wtorek, 5 października 2021

Emma Haughton - "Mrok"


 


Czasami są takie książki, że sam opis sprawia, że nasze nastawienie do danej pozycji jest wielkie i oczekujące. Od momentu gdy wiedziałam, że ją przeczytam czekałam z utęsknieniem na kuriera, tak jak niektórzy na nową torebkę lub sukienkę. Sam opis sprawił, że się dobrze nastawiłam, a to ważne, bo nie będzie to prosta książka. To thriller, a to sprawia, że nie są one proste. Ale warto taką książkę przeczytać po kilku miłych obyczajowych.

Antarktyda.

Stacja badawcza UNA, skupiająca naukowców z całego świata, aby wspomóc badania nad zmianami klimatycznymi i kluczowym wpływem Antarktydy na globalne systemy pogodowe. Potrzebni są tu spece każdego fachu, nie tylko naukowcy - także hydraulicy, elektrycy, inżynierzy, mechanicy, kucharze i rzecz jasna lekarze.

I taką osobą jest główna bohaterka Kate, która ma doświadczenie z zakresu medycyny ratunkowej i podstawowe chirurgiczne. Przyjeżdża ona na rok czasu na stację badawczą na Antarktydę w roli lekarza po śmierci jej poprzednika. Wiemy o niej, że pochodzi z Anglii i w wypadku samochodowym zginął jej narzeczony Ben, a ona sama została ranna. Po wypadku aby zapomnieć pracowała jeszcze więcej niż wcześniej. Zaczęła również zażywać więcej leków, przez co ma problem z tym. Po jakimś czasie chciała uwolnić się od spojrzeń pacjentów, znajomych, rodziny i gdy dostrzegła możliwość zmiany miejsca pracy skorzystała z tego. 

I tak o to wylądowała na Antarktydzie na aż dwanaście miesięcy. 

Jak sobie poradzi w takich trudnych warunkach? To może być trudne. Jeszcze gdy w ciągu dnia wychodzi słońce można jakoś żyć, ale w momencie gdy na cztery miesiące słońce schowa się i nie wyjdzie to każda osoba w stacji staje się inna. A do tego jeszcze każdy z nich przeżywa na swój sposób śmierć jej poprzednika w wypadku na lodowcu. Niestety większość jej nowych kolegów uważa, że wina leży po stronie Alexa bo to on był odpowiedzialny za sprzęt wspinaczkowy. Ale chłopak mówi, że sprawdzał więc dlaczego sprzęt się rozwalił? Czy ktoś to zrobił specjalnie? 

A może to faktycznie nieszczęśliwy wypadek, ale ilość zagadek związanych z tym z dnia na dzień jest co raz większa. I gdy w miarę już każdy godzi się i zaczynają dobrze żyć jedna wypowiedziana niespodzianka w grupie sprawia, że następnego dnia znajdują kolejne ciało. 

Dlaczego ta osoba nie żyje? Czy to samobójstwo? A może upozorował je ktoś, aby tak to wyglądało?

Niestety śmierć nad nimi wisi. Nie jedna a już dwie. Więc czy śmierć była nieszczęśliwym wypadkiem czy też może to zaplanowane morderstwo i jeśli ktoś jest za to odpowiedzialny, to kto to może być? Czy to jedna z tych trzynastu osób? Czy ktoś w bazie zabija?

"Mrok" jest świetnie napisaną książką trzymającą w napięciu do ostatniej chwili. To jedna z tych książek gdzie nie ma czegoś takiego jak odpoczynek na spanie. Tutaj trzeba czytać i czytać. 

Bo warto. Naprawdę.

To książka pokazująca jak funkcjonują ludzie w tak małej zamkniętej grupie, jak również organizm działa w takich warunkach i to jest fajne. Często pokazane jest, czy też opowiedziane jak zachowa się nasz organizm np wystawiony na zbyt długi pobyt na mrozie, albo w ciemności. Pokazują oni również jak kilka liści sałaty może smakować po nie jedzeniu świeżych warzyw i owoców przez kilka miesięcy.

Każdego z nas pewnie fascynuje życie na Antarktydzie, albo na Alasce, albo biegunie północnym i ta książka sprawia, że jedyna rzecz którą chciałabym zobaczyć to zorzę polarną. To tak. Ale to zimno? Do tego perspektywa, że przez 4 miesiące nie przyleci samolot, to już sprawia, że wolę książkę, serial lub dokument.

Ale książkę polecam. Dawno nie czytałam tak dobrego thrillera. 


Poniższa notka od wydawcy

Jeden trup.

Trzynaścioro podejrzanych.

Dwadzieścia cztery godziny zupełnych ciemności.

