450 stron i długo się ją czyta. Może nie w jeden wieczór tylko w pięć w moim przypadku, ale sprawia to, że można się nimi rozkoszować o wiele dłużej niż innymi. I ja to kocham, bo nie ma odczucia, że czegoś brakuje. Mam nadzieję, że powstanie serial np dla netflixa na podstawie tych książek. Nie musi to być 10 odcinków, ale taki miniserial np 4-odcinkowy to byłoby coś fajnego.

Polecam z całego serca.




Poniższa notka od wydawcy:

Czasem jedno nieprzemyślane zdanie potrafi pociągnąć za sobą zaskakujące konsekwencje. Zwłaszcza wypowiedziane w telewizyjnym talk show przed milionową publicznością.

Gdy powieściopisarka Riley musi na wizji odpowiedzieć na nietaktowne pytanie, wpada w panikę. Choć nie cierpi opowiadać o swoim prywatnym życiu, wspomina o wielkiej miłości, która zainspirowała ją do stworzenia ostatniej książki.
Nieprzemyślana uwaga wywróci jej świat do góry nogami. Trzech byłych chłopaków Riley ogląda program i każdy z nich wierzy, że mowa właśnie o nim. Mężczyźni jadą za kobietą do górskiego pensjonatu, w którym Riley promuje powieść. Każdy chce odzyskać jej serce. I żaden nie przebiera w środkach.
Romantyczne kolacje, świąteczne randki – czas start! Gdy Riley wspomina kolejne związki, odżywają dawne uczucia, a kobieta staje w obliczu niełatwych pytań.
• Czy da się wskrzesić miłość, którą żywiliśmy do kogoś dawno temu?
• Czy warto wracać do relacji sprzed lat?
• Czy można kochać więcej niż jednego mężczyznę?

Gdy Riley zajrzy w głąb własnego serca, miłość sama ją odnajdzie. Czy w jej życiu będzie miejsce na szczęśliwe gwiazdkowe zakończenie?

Nowa powieść Karen Schaler opowiada o magii, która dzieje się, gdy zajrzymy we własne serca. I o tym, ze każdy z nas zasługuje, by żyć z kimś długo i… świątecznie.

wtorek, 30 listopada 2021

Richard Paul Evans - "Ulica Noel"




Jak każdego roku kupiłam książkę Evansa, chociaż co roku mówię sobie, że to ostatni rok. Książka, która została wydana rok temu "Świąteczny Nieznajomy" i z wcześniejszej Trylogii "Tajemnica pod jemiołą" były złe i to bardzo. Bardzo nudne i przewidywalne. Do tego ta miłość była po jednym spojrzeniu i to mi się nie podobało. Za szybko się działo wszystko i nie miało nic takiego, co by przyciągało. Ale tak bardzo przyzwyczaiłam się do jego książek, że co roku kupuję wszystko co wyda.

Ta książka jest inna. 

To czasy gdzie historia rozgrywa się w 1975 roku po wojnie w Wietnamie, gdzie zginął mąż głównej bohaterki. Teraz ona sama mieszka w małym miasteczku Mistletoe w Utah że swoim synkiem Dylanem. Jej życie jest samotne, po śmierci męża gdy dowiedziała się ze jest w ciąży musiała wyjechać od rodziny, bo nie mogli oni zaakceptować jej synka. Był czarny, a ona biała. Elle w czasach szkolnych zakochała się w ciemnoskórym chłopaku i po kryjomu wzięli ślub. Owocem ich związku był Dylan. Niestety mąż nie miał możliwości spotkania synka. 

Teraz ona sama daleko od rodziny wychowuje jak tylko może syna. Ale nie jest to proste. Nie miała pieniędzy zbyt dużo jak wyjeżdżała, samochód również nie jest w najlepszej kondycji, ale w tym właśnie małym miasteczku spotkała przyjaciół. Jedni dali jej pracę i przyjaźń, a inni po prostu byli. Mimo, że jej syn jest jedyną osobą o innym kolorze skóry to nie odczuwają zbytnio rasizmu. 

Aż do pewnego momentu. 

