czwartek, 18 września 2025

Helena Dixon - "Zbrodnia i rubin"

 



Zobaczyłam okładkę i pomyślałam sobie - czy to Panna Fisher? Pani detektyw z Australii? Ten sam kapelusz i ciemnie włosy, ale okazało się, że nie. Właśnie jest to jedyna wada książki kolor włosów na okładce u kobiety. Główna bohaterka jest blondynką.

To jedyna wada. Notka na tyle książki mówi dużo o tej książce i tak naprawdę tego się spodziewałam. Klimat retro, Anglia po wojnie, zbrodnia i bohaterowie - Ona młoda dziewczyna, która po wyjeździe babci zarządza hotelem i On, kapitan wojskowy zatrudniony do ochrony hotelu. 

Anonimy, tajemnica z przeszłości, zbrodnia, morderstwa i mała miejscowość nad morzem w Anglii, każda jedna rzecz, osoba są powiązane ze sobą. 

Autorka w fajny sposób, chociaż przewidywalny pokazuje nam życie w małej miejscowości, w czasach gdy nie było komórek. Telegramy, notatki i chłopcy na posyłki tak kiedyś pracowano.

Szczerze mówiąc, jako że jest to książka retro spodziewałam się większych szczegółów dotyczących tamtych czasów. A niestety tego aż za bardzo nie było. Myślałam, że będą opisy ubrań, nakryć głów, mebli, ale tego nie było. Czytając nie do końca pasował mi czas akcji do tego co mówiono. To są lata 30, więc bardziej bym się spodziewała np odniesień - zbyt dużo książek detektywistycznych się naczytałeś, a nie że za dużo filmów się naoglądałeś. Dwa razy było o tych filmach, a powiedzmy sobie szczerze, za dużo nie robili tych filmów takich typowo detektywistycznych. To mi nie pasowało.

Ale to co mi pasowało to zrobienie książki z fajnym klimatem i od razu z informacją, że będzie kolejna część bo to jak bohaterowie się zachowują i czy coś mogłoby ich łączyć, oraz notatka, że bohaterka główna może odwiedzi rodzinę sprawia, że wiemy o kolejnej części. 

Też mi to pasuje do Panny Fisher autorstwa Kerry Greenwood, ale to takie moje skojarzenie, bohaterowie różnią się wszystkim, ale to ten klimat.

Czekam na kolejny tom.


Notka od wydawcy poniżej

czwartek, 11 września 2025

Agnieszka Kuchmister - "Październikowa rdza"

 


"Niektóre baśnie są okrutne, niektóre nie kończą się dobrze, a jeszcze inne są tak przerażające, dlatego że są prawdziwe. Domy z czarnego chleba i pajęczyn wciąż stoją tu, między nami, ale teraz mają mury z cegły i drewniane okna, a w ich wnętrzach żyją prawdziwe czarownice, choć nie mają już brodawek, tylko usta pomalowane czerwoną szminką i pachną drogimi perfumami. Są też złe wilki, ale wszystkie mają człowiecze twarze i są też małe dziewczynki, które gubią się w lesie i nigdy z niego nie wracają."

"Październikowa rdza" to książka o wielu historiach osób mieszkających w małej miejscowości Szwarzeb. 

Historia zaczyna się od roku 1989 kiedy poznajemy młodą dziewczynę z klasy maturalnej Agatę. Pomaga ona ojcu w zakładzie pogrzebowym, maluje zmarłych, nie boi się ich, bo od małego z nimi obcuje. Jej matka od dawna nie żyje, ale dziewczyna ma przyjaciółki, babcię i ojca. 

Agata pewnego dnia maluje starszą mieszkankę Ratajczakową, na jej pogrzeb przyjeżdża z rodziny tylko jej wnuk Piotr, który dwa lata temu skończył studia. Jest on autorem książki opowiadającej o mieszkańcach tej miejscowości, chociaż nikt nie jest w niej nazwany swoim imieniem, to każdy wie, że to o nich chodzi. Agata i Piotr zaczynają się spotykać. Poznajemy na początku również znajomych Agaty i nie których mieszkańców wioski. Poznajemy również baśnie, legendy o których mówią niektórzy, o wilkołaku, żyjącym w lesie oraz historię Alicji, dziewczyny, która zaginęła kilka lat temu jak była jeszcze uczennicą. Do dziś nikt nie wie, co się mogło z nią stać i do dziś to każdego zastanawia. Agata również jest zafascynowana jej historią. Niestety po kilku miesiącach dochodzi do tragedii.

