poniedziałek, 23 lutego 2026

Rebecca Yarros - "Rzeczy, których nie dokończyliśmy"


 Przeglądając instagramowe konta blogerów, bardzo często ta książka jest pokazywana, za piękną, magiczną, romantyczną historię. Mimo, że była wydana w 2023 r to nadal dodają ją jako podsumowanie najlepszych w roku lub chęć przeczytania jej.

Ja kupiłam ją jakiś rok temu i oczywiście troszkę poleżała na półce, a teraz właśnie ją przeczytałam.

Czy jestem zachwycona jak większość osób? Tak, ale też nie do końca. 

Owszem książka jest świetna, ale nie na tyle abym dała jej 8/10. Bardziej 7/10.

Znów będę się powtarzać, byłoby idealnie gdyby nie sceny seksu na trzy strony, po jednej scenie na parę, a potem już autorka pisała jedynie o wspólnej spędzonej nocy. Z jednej strony przy pierwszym ich razie opisuje, a potem wstawia, że spędzili miło noc.

Nie wiem czy tylko mi się wydaje, ale są one na siłe wprowadzane. Bo wiecie mamy piękną romantyczną historię, piękna słowa, gesty, miłość i wtedy autorka pisze o seksie... To nigdy nie pasuje w takich romantycznych książkach. I nie jestem sama, bo widzę, że coraz częściej inne blogerki też o tym mówią i wspominają. Taki jest to zbędny dodatek, bez którego, co? Książka nie zostanie wydana? Chyba trzeba byłoby się pytać wydawnictw. Ale serio nie zawsze to pasuje do historii.

Historia sama w sobie jest cudowna, podzielona na dwa okresy - przeszłość i teraźniejszość. 

Mamy czasy II wojny światowej gdzie Brytyjka Scarlett zakochuje się w amerykańskim pilocie. Jej rodzice są przeciwni, bo wolą faceta z kasą, żeby ochronić swój tytuł Barona i swój majątek. Nie patrzą że ich wybranek jest przemocowcem, ważniejsze są jego pieniądze. Scarlett nie zgadza się z nimi, nie potrzebuje tytułu i wybiera miłość. Oboje walczą, ona w wywiadzie, on pilot, jest im trudno, ale miłość ich jest ważniejsza. Scarlett jeszcze w czasie wojny wyprowadza się do USA, do rodzinnej miejscowości męża i powoli, ale zostaje świetną, najlepszą autorką romantycznych powieści. Skrywa też wielką tajemnicę, o której tak naprawdę nigdy nikomu nie powie.

W czasach teraźniejszych mija kilka miesięcy od śmierci Scarlett. Jej wnuczka Georgia w spadku dostaje wszystko po babci. Zarządza jej spuścizną, domem, książkami. Zostaje tylko jedna nieopublikowana powieść Scarlett - jej historia, która nie została dokończona. Wydawnictwo chce aby dokończył tą historię aktualny autor bestsellerów Noah. 

Spotkanie Georgii i Noah od początku jest bardzo intensywne i iskrzy między nimi. Kłótnie, spotkania, rozmowy są naprawdę super napisane. Świetnie się to czyta i przy okazji uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Georgia jest po przejściach, śmierć babci, rozwód i jej matka sprawiają, że dziewczyna ma problem z zaufaniem, ale się stara. Połączenie tej historii, rozwój bohaterów i reszta osób w tle świetnie zostali dopasowani.

Bardzo fajnie opisani są bohaterowie, ich historia jest piękna zwłaszcza mówiąc o dziadkach Goergii, ich miłość w czasie wojny, ale i miłość Scarlett i jej siostry, ich więź to jest coś bardzo ważnego w tej opowieści. Bo nie wspomniałam razem ze Scarlett służyła też jej siostra, która straciła na wojnie ukochanego. Obie siostry służyły w jednym miejscu, mieszkały razem, a potem blisko siebie. Odwiedzały się i były podporą dla siebie w czasie trwania wojny. Jest to bardzo ważne w tej historii.