Brytyjska pisarka debiutuje w roli autorki thrillerów. Historia jest elektryzująca, zapiera dech w piersiach i mrozi krew w żyłach – całkiem dosłownie, bo rzecz dzieje się wśród lodowych bezkresów Antarktydy.

Mroczna atmosfera osaczenia i nieufności wzmagana przez nieprzyjazną, nieubłaganą przyrodę.

Lekarka Kate rzuca wszystko i wyjeżdża na placówkę naukową położoną wśród wiecznych śniegów Antarktydy, by zapomnieć o tym, co ją dręczy. Tymczasem jej nową codziennością staje się klaustrofobiczna groza. Jaki los tak naprawdę spotkał Jeana-Luca, poprzednika Kate? Czy ludzie, z którymi ma spędzić najbliższe miesiące, są tymi, za których się podają? Niedopowiedzenia unoszą się w powietrzu.

Pośród zimowych ciemności i zabójczo niskich temperatur splotą się losy trzynastu osób. A każda z nich skrywa własną tajemnicę. Ktoś tu wie więcej, niż okazuje. Ktoś zachowuje pozory. Aż do samego końca.

Im więcej pytań kobieta zadaje, tym bardziej robi się niebezpiecznie, zarówno dla niej, jak i dla pozostałych członków załogi.

Czy Kate wystarczy odwagi, gdy z mroku wyłoni się morderca?

Lindsey Kelk - "Kocham Nowy Jork"





         KIEDY MASZ ZŁAMANE SERCE I CHCESZ UCIEC NA KONIEC ŚWIATA, WYBIERZ NOWY JORK, BO TAM SPEŁNIĄ SIĘ TWOJE MARZENIA.


Często w kulturze, w filmach, książkach oraz show biznesie mówi się, że Nowy Jork jest miastem gdzie można uciec i tam zacząć  swoje marzenia, plany na życie i znaleźć miłość. To miejsce które przygarnia wszystkich i daje możliwość rozkwitania. Ale czy tak jest naprawdę? Czy Nowy Jork ma tą moc? Czy to miasto naprawdę sprawia, że można zmienić całe swoje życie przyjeżdżając, a może jednak ktoś jest potrzebny do tego? Czy będąc samym w obcym mieście sprawimy, że zmienimy wszystko?

O tym jest ta książka, o zmianie życia przez jedno wydarzenie. Ale już czytając od początku człowiek może zastanowić się czy tak samo by było gdyby nie pierwsza osoba, którą poznała bohaterka książki Angela. Czy gdyby nie ona to tak samo by się zachowała Angela? A może by po jednym dniu wróciła do domu w Londynie. Bo z tego właśnie miasta pochodzi. Do Nowego Jorku przybyła właśnie z Londynu. Ale jak do tego doszło, że przebyła taką drogę? Już Wam mówię. 

Angela, gdy odkrywa na weselu przyjaciółki, że narzeczony ją zdradza i dodatkowo wiedzą też o tym inni znajomi postanawia uciec. Ma tylko trzy warunki:

- musi to być miasto anglojęzyczne

- musi być pełno sklepów 

- najważniejsze musi być daleko od Marka, swojego byłego narzeczonego 

I takim miastem jest Nowy Jork. Zwłaszcza dla dziewczyny z Londynu. Ślub jej przyjaciółki miał być początkiem ustalenia daty jej własnego ślubu, lecz zamiast tego było wielkie rozstanie. Szybka ucieczka z małą torba podróżną i lot samolotem. 

Czy to szczęście czy przypadek, ale pierwszy hotel gdzie zatrzymuje się taksówka to hotel Union przy Union Square Park. Pokój na jedenastym piętrze, długa kąpiel i pakiet powitalny od recepcjonistki Jenny sprawiają, że Angela szybko i spokojnie zasypia. Następny dzień nie będzie jednak leżeniem w łóżku i płakaniem, bo nowa znajoma ma już plan. Jenny Lopez postanawia pomoc zdradzonej dziewczynie i pokazać jej miasto.

Często mówi się, że po rozstaniu kobieta zmienia fryzurę a tutaj mówią na to "Zmyj tego faceta z włosów". I tak o to Angie wychodzi na miasto z nową fryzurą, nowym makijażem i idzie na wielkie zakupy. Bo przecież potrzebuje wszystkiego. Choć moim zdaniem to była przesada jeśli chodzi o te ubrania. Wybrała ich bardzo dużo. I dodatkowo często w książce pojawia się motyw zakupów. A skąd niby ma tyle kasy, zwłaszcza gdy często podkreśla, że wydała już mnóstwo pieniędzy i nie ma z czego płacić za np czynsz czy pokój. A jest wolnym strzelcem i to zawsze narzeczony zarabiał więcej. 