Po historii Agaty, autorka przenosi nas w przeszłość i pokazuje historię każdego pokolenia wstecz aż do początku XX wieku. To historie, wielu ludzi mieszkających wcześniej w tej miejscowości. Autorka pokazuje historię rodziców, dziadków Agaty, ale i też świętej Rosamundy. Każda z tych historii w jakimś sensie ma wielki wpływ na mieszkańców i na rodzinę poszczególnych osób, na ich późniejszą historię oraz na ich samych. Kuchmister kończy historią dorosłej już Agaty.

Autorka w ciekawy sposób pokazuje nam zawiłą historię ludzi, ich emocje, ich życie, które nie zawsze jest idealne, są problemy, są tajemnice i dramaty, jest miłość i zbrodnia.

Ta książka jest pełna historii, ale to takich, gdzie czasami się zastanawiamy czy tak było naprawdę, czy to może wyobraźnia podpowiada nam wiele rzeczy, myśli. Nie wiemy dokładnie czy widzimy ducha, czy może to nasza głowa. Częste rozmowy o wilkołaku, dużo informacji po niemiecku, który kiedyś był językiem używanym w Szwarzebu sprawia, że książka staje się bardziej tajemnicza. 

Powiem tak, zakończyłam ją czytać późno w nocy i tak we mnie została ta historia, że w nocy śniła mi się ta historia. No może nie to samo, ale był w niej wilkołak i czerwony kapturek. 

A to oznacza, że musiała coś zostawić w mojej głowie, pewne myśli, historię i te zdarzenia.

Nie jest to typowy kryminał, to książka o ludziach, o ich życiu, ich historia, która nie zawsze była idealna, ale była prawdziwa. I dlatego warto ją przeczytać. 

Pierwszy raz przeczytałam coś Agnieszki Kuchmister i jestem tym zachwycona.

Mogę polecić książkę z całego serca. 

Poniższa notka od wydawcy

W SERCU DOLNEGO ŚLĄSKA ROŚNIE MROCZNY LAS.
CZY ODWAŻYSZ SIĘ WEJŚĆ I ZMIERZYĆ Z JEGO TAJEMNICĄ?
*
Szwarzeb, 1989 rok. W niewyjaśnionych okolicznościach znika Alicja Wicher. W miasteczku, w którym każdy ma coś do ukrycia, nikt nie szuka jej zbyt długo. Siedem lat później Agata Kot, córka grabarza, przypadkiem natrafia na ślad zaginionej dziewczyny. Nie podejrzewa jednak, że kluczem do prawdy będzie przeszłość, od której nie można uciec.
By rozwikłać tę zagadkę, trzeba będzie zanurzyć się w stuletnią historię miasteczka u stóp Karkonoszy, odkryć tajemnicę skarbu z pałacu Ackermanów i poznać dzieje rodzin, które od lat skrywają swoje sekrety w starych, poniemieckich domach. A może prawda czai się wśród mglistych ścieżek lasu, gdzie nocami błąka się duch świętej Rosamundy, a niektórzy w mroku widzieli wilkołaka?
Hipnotyzująca, misternie skonstruowana powieść o małomiasteczkowych tajemnicach, duchach przodków, miłości i zbrodni stłumionej milczeniem.
Dziewięć splecionych życiorysów. Jedno zniknięcie. I pytanie, które powraca niczym echo: jak głęboko trzeba zabrnąć w przeszłość, żeby odnaleźć się w teraźniejszości?
*
NIEKTÓRE BAŚNIE SĄ OKRUTNE. NIEKTÓRE KOŃCZĄ SIĘ ŹLE. A INNE TAK PRZERAŻAJĄ BO SĄ PRAWDZIWE.

poniedziałek, 25 sierpnia 2025

Jenny Colgan - "Objazdowa księgarnia"

 


Mam nową ukochaną autorkę obyczajową. Jenny Colgan - przeczytałam jej dwie książki i jestem nimi zachwycona. W czasie świąt była "Świąteczna księgarnia", teraz "Objazdowa księgarnia" i czeka na mnie jeszcze "Księgarnia nad jeziorem".