Książka była magiczna, piękna i chciałabym znów ją przeczytać, ale musi minąć kilka lat, żebym zapomniała i mogła od nowa jej doświadczyć.

Polecam


Poniższa notka od wydawcy

Georgia Stanton dowiaduje się, że jej zmarła prababcia Scarlett – sławna autorka romansów – nie dokończyła swojej ostatniej książki. Kobieta postanawia podzielić się ze światem historią nestorki, choć najpierw musi ją spisać.

Tymczasem pojawia się Noah Harrison, autor bestsellerowych romansów. Mężczyzna na żywo okazuje się tak samo arogancki, jak w wywiadach. Georgia postanawia nie dopuścić, by dokończył książkę jej prababci, nawet jeśli wydawca upiera się, że ten przystojny autor romansów świetnie się do tego nadaje.

Dla Noah wymyślenie zakończenia powieści legendy pióra to jedno, jednak uporanie się z jej piękną, upartą i cyniczną prawnuczką Georgią, to zupełnie inna sprawa.

Wkrótce jednak rozpoczynają wspólną pracę i zaczynają rozumieć, dlaczego autorka nigdy nie dokończyła swojej książki.
Razem odkrywają, że Scarlett skrywała najwspanialszą historię miłosną wszech czasów – swoją własną. Podczas drugiej wojny światowej zakochała się w atrakcyjnym i tajemniczym pilocie Jamesonie.

Czy Georgii i Noahowi przyjdzie stawić czoła prawdzie, że nie we wszystkich romansach można liczyć na szczęśliwe zakończenie?

Lauren Weisberger - "Zemsta ubiera się u Prady"


 


Ta książka jest kiepska. Po prostu jest kiepska w niej fabuła.

Jest dobrze napisana, ale fabuła jest okropna, nic się nie dzieje, czy też cały zarys jest słaby.

Od wielu lat leży ona na półce i czeka na swój czas, nie ma co wymyślać, gdyby nie zwiastun filmu nie zdjęłabym jej z półki. I się zawiodłam.

W książce mija 10 lat od momentu jak Andy odeszła z pracy, przez te lata nie doszła do siebie dalej. Psychicznie jest wyczerpana i cała książka jest o tym. Przyjaciółka wyjechała na drugi koniec kraju, chłopak ją zostawił i została sama bez pracy w NY. 

Teraz dziesięć lat później razem z Emily mają swój magazyn ślubny, Andy wychodzi za mąż i spodziewa się dziecka. Cały czas ma traumę związaną z Mirandą i na tym opiera się książka.

Szczerze mówiąc, autorka pisała chyba tą książkę na szybko żeby coś wydać, ale nie jest to dobre. Pełno wątków, pełno jakiś niedomówień, zmian, dodatków, które nie podobały mi się. Sam fakt, że Emily i Andy zostały przyjaciółkami totalnie tutaj nie pasuje. Dodatkowo ten tytuł kompletnie nie jest jakoś powiązany z fabułą. Owszem jest tutaj postać Mirandy, ale nie jest jej aż tyle, chyba, że w traumie autorki i jako dodatek o którym mówią. Miranda jako osoba pojawia się kilka razy, owszem ma swoje momenty. 

Ale gdzie tu zemsta? 

Ale biorąc pod uwagę co się w niej dzieje, to książka kręci się i kręci i nie wychodzi nic. 

Jest też trzeci tom, ale już mam go za sobą, z rok temu przeczytałam i tam nie ma Andy, był też kiepski, ale lepszy niż ten.

środa, 4 lutego 2026

Eric - Emmanuel Schmitt - „Światło szczęścia”

 



W czwartym tomie Schmitt przenosi historię Noama i Nury do Grecji, do Starożytnej Grecji, którą uwielbiam. Jaki był mój zachwyt, gdy przeczytałam na tyle okładki jaki jest czas i miejsce tej powieści.

Jeśli czytam już czwarty tom to oznacza, że każdy tom warto poznać. Każda historia jaka jest tutaj ujęta jest genialna, zaczynając od Potopu, poprzez Wieżę Babel, starożytny Egipt, w tym faraonów i Mojżesza, a teraz Grecja.