Pod koniec chodzenia po sklepach Jenny zabiera Angelę w jedno miejsce i to muszę wręcz Wam zacytować:

"Ruszyłyśmy przed siebie chodnikiem i po chwili weszłyśmy do parku. Tak pochłaniało mnie oglądanie rzeźb i ludzi, którzy stali w kolejkach, śmiali się i jedli lody, że zauważyłam ją dopiero, kiedy znalazłyśmy się przy ogrodzeniu. Stanęłam jak wryta. Była tam, naprawdę. Największy, najlepszy symbol Nowego Jorku i całej Ameryki. Potężna i dumna strzegła wejścia do zatoki. Statua Wolności.

- Kiedy mierzyłaś ubrania, zastanawiałam się, gdzie powinnyśmy pojechać - Jenny powiedziała cicho - Dokąd, jeśli nie tam, gdzie tysiące ludzi najpierw doświadcza Nowego Jorku. Może to banalne, ale kto lepiej oficjalnie powita cie w tym mieście, jeżeli nie ona?"


To piękny widok widzieć Statuę Wolności. Jest wielka i kiedyś była synonimem nowego życia. Ludzie płynąc statkami i widząc ją cieszyli się bo wiedzieli, że zaraz coś się zmieni, że uda im się stworzyć nowych siebie. Na dole recenzji moje prywatne zdjęcie z NY ze Statuą z 2011 roku, gdy spędziłam w tym mieście 3 dni. I jeszcze kilka innych z tego wypadu. 

Ale wracając do książki to Angela dosyć szybko wróciła do życia dzięki nowym koleżankom, do tego nowe ciuchy i wygląd i miasto sprawiły, że jej życie faktycznie się zmieniło. Jako pisarka książek dla dzieci marzyła o czymś swoim. Dzięki nowej znajomej poznała kolejne kobiety i tak o to dostała możliwość pisania blogu dla internetowego magazynu Look. 

Przygody Angeli w NY to jej blog gdzie opisuje randki, spotkania i jej życie w nowym mieście. 

A jak z życiem miłosnym? Mogę zdradzić jedynie, że pojawiło się w jej życiu dwóch mężczyzn. Dwóch różnych mężczyzn. Bankier i muzyk. Czy któryś skradnie jej serce? A może będą jedynie rozrywka, która pozwoli wrócić jej do randkowania. 

Aby wiedzieć jak to wyglądało dalej to musicie sami przeczytać. 

Sięgnęłam po tę książkę po 12 latach od ostatniego czytania. Jak ją kupiłam po premierze i przeczytałam wtedy w 2009 roku to była to dla mnie świetna książka. Super napisana i super pomysł. Teraz po 12 latach czytam ją i zastanawiam się co ja w niej takiego widziałam. Owszem pomysł i pokazanie NY jest świetne. Ale ten styl pisania... Chyba jednak przyzwyczaiłam się już do innego lepszego stylu. 

Książka jest prosto napisana, ale ma nadal magię miasta. A to miasto, mimo swoich wad ma w sobie magię. Zwłaszcza o północy gdy Times Square nadal tętni życiem.

Fajnie było do niej wrócić. Ale jeśli nie kupiłam drugiej części to wtedy w tamtym momencie pewnie czułam, że nie chce dalej tego czytać. Ale teraz bym się skusiła na kolejny tom :) 


Poniższa notka od wydawcy

Miłość, ślub, szczęście - wszystko było na wyciągnięcie ręki. I w jednej chwili wszystko się zawaliło. Angela ma złamane serce i chce uciec jak najdalej od swojej miłości. Pod wpływem impulsu - bez grosza, bez planów, bez przygotowań - wyjeżdża z Londynu do Nowego Jorku. I okazuje się, że to zupełnie obce miasto to najwspanialsze miejsce, gdzie wszystko się udaje, gdzie po prostu wszystko jest możliwe...










wtorek, 28 września 2021

Anna Chaber - "Zaproś mnie na pumpkin latte"

 




Wrzesień jest takim miesiącem, gdzie człowiek który lubi czytać zastanawia się co teraz, jaka książka? Czy przeczytać jeszcze coś letniego czy może zacząć czytać już zimowe. Nie zawsze uda się kupić jesienną książkę. Ale w tym roku już dwie książki były typowo jesienne. Pierwsza to "Miłość na później" mimo, że kończyła się na święta to miała w sobie jesienny klimacik i druga to właśnie "Zaproś mnie na pumpkin latte". Czy może być coś mniej jesiennego niż pumpkin latte? Ci co chodzą do kawiarni wiedzą, że co raz częściej jest ona serwowana. Oczywiście tak jak w książce ktoś może powiedzieć, że jest to mleko z cynamonem, ale nie, to jest kawa z przyprawami. Czy dobra? To już kto jak woli.