Jeśli szukacie książki o książkach, o miłości do nich to to jest właśnie idealna lektura. Przede wszystkim Colgan pisze dobrze, a to jest ważne. Treść i to jak jest to ułożone i podane nam czytelnikom. 

Główną bohaterką jest Nina, dziewczyna zakochana w książkach. Pracuje jako bibliotekarka i jest w tym naprawdę dobra. Potrafi idealnie dobrać książki do czytelnika, tego małego i dużego. Zawsze dobierze tak, ze każdy jest zadowolony. Niestety jej stanowisko pracy jest zagrożone. Biblioteka ma zostać zamknięta a do nowej pracy potrzebują tylko dwie osoby. Dwie otwarte, przebojowe osoby, a niestety Nina jest bardziej romantyczną osobą, cichą i zamkniętą. W czasie rozmowy z doradcą pracy, pytaja się jej o marzenie. Jej odpowiedź to księgarnia. Miejsce gdzie mogłaby być nadal obok książek ale i z pomagać ludziom. 

Postanawia kupić furgonetkę, jej pomysł jest spowodowany chwilą, ale wie, że nie stać jej na lokal. Z biblioteki zabiera tyle książek ile się uda z tego co zostało. Chciała je uratować, ale przez to jej mieszkanie jej całe w pudłach. Ale ma plan i tego się trzyma.

Jedzie do Szkocji po samochód i kupuje go. Niestety w mieście nie może nim parkować i sprzedawać, więc nie ma wyjścia - zostaje w Szkocji.

Życie w Szkocji jest inne. Mała mieścina rolnicza, cały czas te same osoby, ale dzięki temu nowe przyjaźnie, znajomości i mężczyzna u którego wynajmuje domek. Te życie co raz bardziej jej się podoba, jest co raz bardziej szczęśliwa i otwiera się na ludzi. Poznaje też miłość romantyczną, bohatera o maślanych oczach i z duszą romantyka, z drugiej strony jest farmer, męski, małomówny z cierpiącą duszą. 

Bawiłam się świetnie czytając tą książkę, ma ona w sobie coś romantycznego, ale nie jest zwyczajna. Sprawia ona, że chcemy co raz bardziej i bardziej poznawać kolejne strony i historię. 

Autorka ma świetne wyczucie, nie ma tutaj niczego ani za mało, ani za dużo. Wszystko jest wyważone, dodatkowo poznajemy dużo nowych książek, nie typowych nowości, ale tych które czytała sama autorka w dzieciństwie. 

Uwielbiam takie historie, miłe dla czytelnika, ale nie ogłupiające. Nie mogę się już doczekać "Księgarni nad jeziorem" i jestem dobrej myśli.

poniższa notka od wydawcy

Czy miłość w prawdziwym życiu może przypominać tę opisywaną w bajkach?

Nina jest literacką swatką; dobieranie książki do czytelnika to jej pasja i zawód. A przynajmniej tak było do poprzedniego dnia, w którym straciła pracę bibliotekarki w dużym mieście.

Zdeterminowana, by rozpocząć nowe życie na własnych zasadach, Nina przeprowadza się do oddalonego o wiele kilometrów spokojnego miasteczka, gdzie wynajmuje vana i przekształca go w… objazdową księgarnię. Odwiedzając kolejne dzielnice, zmienia życie mieszkańców za pomocą siły opowieści.

Gdy z czasem poznaje bliżej swoich nowych sąsiadów, między innymi uroczego konduktora-poetę, budzi się w niej nadzieja, że w tym pełnym magii miejscu będzie mogła napisać własne szczęśliwe zakończenie.

wtorek, 19 sierpnia 2025

Lisa Jewell - "Noc w której zniknęła"

 


Nie wiem jak to się stało, ale zapomniałam napisać recenzję tej książki, mimo, że minął już miesiąc od momentu przeczytania. Mimo miesiąca, cały czas mam ją w pamięci, a to oznacza, że jest warta poświęconego czasu na czytanie jej. Zawsze przy kryminałach mam problem jak napisać kilka słów, żeby nie napisać spojlera. Bo czasami jedna rzecz sprawia, że zaczyna się przygoda. Tutaj to "KOP TUTAJ" i to co zostało znalezione. I wtedy mamy już przygodę.