Właśnie w 1975 roku jej syn po przyjściu ze szkoły pyta się jej co oznacza bycie Murzynem, bo tak nazwał go kolega że szkoły. Inny moment to pobyt w restauracji i jedna z kobiet mówi: kto wpuścił te osoby. Tak naprawdę to ciężki czas dla rodzin takich jak Elle i jej syn. 

To też trudny czas dla samego chłopca, bo nie widzi on osób o takim samym kolorze skóry jak on sam, bo jest to zbyt małe miasteczko. Miłość matki i jego opiekunki sprawiają, że nie odczuwa, że jest inny. 

To, że wspominam o tym ma na celu pokazanie głównego plusa książki. To naprawdę inne czasy w jakich pisze autor. To czas gdy Ameryka się zmienia, ale w małych miasteczkach trwa to dłużej. 

Wracając do samej historii to poznajemy Elle, gdy znów ma problem z samochodem i musi odwiedzić warsztat. Okazuje się, że potrzeba kilku napraw, które będą dosyć drogie. Nowy pracownik w warsztacie mówi, że zajmie mu to z 2-3 dni. Trzeba zaznaczyć, że ten nowy pracownik to William i jest również czarnoskóry. 

Gdy Elle pomogła nowemu pracownikowi w jednym małym problemie, ten odwdzięczył się jej darmową naprawą i ten wątek zmienia wszystko. Chęć podziękowania mu sprawia, że zbliżają się do siebie. Okazuje się po pewnym czasie, że Wiliam był jeńcem wojennym właśnie w Wietnamie i był w niewoli kilka lat. Ma dużo przeżyć i sam mówi, że jest rozbity po tym wszystkim. Jeden moment zbliża tą dwójkę do siebie. W 1975 roku nikt nie wie, że istnieje coś takiego jak zespół stresu pourazowego i że pamięć może przywołać w każdym momencie coś strasznego. 

To też właśnie duży plus tej książki. Pokazanie jak osoby wracający z wojny zmagają się z własną psychiką. Koszmary, ich życie na wojnie w tym zabijanie, bycie jeńcem i trudny powrót do życia, to wszystko sprawia, że inaczej patrzymy na książkę. 

Sama historia poznania i szybkiej miłości pomiędzy dwoma bohaterami jest typowa dla autora. Bardzo szybko przechodzą oni ze zwykłej znajomości w miłość.

Ale to nie znaczenia. Naprawdę. 

Wątki poboczne dają tak dużo dobrego, bo to jest ważne o czym pisze autor, że nie patrzę już, że znów tak szybko się zakochują, tylko myślę, dlaczego ludzie patrzą inaczej na kogoś że względu na kolor skóry. 

Książka na wielki plus i cieszę się, że też jest dużo świąt. Oprócz święta dziękczynienia jest też grudzień, są światełka, choinka, jarmark i to mi się podoba. Bardzo. We wcześniejszej książce nie było magii świąt a tutaj jest. I dzięki temu można nią rozpocząć świąteczne czytanie. Gdyby tylko było jej więcej. Niestety znów jest z tych krótszych. pomiędzy rozdziałami puste kartki i duże litery. A szkoda, bo czasami trzy-cztery rozdziały więcej sprawiłyby, że nie byłoby tak szybko wszystko.

Polecam.


Poniższa notka pochodzi od wydawcy:

Czasami potrzeba ciemności, żeby ukazało się nasze światło.

Spotykają się na życiowym zakręcie, kiedy obydwoje stracili już wiarę, że coś dobrego może im się przydarzyć. Elle samotnie wychowuje synka, pracuje na dwie zmiany w przydrożnym barze i ledwo wiąże koniec z końcem. William dopiero co zamieszkał w ich miasteczku i od razu wzbudza zainteresowanie wszystkich swoim nietypowym zachowaniem.

Los splata ich ścieżki w zaskakujący sposób. On pomaga jej otworzyć się na uczucia, a ona wspiera go w walce z demonami przeszłości.

Elle zaczyna się zastanawiać, czy ich spotkanie na pewno było przypadkowe. I czy to możliwe, że William zna prawdę o najtrudniejszym okresie w jej życiu.

Czy rodzące się uczucie da im szansę na nowy początek?