Książka opowiada o dwójce osób z dwóch różnych branż. Paula pracująca w korporacji i barista Greg z kawiarni Seaside Cafe. Każde z nich ma swoją przeszłość nie do końca idealną i miłą, ale starają się jakoś żyć. Paula po śmierci matki musiała chodzić na terapię i w wielu dziedzinach życia musi unikać myślenia o tym co by powiedziała jej matka, która uważała że wszystko co się robi musi być idealne. Greg natomiast jakieś trzy lata wcześniej pochował swoją narzeczoną, która umarła na raka. Teraz gdy w książce mamy październik i miesiąc walki z rakiem piersi to też jest o tym wzmianka. I to jest super. 

Badajmy się!

Paula walczyła o awans, ale niestety znów dostał go ktoś inny, ona może poczekać na styczeń, tak mówi szef, ale przecież on się zmieni i będzie zastępować go jego syn. Czy wtedy się jej uda? Czy nowy szef będzie taki sam, a może gorszy lub lepszy? To się dopiero okaże. Chwilowo dostała zadanie i ma przygotować jesienną imprezę, ale tylko bufet i dekoracje. Nikt z działu nie chce jej pomóc więc wszystko na jej głowie. Ale od czego ma zacząć? Tego nie wie.

W między czasie w kawiarni Seaside Cafe zrywa z nią mężczyzna, z którym kilka razy się umówiła. Świadkiem tego jest Greg, który widząc ją samotną i smutną przy stoliku przynosi babeczkę na koszt firmy i zaczynają rozmawiać. Rozmowa z nim sprawia, że Paula czuje się lepiej. Wychodząc z kawiarni zapomina o apaszce, którą znajduje i zabiera ze sobą Greg, co też sprawia, że mają kolejny powód do spotkania się.

Greg zapomina przy tych rozmowach o zmarłej żonie, ale początkowo nie wie czy jest gotowy znów otworzyć się na kobiety. Bo mimo licznych serwetek z nr telefonów i innych artefaktów od kobiet w kawiarni z żadną nie zamienił więcej niż jaką podać kawę. On również ma marzenia i chciałby otworzyć własną kawiarnię, ale niestety nie będzie świątecznej premii. Dobrze, że jest chociaż konkurs dla baristów. Ale czy tu mu się uda wygrać? 

Sami musicie przeczytać co będzie dalej i jak potoczą się losy Pauli i Grega. Czy będą szczęśliwi, razem? To już od Was zależy, jak przeczytacie to się dowiecie.

Ta książka może wydawać się prosta, bo taka pewnie była w założeniu, ale to co ważne, że jest naprawdę dobrze napisana i jest ciekawa. Jest tutaj poruszonych dużo fajnych wątków tj.: badanie piersi, molestowanie, bezpieczny seks. Może to się wydać dziwne, ale nie zawsze jest to w książkach. 

Bardzo mi się książka spodobała i cieszę się, że ją kupiłam. Wszystko w niej pasuje idealnie.



Poniższa notka pochodzi od wydawcy

Debiutancka powieść laureatki konkursu Jesienny Wieczór!

Modna kawiarnia w centrum miasta zawsze tętni życiem, ale wśród tłumu klientów przystojny barista dostrzega właśnie ją. Dziewczynę, która skrywa sekret.
Paula to perfekcjonistka - całym sercem angażuje się w swoją pracę i liczy na to, że jej starania zostaną docenione, a kariera w korporacji rozkręci się na dobre. Zamiast awansu dostaje jednak zadanie specjalne. Ma zorganizować jesienny event, który będzie sprawdzianem jej kompetencji. Nieco rozżalona, lecz zmotywowana przyjmuje wyzwanie, zagłuszając obawy, jakie budzi w niej wspomnienie z przeszłości.
Greg od dłuższego czasu pracuje w Seaside Cafe, choć tak naprawdę ma już dosyć miejsca, które udaje, że dla wielkich korporacji liczą się nie tylko pieniądze, ale i wyższe idee. Marzenie o otwarciu własnej kawiarni w mieście, które nigdy nie śpi, wydaje mu się jednak nieosiągalne. Mimo obaw mężczyzna wie, że to najwyższy czas, aby ruszyć do przodu. Zwłaszcza wtedy, gdy sprzyjają temu okoliczności...
Zaproś mnie na pumpkin latte to powieść, która kołysze jak szum wielkiego miasta i smakuje niczym najbardziej aromatyczna kawa. Anna Chaber debiutuje historią o bohaterach takich jak my - ambitnych, dynamicznych i nieustannie szukających własnych ścieżek.

sobota, 11 września 2021

Mhairi McFarlane - "Miłość na później"

 



1 września to dzień rozpoczęcia roku szkolnego dla wielu dzieci na świecie, też dla czarodziejów w Hogwarcie. Niestety moja sowa zaginęła jakieś 20 lat temu. Do dziś muszę sobie rekompensować tą stratę w inny sposób. Kupuję książki :)

Tego dnia miała również premiera książki "Miłość na później" - w opisie ma komedia romantyczna. Czy tak jest? Oczywiście, że tak. Ta książka może jest banalna, typowa i wiadomo jak się skończy. Ale gdy przychodzi wrzesień i za oknem robi się szaro i buro to pozostaje nam zapalić świeczkę, zrobić ciepłą herbatkę i przeczytać miłą książkę.