Książka Lisy Jewell jest podzielona na dwie części

- Teraźniejszość w 2018 r, gdzie główną bohaterką jest pisarka kryminałów Sophie

- Przeszłość, gdzie Tallulah jest osobą zaginioną. 

W teraźniejszości Sophie wraz z chłopakiem przeprowadza się  w okolice Upfield Common i już pierwszego dnia przy furtce widzi napis "Kop tutaj". Bierze to za zabawę dzieci w podchody.

W przeszłości poznajemy Kim , która jest mamą Tallulah i opiekuje się wnuczkiem, w czasie gdy jej córka z chłopakiem idą na randkę. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że nie wracają na noc do domu. Ani nawet w ciągu dnia nie ma ich i nie odbierają telefonów. Ktoś w pubie, w którym byli powiedział, że wybierają się do domu Scarlett do Mrocznego domu.

Tam też Kim z synem i wnukiem jadą, ale wg Scarlett Tallulah z chłopakiem wrócili taxi nocą. Co jest potem okazuje się dziwne, bo żadna korporacja nie miała kursu z Mrocznego domu. Kim wie, że coś nie jest w porządku bo jej córka nie opuściłaby synka.

Jest jeszcze druga przeszłość, gdzie dowiadujemy się jak Tallulah poznała Scarlet i jakie były jej początki macierzyństwa.

Książka jest świetnie napisana, początkowo mamy trzy różne czasy i bohaterów, ale pewne znalezisko Sophie gdy zaczęła kopać sprawiło, że przeszłość i teraźniejszość przeszła w jedno. W tym momencie zaczęły się znów poszukiwania zaginionych.

Autorka bardzo rozmyślnie połączyła kilka wątków, ale i też sprawiła, że to co się dzieje z Sophie może trwa z miesiąc, ale przeszłość trwa o wiele dłużej, bo to są jakby dwa lata.

Czytając książkę a zwłaszcza to z Sophie człowiek miał możliwość razem z nią rozwiązywać zagadkę, ale nie było to nachalne tylko wyważone. A to jest ważne. Po troszku, ale z pomocą policji Sophie i Kim odpowiadają na kolejne pytania co dalej. 

Fajne, że postacie jak coś znajdą to dzwonią na policję, nie szukają za bardzo na własną rękę, ale pomagają. To sprawia, że ta historia ma sens.

Książka jest bardzo dobrze napisana. Naprawdę.

Czyta się ją szybko, pochłania wręcz czytelnika do myślenia o fabule. A to uwielbiam.

Końcówka? Ekstra.


Poniższa notka od wydawcy

Wszystko zaczęło się już pierwszego dnia, kiedy znalazłam kartonowy znak przybity do płotu. Ktoś napisał na nim: „Kop tutaj”.
Tak właśnie zrobiła.
W ten sposób pisarka kryminałów, Sophie, trafiła na sprawę zaginięcia nastolatki z Upfield Common. Kobieta przeprowadziła się w te okolice ze swoim partnerem, który w lokalnej szkole objął posadę dyrektora. Jednak tęsknota za Londynem sprawia, że nie potrafi odnaleźć się w nowym otoczeniu. Za sprawą tajemniczej wiadomości miejsce to staje się dla niej zdecydowanie bardziej intrygujące.
Dwa lata wcześniej 19-letnia Tallulah wyszła na randkę, zostawiając synka pod opieką swojej matki. Wtedy Kim widziała córkę po raz ostatni. Poszukiwania zaginionej doprowadziły kobietę do Mrocznego Domu, w którym feralnego wieczoru dziewczyna była na imprezie. Wszystko wskazywało na to, że wyszła stamtąd w towarzystwie partnera. Nie udało się ustalić, jakie były dalsze losy tej dwójki.
Tajemnicze zaginięcie, opuszczona rezydencja, rodzinne sekrety i niewyleczone traumy składają się na opowieść przyprawiającą o dreszcze. Lisa Jewell z wyczuciem opowiada o niszczącej sile obsesji i tych, którzy stają się jej ofiarami.