Ulica Noel to pełna ciepła i wzruszeń opowieść o trudach samotności
i powracającej nadziei. Piękna lekcja na święta o tym, że wszystko, co dajemy innym, do nas wraca.


„Seria z Noel”

Słowo „Noel” pochodzi z łaciny i oznacza „narodzić się”. „Seria
z Noel” to wyjątkowe historie o tym, że w każdym życiu mogą narodzić się miłość i dobro. Wystarczy tylko mocno w to wierzyć.

poniedziałek, 29 listopada 2021

Tomasz Betcher - "Szczęście z piernika"

 



Będąc aktualnie w czasie przeprowadzki, wszystkie moje książki są popakowane i wywiezione. Chwilowo nie mam nowości, chyba, że dojdą nowo zamówione, więc jestem skazana na empikGo. Nie mam w nim dostępu do zbyt wielu świątecznych książek, ale kilka jest. Jedną z nich jest książka "Szczęście z piernika" z 2019 roku. Niestety troszkę trudno czyta się na telefonie, ale jak nie ma innej możliwości to wybiera się i taką. Zawsze to jakaś nowa pozycja do kolekcji :)

Jeśli chodzi o książkę to muszę przyznać, że jest ciekawa. Przewidująca, ale takie są świąteczne, że muszą kończyć się dobrze. Autor opisuje trzy postacie - Kalinę z Torunia i Oliwię i jej ojca Rafała z Gdańska. Ich drogi przecinają się niespodziewanie. 

Gdy Rafał wychodzi po 5 latach z więzienia i wraca do domu swojej matki, zastaje córkę, która pragnie uciec od swojej babci. Ma jej już dość i jej trudnego charakteru. Dziewczyna, która za kilka dni miała mieć "18" doszła do wniosku, że już nie daje rady wytrzymać z babcią i chce wolności, oraz chce poznać dziadków ze strony matki. Niestety wychowywała się bez niej, bo zmarła ona wiele lat temu. Jej ojciec Rafał popadł w kłopoty, będąc młodym mężczyzną kradł samochody i niestety został złapany. Po pięciu latach wychodzi za dobre sprawowanie.

Razem z córką postanawiają odwiedzić grób zmarłej Alicji i dziadków. Ich spotkanie nie wygląda tak jakby chciała tego Oliwia. Niestety jej dziadkowie nadal mają za złe Rafałowi, że "porwał" ich córeczkę i sprawił, że ona urodziła dziecko, a przecież była taka inteligentna i ambitna. Oliwia wypada z ich mieszkania i biegnie przed siebie. W pewnym momencie zderza się z Kaliną wychodzącą z kawiarni.

Kalina jest mieszkanką Torunia od siedmiu lat w związku. Teraz chce otworzyć kawiarnię z piernikami, które sama postanawia wypiekać. A trzeba przyznać, że ma talent do tego. Wszystko byłoby idealne, ale niestety nie może naprawić pieca kaflowego, który w tym miejscu stoi już od ponad 50 lat. Jest stary, ale idealny do wypieków. Gdyby tylko działał. Niestety oprócz braku fachowców, to nie koniec jej problemów. Gdy wraca do domu i zastaje chłopaka z inną kobietą, jej świat rozpada się. Po wielkim wywaleniu go z mieszkania, popada w typową rozpacz. 

I właśnie następnego dnia spotyka się z przyjaciółkami w swojej kawiarni i gdy wieczorem po ich wyjściu, wychodzi już sama, to wpada na nią Oliwka. Ze względu na to, że młodsza z dziewczyn zraniła się upadającą butelką, to starsza zaprasza ją do środka i postanawia opatrzeć ranę. Zaczynają rozmawiać i tak spotyka je Rafał, który wybiegł za córką, ale zgubił ją i dopiero po wielu minutach odnalazł.

Rozmowa początkowo trudna, później robi się co raz bardziej ciekawa. Kilka zdarzeń sprawia, że Rafał naprawia piec i dodatkowo zaczyna się jakaś chemia pomiędzy tą dwójką dorosłych. 