Kupiłam ją przypadkowo - na instagramie pokazała mi się zapowiedź i niebieska okładka i  zwróciłam na nią uwagę. Opis też mnie zachęcił, choć wiedziałam czego oczekiwać i jak się skończy, więc kupiłam. Nie znam autorki a to jest zawsze niespodzianka jak pisze, czy dobrze, czy spodoba mi się jej styl. Ale to co ważne to na stronie empiku co raz częściej jest darmowy fragment i to jest ekstra. Czasami ten rozdział powie czy kupić czy odpuścić. W obyczajowych, czy też romansidłach najważniejszy jest język pisania autorki. A tutaj jest bardzo przyjemny.

Czytając książkę to co mi się spodobało to samo rozstanie pary. Laurie i Dan są razem od liceum, razem mieszkają, razem kupili kamienicę i planują wspólną przyszłość. Może nie ślub, ale myślą o dziecku. Oboje pracują w jednej firmie adwokackiej, ale mają innych szefów dzięki temu nie spotykają się na korytarzu.

Jeśli chodzi o rozstanie ich to fajne jest to, że nie było sytuacji, gdy kobieta przychodzi do domu a tam facet z walizką i wychodzi mówiąc jedynie - to koniec. 

Tutaj była długa rozmowa, oczywiście pytania, krzyki i płacz, ale to trwało. 

Również co jest fajne, że z rozdziału na rozdział zmienili czas o dwa miesiące do przodu i nadal wiemy że Laurie nadal to przeżywa. 

To również czas gdy cała firma dowiaduje się o rozstaniu i pewnego dnia utknęła w windzie z największym flirciarzem i facetem na baby w firmie. Ten moment i drink po wyjściu z windy to pomysł udawania pary z kolegą z pracy Jamie.

Plotki, ploteczki to jest coś czym żyje kancelaria prawnicza w Wielkiej Brytanii. To nie Londyn to Manchester i to też daje klimat fajny dla książki. Wiadomo, że w Londynie inaczej się pracuje tutaj owszem praca jest ważna, ale też pokazane jest, że mają życie jakieś dodatkowe a nie tylko biuro i klienci.

Ale wróćmy jeszcze do mężczyzny z którym Laurie będzie spiskować. Jest to Jamie Carter - prawnik, który co weekend ma inną kobietę, zmienia je co chwilę, ale przychodzi moment gdy chciałby być wspólnikiem a że szefostwo jest starej daty to uważają, że tylko stateczny wierny jednej kobiecie mężczyzna może nim zostać.

I tak o to Laurie i Jamie postanawiają udawać parę.

Każde z nich ma cel. W tym momencie Laurie nadal myśli o powrocie do Dana, a Jamie wiadomo awans. Jest też data końca święta za 6 tygodni. To wtedy Dan powinien wiedzieć czy dostał awans i mogliby się w przyjaźni rozstać. Żadne z nich podejrzewa, że może być coś więcej. Chodzi o fikcje na Facebooku i instagramie. Kilka zdjęć z wyjść na miasto i tyle. Gdy ktoś się pyta tak coś nas łączy.

Wszystkie pięknie ładnie brzmi na piśmie, ale czy tak samo jest w życiu. Czy wszystkie pomysły jakie mamy są w 100% realizowane? Tu już gorzej. 

Oczywiście sama nazwa komedia romantyczna i wiele filmów na ten temat sprawia, że wiemy jak to się skończy. 

I oczywiście będą razem. 

I to jest fajne. Fajnie też się czyta książkę. Jest dużo super dodatków. Ale to już trzeba samemu przeczytać. 

Przyjaciółka głównej bohaterki Emily często mówi :"Co by zrobił twój brat bliźniak?" czy kobieta tak samo postąpi jak mężczyzna. Co facet by zrobił w danym momencie. To jest fajne i czasami się przydaje. Nie mówmy o tym, że kobieta ma przegrana każdą sprawę, ale zobaczmy czy mężczyzna też by tak zrobił lub powiedział.