Książka zaczyna się od końcówki trzeciego tomu - Noam i Nura są zamknięci w piramidzie, gdzie jest pomiędzy nimi wielka kłótnia i niestety umierają. Sami w piramidzie, gdzie nikt nie wie, że tam są. Czeka ich samotność do ostatniego oddechu i śmierć.

Kilkaset lat później złodzieje otwierają piramidę, ograbiają ją i zostawiają otwartą. Po jakimś czasie woda z rzeki Nil wdziera się do środka i wypłukuje ich zasuszone ciała i przemieszcza je kilometry dalej. Jak wiemy dzięki temu znów życie wchodzi do ich ciał. Są żywi, nadzy, mają na sobie jedynie biżuterię z czasów życia w Egipcie i spotykają na swojej drodze Greka Charaksosa, z którym podróżują na wyspę Lesbos. Tam spotykają jego siostrę Safonę, poetkę liryczną starożytnej Grecji. I w tym momencie zaczynamy poznawać kulturę wyspy.

I nie tylko ta wyspa Lesbos, bo po jakimś czasie Noam opuszcza sam wyspę i najpierw wybiera się do Delf, do wyroczni, gdzie w skałach zamieszkuje przez wiele lat, a potem poznaje kobietę i z nią udaje się do Aten.

A tutaj powiem tylko tyle poznajemy demokracje. Trafiamy na czas życia Sokratesa, Hipokratesa, Alcybiadesa, widzimy Ateny, Agorę, Akropol, życie mieszkańców, życie Ateńczyków i ich zasady. Do tego wojna peloponeska, spotkania, debaty, gimnazjony, czyli miejsca ćwiczeń Ateńczyków, a potem Olimpiada, a na koniec Platon.

To chyba najlepszy tom ze wszystkich czterech, oczywiście losy Noama i Nury przecinają się, poznają oni oboje wielu ludzi, z którymi się też łączą, ale zawsze się odnajdują. To jaka jest relacja pomiędzy nimi to już tylko jest w głowie autora, ale gdyby nie ta relacja to nie byłoby tej historii.

Mamy też wzmianki z czasów teraźniejszych i tutaj też się dzieje. Jestem pewna, że kolejny tom będzie jeszcze lepszy, chociaż nie wiem czym nas autor zaskoczy.

Te historie, to jak pisze Schmitt sprawiają, że czekam na każdy kolejny tom i chyba nie znudzi mi się historia Noama i Nury.

środa, 21 stycznia 2026

Dominika Buczak - "Parasolki"

 



"- Rozalko, już o tym rozmawiałyśmy. Oczywiście, że prawa wyborcze są ważne...                                     - Są najważniejsze - weszła jej w słowo Rozalia. - Nic nie jest w tym momencie istotniejsze od praw wyborczych. Wszystko inne jest wtórne!"


Mój nauczyciel historii zawsze powtarzał, że największym prawem jest możliwość głosowania. Wybór w głosowaniu to nie tylko prawo, ale i nasz obowiązek. Każdy Polak powinien być dumny i chodzić na głosowanie, bo to my wybieramy naszych przedstawicieli. 

W trzecim sezonie "Pozłacany wiek" na HBO było dosyć dużo o sufrażystkach, głosowaniu, oglądając zastanawiałam się jak to było u nas, bo niestety nie pamiętam już nic z lekcji. 

Miałam to szczęście, że w styczniu dostałam książkę "Parasolki" - opowiada ona właśnie o kobietach walczących o prawo. Nie tylko do głosowania, ale i do edukacji.

W książce poznajemy fikcyjne bohaterki, których historie przeplatają się z Bohaterkami, które walczyły o kobiety. Może tych prawdziwych Bohaterów nie jest aż tyle ile by się chciało, ale każda zmianka o nich jest ważna.

Głównymi postaciami książki są Irena, jej siostrzenica Stasia i Wanda - młoda sąsiadka z kamienicy obok.