Ale jeśli Kalina dowie się o więzieniu to będzie chciała kontynuować tą znajomość? Nie mówiąc już, że to dwa różne miasta. Czy uda się to jakoś pogodzić? A może były dziewczyny Łukasz będzie chciał do niej wrócić. I co wtedy zrobi Kalina?

Muszę przyznać, że to moja pierwsza długa świąteczna polska książka. Jedyne co czytałam wcześniej to krótkie opowiadania, gdzie byłam zła, że są takie krótkie. 

A tutaj mam pełną książkę, która jest ciekawa i co ważne dobrze napisana. Fajny styl, ciekawa fabuła, no i jeszcze napisana przez mężczyznę. No dobra Richard Paul Evans też pisze piękne książki o miłości i też świąteczne, ale jeśli chodzi o polskich to pierwszy raz się z tym spotkałam. I było to duże, ale pozytywne zaskoczenie.

Czasami fajnie przeczytać coś co nas zaskoczy i to właśnie jest taka historia. Pokazuje ona nie tylko miłość, ale i też tragedię. Pokazuje też, że śmierć innych ma duży wpływ na całą rodzinę. Nie zawsze jest to dobre, gdzie idealnym przykładem jest właśnie matka Rafała. Ale czy tak musi wyglądać życie? A zwłaszcza kto musi cierpieć i dlaczego?

Polecam książkę.

Poniższa notka od wydawcy

Święta o zapachu piernika... Poznaj najbardziej smakowitą świąteczną powieść tego roku!

Szczęście z piernika to historia trojga ludzi, których ścieżki przecinają się w Toruniu tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Kalina to dziewczyna z charakterem, która o piernikach wie wszystko. Rafał próbuje na nowo odnaleźć się w rzeczywistości, za którą przestał nadążać, a wchodząca w dorosłość Oliwia ma nadzieję na lepszą przyszłość. Klimatyczna piernikarnia i jeden z najbardziej tradycyjnych polskich przysmaków – piernik – narobią niezłego zamieszania w życiu bohaterów. Zasypane śniegiem miasto, poruszające serca dźwięki gitary i pachnąca piernikami kawiarnia – czy to dobry przepis, aby zakochać się w Toruniu?

wtorek, 16 listopada 2021

Rebecca Serle - "Moja lista gości"




Dlaczego kupiłam książkę "Moja lista gości"? To proste. Jedna z osób czekających na Sabrinę była Audrey Hepburn, a ja ją uwielbiam. 

Ta książka to również świetny początek na rozpoczęcie maratonu świątecznych powieści. Zaczyna się w grudniu, gdzie restauracje już są ozdobione lampkami. Ale oprócz przystrojonej restauracji nie ma więcej odnośników do świąt.

Ale tak naprawdę w tamtym roku czytałam książkę "Pięć lat z życia Dannie Kohan" i bardzo mi się podobała. Nie tylko fabuła, ale i styl autorki. To jedna z tych książek, które bardzo dobrze czyta, a to jest bardzo ważne.

W tej książce tak naprawdę przewijają się dwie historie: to co było od czasów studiów (jej życie miłosne) i kolacja urodzinowa.

Trzydzieste urodziny to tak naprawdę coś wyjątkowego, to czas przemyśleń i podjęcia czasami jakiś decyzji, to czas gdzie w większości rozliczamy się z przeszłości. Czy nasze marzenia się spełniły, czy udało się nam osiągnąć to co chcieliśmy. To moment wyjątkowy i nie dziwota, że takie są właśnie u Sabriny.

Dawno temu napisała ona listę pięciu osób żywych lub martwych, z którymi chciałaby zjeść kolację. Wśród tych osób znalazł się jej ojciec, były chłopak, wykładowca, Audrey Hepburn, oraz Jessica jej najlepsza przyjaciółka. 

Początkowo jest to troszkę dziwne dla wszystkich, jakby nikt nie wiedział dlaczego tutaj jest. Ale każdy stara się jakaś zacząć. Ważne że mogą jeść i pić. I wyjść do łazienki, lub papierosa. Tak naprawdę to jest jak sen. Gdy Sabrina wchodzi do restauracji i zamiast przyjaciółki są i inni z listy to nie wie co się dzieje. A przecież chociażby jej ojciec nie żyje już od dawna. Nie mówiąc o Audrey. 