Był jeden minus, ale to już problem z imieniem Nicole i jej zdrobnieniem, które w książce brzmi Nic. Czasami czytając miałam problem z tym, ale to może tylko z trzy razy.

Polecam książkę z całego serca. 

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Greta Drawska - "Chichot"

 



"Chichot" to jedna z książek na którą czekałam od jakiegoś czasu. Po pierwszych dwóch tomach o Wandzie Just i Piotrze Dereniu wiedziałam, że to będzie seria genialna i inna od tych jakie są wydawane w Polsce.

We wcześniejszych recenzjach wychwalałam "Rytuał" i "Stos" bo naprawdę były genialne. Były również inne i pokazywały jak naprawdę wygląda praca policjantów i prokuratury. Oczywiście oprócz samych zbrodni były takie normalne. Nie było tam dziwnych metod szukania sprawców, technologii tylko praca ludzi. 

Wiadomo, że i zbrodnie zrobiły klimacik dla książek i sprawiły że chciało się to czytać.

Teraz w trzeciej, ostatniej części znów wracamy do mojej ulubionej dwójki bohaterów. Tym razem umiera sławny polski pisarz Pan Tom. Co dziwne ma kołek w sercu jakby ktoś uważał go za wampira i chciał go zabić w śmierci rytualnej. Wielka posiadłość, kamery, alarm i w środku nieboszczyk. Żona jego w tym czasie była w Szczecinie, ale w ciągu dnia odwiedziło go kilka osób. Czy wśród nich był morderca?

Jeśli chodzi o fabułę to była ciekawa i tak naprawdę nic nie wygląda w niej na proste. Kilka różnych połączeń i zagadek. Nikt ani nic nie jest tutaj przypadkowe, każda jedna nawet najmniejsza wskazówka jest ważna i może naprowadzić na mordercę.

Ale czy książkę czytało się tak jak wcześniejsze? 

Niestety nie.

Coś mi się nie zgadzało, jakby za szybko została napisana i czasami czytając nie wiedziałam o co chodzi. Czasami rozdziały się kończyły i następne mimo, że te same postacie to jakby brakowało jakiegoś przejścia. Czytając miałam wrażenie, jakby była pisana na szybko i nie do końca autorka zostawiła w książce serce i duszę. Dodatkowo to pierwsza książka w której było dużo odnośników do "365 dni", "Rojst", "Władca Pierścieni" i jeszcze wiele innych. Wcześniej tego nie było. 

Książka świetna, ale naprawdę było czegoś zbyt mało.

To co jest świetne to informacja, że będzie ekranizacja książek i już na to czekam. W ostatnim czasie powstaje wiele świetnych seriali robionych przez player na podstawie dobrych polskich książek kryminalnych. Mam nadzieję, że dobrze im to wyjdzie.


Poniższa notka od wydawcy:

Małe miasteczka wszystko mają małe – poza pamięcią.
Wandzie przeszło przez myśl, że gdyby nie zwłoki w kałuży krwi, ten dom byłby idealny. Designerska rezydencja w środku lasu zasługiwała na coś więcej niż protokół z miejsca zbrodni. Dziwna śmierć, jakby sam ją sobie napisał… Popularny, uwielbiany, a jednak anonimowy autor, polski Stephen King dostający milionowe zaliczki.
Dlaczego niedawno interesował się ruinami radzieckiej bazy atomowej w pobliskim lesie? Czego szukał w miastach widmach? Prokurator Wanda Just i podkomisarz Piotr Dereń muszą zajrzeć w epokę, gdy zasieki z drutu kolczastego pilnie strzegły tajemnic, a za zdradę dostawało się bilet w jedną stronę. Oboje aż za dobrze wiedzą, że powtarzane kłamstwo nigdy nie stanie się prawdą.
Trzeci tom cyklu Wanda Just i Piotr Dereń, serii kryminalnej, hipnotyzującej jak True Detective.
Wkrótce ekranizacja!

środa, 14 lipca 2021

Oliver Clements - "Oczy Królowej"

 



Książki historyczne, gdzie w tle prawdziwe wydarzenia są przeplatane z fikcją nie są proste do czytania. Nawet jeśli książka jest dobrze napisana i ciekawa to czasami można pomyśleć, ale czy tak było naprawdę, czy też autor poleciał po całości z fikcją.

Ta książka otwiera serię cyklu: Agenci Korony. To pierwszy tom pokazujący jak to powstało, jak się zaczęło i dlaczego. I kto był pierwszym agentem 007. Ale czy pierwszy tom jest świetny? To już nie jest takie proste. Czytając opis jest wzmianka, że to idealna pozycja dla fanów Dona Browna, a ja go uwielbiam. Czy tak jest? Nie do końca. 