Każda z tych kobiet jest inna, ma inne cele w życiu, mają inny status społeczny. Irena jest kobietą już dojrzałą, mieszkającą sama w Warszawie na pierwszym piętrze kamienicy. Ma pieniądze i status, mimo, że samotna to ma przyjaciółki i rzeczy którym się poświęca. Niestety opieka nad pełnoletnią już Stasią jest dla niej trudna. Dziewczyna po śmierci rodziców, zostaje wysłana przez wujka do ciotki do miasta. Ta natomiast nie wie jak ma się nią zająć, więc najpierw wysyła ją do Zakopanego do szkoły dla dziewcząt, uczących się bycia żoną, gospodynią, w zależności skąd pochodzą. Stasia jest ze wsi, ale pieniądze są z miasta od ciotki i to sprawia, że jest w najwyższej grupie, gdzie czuje się źle. Po tej szkole wraca do stolicy i stara się żyć z ciotką. Wanda natomiast jest dziewczyną, która walczy dla Polski, ulotki, przenoszenie broni, jakieś akcje mniejsze to wszystko robi ta dziewczyna.

Razem z tymi bohaterkami poznajemy życie kobiet przez około 12 lat życia w mieście. Czasy gdy te kobiety żyją w zaborze rosyjskim, który nie jest najlepszy. Ale mieszkają w Warszawie, żyją tam i starają się układać sobie życie. Jest ich pierwsze spotkanie na dworcu, gdzie Wanda z koleżanką pod spódnicą przenosi broń, to że ta akcja wychodzi mimo, ruskich żołnierzy sprawia, że kobiety poznają się, potem są też pierwsze miłości, pomoc dla mieszkańców w Warszawie, dzieci, ale i też wybuch wojny. 

W tle tego wszystkiego wiemy, że istnieje już ktoś taki jak Piłsudski, który początkowo właśnie zdobywa broń, okrada ruskich, walczy po cichu, ale i też tworzy wojska. 

Mamy również informacje z Krakowa, że kobiety zaczynają studiować, ale nie jest to tak proste. Kobiety rozmawiają o wystąpieniach, na których jest Konopnicka, Orzeszkowa, Nałkowska, starają się wymagać od rządzących o prawie do edukacji dla kobiet. Bo kto ma rządzić, jeśli nie wykształcone kobiety?

A często bywało tak, że młode dziewczynki nawet nie mogły dokończyć podstawowej edukacji na wsiach bo były potrzebne w domu. 

Podobała mi się ta książka, cieszę się, że mogłam ją przeczytać. Jest tutaj wiele wątków, pokazane są osoby z różnych klas społecznych i jakie mieli oni życie, często gwałt był jakby początkiem wyboru kogoś na żonę, ale jest i też aresztowanie kobiety przez ruskich i traktowanie jej w areszcie. 

Nie jest to prosta książka, nie jest to romantyczna historia, ale dla mnie jest to prawdziwa historia, bo pewnie takich fikcyjnych postaci było wiele w naszym kraju. Kobiety walczące, wierzące w przyszłość zmieniły wiele. 

Żyjemy w czasach, w kraju gdzie możemy głosować, mamy moc wyboru, więc korzystajmy z niego. 

Chciałabym, aby każda kobieta to wiedziała, że może decydować o sobie i żeby z tego korzystała. Wybierajmy mądrze.


Poniższa notka od wydawcy

„Chcemy całego życia, chcemy żyć według scenariuszy, które same napiszemy, a nie pod cudze dyktando!”, krzyczała na wiecu wyborczym na początku zeszłego stulecia Maria Dulębianka, kandydatka na posłankę, a prywatnie partnerka Marii Konopnickiej. To o niej i o innych bohaterkach, które wzięły sprawy kobiet w swoje ręce, jest ta barwna, pełna pasji powieść, dziejąca się w latach 1908–1920, czyli w ciągu jednej z najburzliwszych dekad w naszej historii, zakończonej nie tylko odzyskaniem niepodległości, ale i zdobyciem praw wyborczych dla kobiet.