Mimo wszystko ta kolacja jest ważna. Rozmowa z ojcem który odszedł do innej i miał z nią dwie córki sprawia, że może coś zmieni. Może ten gniew nie będzie aż taki duży na niego. Ale nie chciałabym za bardzo się o tym rozpisywać. Na pewno pozwoli to dziewczynie inaczej spojrzeć na przeszłość i jej dzieciństwo.

Ważniejsza jest kwestia Tobiasa. Chłopaka. Miłości życia. 

W czasach studenckich Sabrina poznała go na wystawie na plaży gdzie była ze swoją grupa studencką. Po kilku zdaniach była nim zauroczona do tego stopnia, że postanowiła go odnaleźć na jego uczelni. Jego nie było, ale był obraz który kupiła jego autorstwa. Poznała też jego dziewczynę.

I na tym miłość mogłaby się skończyć, ale gdy przeprowadziła się do NY jakimś dziwnym zrządzeniem losu jechali tym samym wagonem pociągu. Ona go poznała, on niestety nie. Szybko zostali parą i ich miłość rozkwitła. 

I tu się zaczyna coś ważnego. Każde z nich uważa, że kocha bardziej. Co zrobili ważniejszego lub co poświęcili dla tej drugiej połówki. To sprawia, że tak jak mówi Jessica 

"Osoba, która uważa, że kocha bardziej, wierzy tez, że daje więcej. A to może prowadzić do niechęci."

I coś w tym jest. Może nie zawsze to mówi się na głos, ale w skrytości później wychodzi to:

- zostawiłem dla Ciebie pracę marzeń 

- miłość do ciebie sprawiła, że nie mam zleceń bo jestem tutaj 

- to ja szukałam Ciebie i odnalazłam

- to ja opłacam wszystko 

- to ja pracuje 

Itd itd 

To nie jest proste i też ich miłość nie jest prosta. Żyją dniem codziennym nie myśląc o przyszłości. Czu to jest dobre? Każdy uważa pewnie inaczej, ale czytając książkę można dostrzec wady ich znajomości, ale i zobaczyć, że się kochają. 

Jak się wszystko kończy i co się dzieje w między czasie to byłby spojler, więc nie napiszę. 

Napiszę jednak, że miłość ma różne oblicza i nie zawsze jest na wieczność. Czasami jedna chwila, moment i zmienia się wszystko. Nie tylko w miłości dwojga ludzi, ale i rodziny czy też przyjaciół.

Co byśmy nie robili i jak bardzo nie kochali to ważne jest pamiętać o tej drugiej osobie. Nawet o przyjaciołach. Może nie jest to pokazane idealnie, ale pamiętajmy też o przyjaciołach. Oni też są ważni w naszym życiu.

Polecam 



Poniższa notka od wydawcy:

Gdybyś mogła zjeść kolację w towarzystwie pięciu dowolnych osób, kogo byś zaprosiła i dlaczego?

Swoje trzydzieste urodziny Sabrina planowała świętować standardowo i bez fajerwerków. Każdego roku razem ze swoją przyjaciółką Jessicą spotykały się na urodzinowej kolacji, na której wspominały studenckie życie, plotkowały i wypijały morze wina. Tak miało być i tym razem…
Kiedy Sabb nieco spóźniona dociera na spotkanie, okazuje się, że przy stole czekają już nieżyjący już od lat ojciec, Audrey Hepburn, wykładowca z czasów studenckich oraz były narzeczony.
Jak to możliwe? Jakim cudem znaleźli się oni przy jednym stole? I kto poradzi sobie z tą niezręczną ciszą?

Moja lista gości to słodko-gorzka opowieść o dorastaniu, trudnych pożegnaniach i o tym, że musimy zrozumieć swoją przeszłość, by otworzyć się na przyszłość.

czwartek, 11 listopada 2021

Katarzyna Bonda - "Nikt nie musi wiedzieć"

 



"Nikt nie musi wiedzieć" to pierwsza książka Katarzyny Bondy, którą mam przyjemność przeczytać. Zaczynam czytać od czwartego tomu cyklu o profilerze Hubercie Meyer. To nie jest ważne, bo mało jest odniesień do wcześniejszych książek i to jest dobre. Można ją przeczytać jako odrębną część.