Owszem są tutaj spiski, intrygi, tajemnice. Jest to bardzo dobrze napisane, ale jest to dalekie od Dona Browna, bo to też i inne czasy historii, a to jest duża różnica.

Ta książka opowiada czasy panowania królowej Elżbiety I, a dokładnie to trzy miesiące z 1572 roku. Gdzie we Francji są zamieszki i pierwsze dwa rozdziały pokazują się co się działo w Paryżu i jak Anglicy uciekali. To również moment gdy królowa Szkotów Maria I Stuart jest więziona w Anglii. 

To czasy gdy każdy knuje przeciwko każdemu, są porwania, śmierć, brud i próba zamachu na królową Elżbietę.

Początkowe dwa pierwsze rozdziały sprawiły, że zastanawiałam się czy uda mi się napisać coś dobrego o tej książce, ale im bardziej wgłębiałam się w historię to podobało mi się co raz bardziej.

A w tej książce to co jest najważniejsze to tajemnicze zapiski Da Silvy, tajemniczy dokument mogący odnaleźć drogę morską przez cieśninę Anian. I ten dokument mógł pomóc albo zaszkodzić Anglikom. Niestety osoba której powierzył ją Francis Walsingham została zamordowana w czasie wyjazdu z Paryża. Dokument zaginął i musieli poszukać osobę, która by ją odzyskała, Padło na uczonego Johna Dee. To on musiał odszukać ten dokument i dostarczyć go do Korony. 

Ale czy to się mu udało i co musiał zrobić w trakcie wyprawy to już trzeba samemu przeczytać. Po przeczytaniu książki poszukałam informacji na temat postaci z książki i większość faktycznie istniała, ale czy John Dee był agentem to nie wiem, ale faktycznie był astrologiem królowej. Również Walsingham odegrał dużą rolę w Anglii.




Poniższa notka od wydawcy:

Pierwsza odsłona serii „Agenci Korony”Po stuleciach nieustającej nędzy, prześladowań religijnych i barba-rzyńskich obyczajów Europa wkracza w nowe czasy. Uczeni, filozofowie i poeci wierzą, że będzie to epoka ro-zumu i nadziei dla wszystkich. Niestety Hiszpania nadal poluje na wszystkich, którzy ośmielają się sprzeciwić jej katolickiej ortodoksji. Tylko jeden kraj jest w stanie stawić czoło mrocznym siłom – jest nim Anglia, którą włada młoda i inteligentna królowa. Elżbieta I doskonale wie, że tej wojny nie wygra samym orężem. W tej trudnej sytua-cji powstają tajne służby Jej Wysokości z charyzmatycznym Johnem Dee na czele.

niedziela, 11 lipca 2021

Margarita Montimore - "Oona konta życie"

 



Oona kontra życie to czerwcowa premiera inna niż wszystkie. To książka obyczajowa, która każdym rozdziałem wręcz zaskakuje. Czyta się ją bardzo szybko i ma to coś, co przyciąga i kończąc człowiek zastanawia co będzie się działo dalej.

Oone poznajemy gdy ma 19 lat i za kilka minut ma wybić północ i rozpocząć się Nowy Rok. To czas gdy z jednej strony dziewczyna cieszy się, ale z drugiej zastanawia się nad przyszłością. Co ma zrobić? Czy pojechać w trasę z miłością życia Dale'm, czy też może pojechać do Londynu do szkoły na studia z przyjaciółką. To trudny moment w życiu każdego człowieka, ale dla tak młodej dziewczyny w latach 80 w Nowym Jorku jest jeszcze trudniejszy.

I nadchodzi ten moment, ta chwila gdy Oona wraz z wybiciem północy budzi się będąc o wiele starsza. Nowe miejsce, nowe rzeczy obok, nowe, ale i starsze jej ciało i obcy mężczyzna obok niej. Kenzie bo tak nazywa się młodszy mężczyzna podaje jej list, owszem jej charakter pisma, ale to co jest napisane musi być jakimś snem, żartem, przecież nie mogła obudzić się w wieku 51 lat. To jest niemożliwe jej ciało jest stare, większe i ma zmarszczki. Ale jak? Dopiero widok matki starszej i to o wiele lat sprawia, że zaczyna wierzyć. Pierwsze dni są tragiczne, śmierć najbliższych - poznała tą wiedzę niestety przez kontakt z Internetem i musiała to przepłakać. Potem dzięki pomocy asystenta Kenzie'go zaczyna przyzwyczajać się do tego co się dzieje. Polubiła Internet i możliwość słuchania muzyki a ma do nadrobienia trzydzieści lat. Zaprzyjaźnia się ze swoim asystentem i staje się on jej pomocą w nowym czasie.

Ale przychodzi znów Sylwester.