Na kartkach tej książki przeplatają się losy pierwszych emancypantek – zarówno postaci fikcyjnych, jak i prawdziwych – Narcyzy Żmichowskiej, młodziutkiej Zofii Nałkowskiej, legendarnych działaczek, jak Kazimiera Bujwidowa, Aleksandra Szczerbińska (późniejsza żona Piłsudskiego) czy Wanda Gertz, która wbrew prawu przebrała się za chłopaka i została Kazikiem Żuchowiczem, by walczyć w Legionach Polskich. Jest też słynna pani doktorka Anna Tomaszewicz-Dobrska, która jako pierwsza w Polsce przeprowadziła zakończone podwójnym sukcesem cesarskie cięcie.

W życiu bohaterek jak w kalejdoskopie odbijają się wszystkie ważne kwestie społeczne, które są aktualne także i dziś: walka o równe traktowanie, o możliwość samodecydowania, o wolność wyboru. Ale to również opowieść o strasznej biedzie i niesprawiedliwości społecznej z początku zeszłego stulecia, która dotknęła najbardziej kobiety i dzieci.

Parasolki to książka ważna i potrzebna, która musiała powstać, bo nie opowiada tylko o historii ruchu kobiecego. Jej bohaterką jesteś Ty i każda inna kobieta, która dziś chce powiedzieć: J e s t e m!

Paullina Simons - "Dziewczyna na Times Square"

 



Dawno temu kupiłam tą książkę, ze względu na tytuł, ze względu na NY. Kupiłam, ale zostawiłam ją na półce i tak sobie poleżała tam z dziesięć lat. Od jakiegoś roku co chwilę wyciągałam rękę aby ją zdjąć z półki, niestety zawsze kusiła mnie inna.

Teraz na początku stycznia postanowiłam ją przeczytać. 

Szczęście w nieszcześciu, tak mogłabym ją zatytułować.

Nie jest to radosna, piękna książka. To książka piękna, ale z tych co łączą powieść obyczajową z nutką kryminału. 

Mamy tutaj zaginięcie, chorobę jaką jest rak i też inną postać - alkoholizm, wiadomości o przeszłości życia w Polsce i obozach koncentracyjnych, ale i jest miłość, czasami miła, a czasami przytłaczająca.

Główna bohaterka nie ma lekko, od samego początku coś jest nie tak. Najpierw zostawia ją chłopak, odchodzi od niej i nawet zabiera jej łóżko. Matka mieszkająca na Hawajach ma cały czas problemy zdrowotne i w momencie gdy Lily wyjeżdża do niej, jej przyjaciółka z którą mieszka ma status zaginionej. Gdyby nie detektyw, dziewczyna pewnie nawet by nie wiedziała, że Lily zaginęła. Gdy wraca do miasta, poznaje detektywa i tak zaczyna się przygoda.

Nie jest to prosta historia, bo choroba, rak jest tuż tuż. A Lily pracuje dorywczo jako barmanka, nie skończyła studiów, ledwo wiąże koniec z końcem. Ale uśmiecha się do niej los. Wygrana na loterii. Niestety czym jest wygrana na loterii względem walki z chorobą?

Nie jest to proste.

Jej życie nie jest proste, jako najmłodsza ma najtrudniej. Brat kongresmen, jedna siostra jest już matką dwójki dzieci, druga jest dziennikarką, a ona jakoś stara się żyć.

Ta książka wydawałaby się prosta w przekazie, ale ma bardzo dużo wątków, które są ważne. Nie mówię tutaj o zaginięciu przyjaciółki, czy romansach. 

Ale chodzi i o chociażby alkoholizm jako chorobę, pokazaną z dwóch różnych stron, wpływ sekty na człowieka, chorobę nowotworową i przede wszystkim relacje w rodzinie.

Te relacje w tej rodzinie są naprawdę dziwne i bardzo trudne.

Nawet samo rodzeństwo w obliczu wygranej na loterii, czy też choroby siostry, albo też zachowanie matki są tak dalekie od normalności, że czytając to wszystko ma się nadzieje, że dziewczyna zerwie z nimi kontakt. 

Czytałam książkę z zapartym tchem, chciałam więcej i więcej i nie patrzyłam na godzinę. Musiałam przeczytać ją do końca.