Tak naprawdę tylko to jest dobre.

Dostałam książkę w prezencie, a jako, że kocham kryminały to przyjęłam ją z chęcią. Do tego to Bonda nasza Polska Królowa Kryminału. Od zawsze chciałam przeczytać coś napisanego przez nią, ale jakoś odkładałam to, bo ma tyle książek, że trudno wybrać coś. Ale jako, że dostałam to się ucieszyłam. 

Niestety czytając już taka nie byłam zadowolona. Miało na to wpływ kilka rzeczy, ale chyba najbardziej to ilość wątków i postaci. Tego było po prostu zbyt dużo, tak jakby Bonda nie mogła zdecydować się na jeden wątek i postanowiła zrobić ich kilka. Przez pierwsze strony gubiłam się i to bardzo. Nie rozumiałam o czym pisze i po co to robi, ledwo zaczęła pierwszy wątek a już przeszła do drugiego. Potem jedna strona i już kolejny trzeci wątek.

A trzeba przyznać, że prolog zaczął się świetnie. Zamek w Mosznej, las, mgła, trup i to było ciekawe, ale zanim autorka do tego doszła to minęło dobrych kilka stron i zdążyłam się zdenerwować z czekania. 

Ale wreszcie zaczął się wątek zamku i morderstwa i to mi się podobało i to chciało się czytać. Mimo, że później wszystkie wątki się połączyły, to jednak jak ktoś zapyta się mnie kto zabijał to nie powiem, a jeśli powiem to nie wiem dlaczego.

Naprawdę średnia książka.

A szkoda. 

Z drugiej strony jak przejrzałam komentarze na LC, to dużo osób miało podobne odczucia, więc tak naprawdę nie mylę się zbytnio.

Czytam dużo książek i przeważnie na jedną książkę nie poświęcam więcej niż tydzień, a tą czytałam trzy tygodnie. Ale jak już zaczęłam to chciałam ją skończyć. Udało się i poczułam ulgę. 

Nie polecam jej, chyba, że jesteście jej fanami to co innego. Ja się zawiodłam.

Poniższa notka od wydawcy

Na tę książkę czekają wszyscy fani Katarzyny Bondy! Najpopularniejsza polska autorka powieści kryminalnych, po niemal 10 latach przerwy, prezentuje kolejną część uwielbianej przez czytelników (i wyczekiwanej!) serii z psychologiem śledczym – Hubertem Meyerem.

Nie spełniły jego fantazji. Zapłaciły krwią.

To będzie najtrudniejsze śledztwo w całej karierze Meyera.

Tylko on, telewizor i bateria tequili. Tak Hubert Meyer postanawia spędzić swój trzynastodniowy urlop. Ten plan się jednak nie powiedzie. Nieznajoma kobieta zaczyna nękać go dziwnymi esemesami, a wkrótce potem niezapowiedzianą wizytę składają mu zaprzyjaźnieni policjanci razem z prokurator Weroniką Rudy. Pół roku wcześniej jeden z funkcjonariuszy zastrzelił Japę, niebezpiecznego gangstera. Żeby ocalić policjanta przed grożącą mu karą, Meyer ma sporządzić ekspertyzę która, skieruje śledztwo na lewe tory. Śmierć Japy zostałaby wtedy uznana za gangsterskie porachunki. Potrzebna jest jednak „przykrywka”, zastępcza sprawa, nad którą śledczy będą oficjalnie pracować.

Wybór pada na morderstwo w Mosznej, gdzie na drodze prowadzącej do zamku porzucono zmasakrowane ciało młodego chłopaka. Kiedy Meyer i Rudy próbują odkryć tożsamość sprawcy, ten dokonuje kolejnych zbrodni. Śledczy przesłuchują kolejnych świadków. Trop wciąż się urywa. Za murami starego zamku aż buzuje od konfliktów. To będzie najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne śledztwo w całej karierze Meyera.