I znów jest młodsza, ale starsza od swoich 19 lat i niestety z dala od przyjaciół. Poznaje wszystko i wszystkich od nowa. Ten rok to rok zabawy, narkotyków i szaleństwa. Rok zapomnienia.

Kolejne lata to z każdym jest coś nowego, nie będę spojlerować, ale uwierzcie tyle zagadek i wyjaśnień. Jest zdrada, miłość, śmierć i życie. 

Siedem lat tułaczki i poznania Oony w różnych okresach życia. To czas radości i samotności. Oona nie patrzy wstecz i nie szuka już przeszłości a to dlatego, że za pierwszy razem dowiedziała się kiedy umrą jej najbliżsi i nie mogła nic zrobić. Teraz jedynie uczy się segregatora aby wiedzieć w co inwestować, a uwierzcie mi jest czym. Te lata sprawiły, że jest bardzo bogata i wie co będzie zarabiać za dziesięć czy też dwadzieścia lat. Trzeba być w tym cierpliwym.

Warto przeczytać książkę, bo naprawdę jest jedną z ciekawszych pozycji jaką czytałam w ostatnim czasie. Pokazuje ona to co ważne jest w naszym życiu, że powinniśmy zachowywać dobrze rzeczy jakie się nam przytrafiają oraz cieszyć się życiem, bo nigdy nie wiadomo co będzie jutro. Ale i też pokazuje, że przeznaczenia się nie da zmienić. Ma one swoje miejsce w życiu człowieka i nawet jakbyśmy chcieli coś zmienić to się nie uda. Bo tak czy inaczej się one spełni. 

Jedyne co mi nie pasuje to imię bohaterki. Oona jest za bardzo zbliżona do ona, więc pewnie każdy Polak to zrozumie.

Ostatnio mam szczęście trafiać i dostawać książki naprawdę warte uwagi.

Tą polecam

Poniżej mały fragment książki:

"Przyszłość pokazała jej przebłyski tego, co było przed nią, spoilery zawsze jednak niosły ze sobą niespodzianki. Fragmenty obrazów, lecz nigdy całość. I bez względu na to, czy liczyła teraz wewnętrznie dwadzieścia sześć lat, a dziewiętnaście na zewnątrz, wciąż była młoda i miała przed sobą wiele dekad życia, nawet jeśli nie w kolejności.

Oona już zawsze będzie starać się nadać swojemu życiu pewną ciągłość i znaczenie - nie miała wyjścia - ale zamierzała też chwytać wszystkie chwile szczęścia i się nimi cieszyć. Bez względu na kolejność nadchodzących lat nie dało się przechytrzyć ich upływu. Nawet porządek chronologiczny nie gwarantuje bezpieczeństwa. Wszystko, co dobre i tak zawsze się kończy. Cały trik polega na tym, by cieszyć się chwilą, która trwa. Oona wciąż się tego uczyła.

Z każdym przeskokiem, bez względu na rok, miało brakować w jej życiu kogoś ważnego: Dale'a, Madeleine, Kenziego. Każdy rok był słodko-gorzki. Ale to nic.

Złę dni i tak by nadeszły, zawsze przychodzą. Zamierzała jednak kolekcjonować te dobre, niczym światełka, które połączyłaby razem, żeby żarzyły się jasnym blaskiem w jej wspomnieniach, niczym lampki świąteczne w pokoju z lustrami.



Poniższa notka od wydawcy

Wzruszająca opowieść o tym, że warto chwytać dzień, nawet jeśli lata upływają nie po kolei!

Oona Lockhart stoi u progu wspaniałego życia. W nadchodzącym roku rozpocznie studia za granicą lub ruszy w trasę koncertową ze swoim zespołem. Jest zakochana po uszy, a dziś w nocy skończy dziewiętnaście lat. Ale czy na pewno…?

Kiedy odliczanie do nowego roku przeniesie Oonę o trzydzieści dwa lata w przyszłość, rozpocznie się jej nieustająca podróż w czasie.

Wraz z kolejnymi przeskokami w czasie Oona obserwuje, jak zmieniają się moda, muzyka, język, historia… Uczy się nowych słów, poznaje nowe technologie i nowych ludzi. Tak naprawdę wolałaby jednak wrócić do pamiętnego sylwestra i swojego chłopaka. Czy będzie jej dane jeszcze go spotkać?

Łatwiej znieść to wszystko, mając dużo pieniędzy – szkoda tylko, że nie można dzięki nim zatrzymać przemijania. Życie wyzwało Oonę na nierówny pojedynek. Czy bohaterka wyciągnie lekcję ze swojego niezwykłego losu? Czy będzie potrafiła dostrzegać szczęście w drobnych chwilach i cieszyć się nimi, póki trwają?