Jestem zachwycona.

polecam


Poniższa notka od wydawcy

Życie głównej bohaterki Lily Quinn płynie spokojnym, monotonnym rytmem. Do czasu, aż zagoszczą w nim dramatyczne wydarzenia: w zagadkowych okolicznościach zaginie jej współlokatorka, u drzwi pojawi się nowojorski policjant Spencer Patrick O'Malley, na jaw wyjdą skrywane rodzinne tajemnice... Życie Lily Quinn odmieni się radykalnie, bo zagadkowy los przynosi jej zarówno chorobę, jak i fortunę, ale też stratę i wielką miłość...

wtorek, 6 stycznia 2026

Carley Fortune - "Spotkasz mnie nad jeziorem"


 

Jeden dzień może zmienić wszystko. Ale czy naprawdę jeden dzień może sprawić, że nawet po dziesięciu latach będziemy kochać i marzyć o tej jednej osobie?

Mam problem z tą książką, bo jednak to jeden dzień w przeszłości sprawił, że ta historia powstała. 

A po dziesięciu latach ich uczucia, pamięć i ten jeden dzień jest jakby cały czas w ich głowach.

Fern kończy właśnie studia i na myśl o powrocie do domu i rodzinnego prowadzenia pensjonatu dostaje szału, nie chce wracać, ale nie wie jak o tym powiedzieć mamie. Kocha miasto i życie w Toronto, nie zarabia dużo jako baristka, ale lubi to. Jej przeszłość nie jest prosta i nie będę o tym pisać, ważne, że nie do końca umie porozumieć się z matką i to ma wpływ na ich stosunki.

Tydzień przed wyjazdem do matki poznaje Willa, chłopaka, który w kawiarni maluje mural. Są sobą zauroczeni, do tego stopnia, że spędzają razem jeden dzień. Najpierw poznają się w pracy, potem spacer po mieście, potem bar z muzyką itd itd. Cały jeden dzień z obietnicą, że za rok spotkają się w jej miejscowości nad jeziorem. 

Ona przybywa, ale on nie.

Teraz dziesięć lat później znów się spotykają nad jeziorem. Ale teraz to Fern zajmuje się pensjonatem po śmierci matki. A on przyjeżdża, bo z jej matką podpisał umowę, aby pomóc w pensjonacie. Miał pomóc w tym, aby pensjonat nadal dobrze działał i więcej zarabiał. 

Ich uczucia są cały czas takie same jak wtedy, owszem jest też żal ze strony Fern, bo nie przyszedł na spotkanie, ale przyciąganie nadal jest. Każde z nich miało innych partnerów, ale im nie wychodziło, bo cały czas pamiętali o sobie.

To jest dla mnie trudne te dziesięć lat. Co innego rok, ale dziesięć?

Mimo wszystko książka jest fajnie napisana, podoba mi się ta ich historia, chociaż nie do końca wyjaśnione są podstawy buntu młodzieńczego, niby wiemy dlaczego, ale jest to głupie troszkę i naciągane. 

Z drugiej strony znów pojawia się motyw seksu, który kompletnie nie pasuje do treści. Jest zbyt dokładny i sprawia, że naprawdę to nie pasuje do książki. Wiem, że bez tego nie da się sprzedać teraz książek, ale czy musimy zawsze oczekiwać tego typu zapisów? I tutaj też autorka dodała z 2-3 sceny tego typu, a potem już tylko informacja, że idą do łóżka i zero opisu.

Książka jest miła i przyjemna, ale mam odczucia jakby czegoś w tym brakowało.



Poniższa notka od wydawcy

Jeden dzień.
Jedna obietnica.
Dwie różne historie.

Fern Brookbans zmarnowała już zbyt dużo czasu, wspominając Willa Baxtera. Dziesięć lat temu spędziła z nim niezapomniane dwadzieścia cztery godziny. Tyle wystarczyło, by między nimi zaiskrzyło. Spotkanie, choć krótkie, pozostawiło w sercu Fern trwały ślad. Para zawarła też pewien układ: spotkają się za rok. Ona się pojawiła, on nie.

Fern ma dziś trzydzieści dwa lata, a jej życie nie jest idealne. Opuszcza ukochane miasto i wraca w rodzinne strony, by prowadzić popadający w ruinę pensjonat, choć przecież nigdy tego nie chciała Wtedy zjawa się Will, który wydaje się jej jedyną deską ratunku. Ale czy można zaufać mężczyźnie w dobrze skrojonym garniturze, który zupełnie nie przypomina chłopaka, którego spotkała dekadę temu? I  który najprawdopodobniej coś ukrywa. Ale przecież dziesięć lat wcześniej Will uratował Fern. Czy teraz ona powinna zrobić to samo dla niego?

Monika Hakowska - "Książki, kawa i całusy"

 


"Książki, kawa i całusy" to idealna książka na świąteczny czas. Pełna ciepła, przyjemna i pokazuje nam czas świąteczny jako coś wyjątkowego. A do tego ciepłe kakao, śnieg w Nowym Jorku, lampki i dekoracje świąteczne i miłość- więc czy może być coś piękniejszego?

Główna bohaterka kocha święta i widać to na każdej stronie tej książki. Jej mieszkanie, jej życie to magia świąt, zachwyca się każdym płatkiem śniegu, więc samo to daje nam przyjemność w czytaniu. Kocha przy okazji książki i ma to szczęście że robi to co lubi, czyli jest redaktorką w wydawnictwie i teraz właśnie zajmuje się promocją świątecznej powieści. 

Ale musi się też zająć kilkoma innymi rzeczami, w tym jej przyjaciółka prosi ją o zaopiekowanie się jej starszym bratem, który wrócił do miasta na kilka dni.

Reid, architekt uważa święta za najgorszy czas w roku, woli miejsca, gdzie zamiast choinek są palmy. Niestety jej przyjaciółka potrzebuje pomocy więc o to jest i pomaga Lily.

Ta dwójka zachowuje się jak dobrzy przyjaciele, znają się od wielu lat, wiele razem przeszli wraz z Heather jego siostrą, dobrze się czują w swoim towarzystwie - mimo różnicy charakterów oczywiście. 

Wszystko w ich życiu idzie normalnie, aż do momentu, gdy Lily wpada przypadkowo na Sama, który prowadzi małą księgarnię i też jak Lily kocha święta. 

I wtedy Reid zaczyna myśleć inaczej o Lily, bo sam nie wie dlaczego, ale denerwuje go to, jak Sam patrzy na Lily.

Od tego momentu wszystko się zmienia.

I nie, nie mówi jej, że ją kocha. Przeciwnie, postanawia wyjechać do Dubaju.

Czy tam wyjechał, oraz jak potoczyły się dalsze losy bohaterów to już musicie się sami dowiedzieć. Ja mogę powiedzieć jedno - warto poznać tą historię.

Książka daje tak wielką przyjemność w jej czytaniu, że chciałoby się czytać i czytać. Do tego humor, postacie poboczne, dobry styl daje nam radość z czytania. 

Moje pierwsze spotkanie z autorką wyszło na plus. I to wielki. 

Coś czuje, że będzie to moja świąteczna powieść do powrotu w czasie świąt.

Polecam 


poniższa notka od wydawcy

Grudzień pachnie piernikami, lśni od światełek i kusi niespodziankami.

Lily, redaktorka książek, kocha wszystko, co związane ze świętami: aromatyczne ciasteczka, nastrojowe playlisty i historie z happy endem. Od czasu, gdy rozpadł się jej związek, marzy o wielkiej, magicznej miłości.

W tym czasie na Manhattan wraca Reid – przystojny architekt, który zamiast śniegu woli słońce i plaże. Kiedy Lily zostaje wciągnięta przez przyjaciółkę w rolę opiekunki tego świątecznego sceptyka, jej grudzień zaczyna tracić blask. Zwłaszcza że na horyzoncie pojawia się właściciel klimatycznej księgarni, wierzący w magię świąt bardziej niż ktokolwiek inny.

Czy zimowy Nowy Jork okaże się miejscem, gdzie rodzi się miłość ?