środa, 6 sierpnia 2025

Robert Michniewicz - "Zdążyć przed wrogiem"

 



Zaczęłam czytać tą książkę w momencie kolejnej rocznicy Wybuchu Powstania Warszawskiego, ten moment w historii każdego Polaka powinien być znany i pamiętany. Mam nadzieję, że nigdy nie zapomnimy bohaterstwa i odwagi Polaków. Wiemy jak to się skończyło, ale Oni nie wiedzieli, a walczyli. Pamiętajmy o tym.

Książka "Zdążyć przed wrogiem" rozgrywa się w czasie Powstania Warszawskiego, gdzie na terenie Polski była nadal armia niemiecka ale i też powoli wchodziła sowiecka. Nasz Rząd na Uchodźctwie każe ukryć dane polskich agentów. Tylko dwie osoby wiedzą gdzie to jest schowane, to miejsce to pałac w Zamborowie, ale jest to też miejsce gdzie stacjonują Niemieccy żołnierze. 

Niestety w pewnym momencie urywa się kontakt z tymi ludźmi. Nikt inny nie wie, gdzie są te dokumenty. Gdyby dostały się w ręce sowietów lub Niemców to życie wielu z nich byłoby zagrożone. Dlatego też Londyński Sztab Naczelnego Wodza rozkazuje cichociemnym i agentowi polskiego wywiadu odszukać tych ludzi i dokumenty.

Nie jest to proste.

Carl von Wedel mieszka w Szwajcarii z żoną, która spodziewa się dziecka, ale niestety cały czas jako zdrajca swojego kraju jest poszukiwany i nie raz udaje mu się ocalić swoje życie dzięki przypadkowi lub pomocy kogoś obok. Boi się o swoją żonę, bo nawet w domu nie są bezpieczni. Londyn postanawia mu pomóc, ale pod warunkiem że on pomoże Polsce.

W Polsce ma na Niego czekać oddział cichociemnych z Piotrem Mularczykiem na czele.

Ale początkowo nic nie idzie tak jak powinno. Nie ta grupa czeka na lotnisku, nie te osoby, a niestety Carl nie może ufać każdemu partyzantowi. Nie ważce co mówią, on chce tylko rozmawiać z Piotrem.

Tych dokumentów szuka każdy, bo nawet Gestapo i Armia Ludowa. Carl i Piotr nie mają łatwego zadania, zwłaszcza, że jest jakiś przeciek i cały czas ktoś jest tuż za nimi. Czas leci, a co raz częściej trzeba się bronić.

Świetnie się czyta tą książkę, mamy tutaj perspektywę z kilku formacji - AK, AL, Gestapo, NKWD i Londyn. Akcja dzieje się za akcją, jak to na wojnie. Nie można ufać każdemu, bo gdzieś jest przeciek, ale komuś przecież trzeba. 

Bardzo lubię historię, więc taka książka dla mnie to jest coś świetnego. Pokazuje prawdziwe realia wojny, powstania, życia ludzi i przede wszystkim cichociemnym. To byli bohaterowie, wyszkoleni żołnierze do spraw niemożliwych. 

Mam nadzieję, że pamięć o nich będzie zawsze w naszych głowach.

Beata i Eugeniusz Dębscy - "Ostatni krzyk mody"

 


Pierwszy raz czytałam książkę napisaną przez ten duet. To już czwarty tom, gdzie głównymi bohaterami jest babcia Roma i jej wnuk Tomasz Winkler.

Nie czytając wcześniejszych tomów troszkę się obawiałam, ale powiedziano mi, że nie trzeba znać wcześniejszych ich książek bo każdy tom to nowa opowieść. 

I tak było.

Początkowo ten pierwszy rozdział był delikatnie trudny do ogarnięcia, bo od razu mieliśmy scenę babci i wnuka i jego dziewczyny w sytuacji typowo rodzinnej, musiałam się połapać o co chodzi.

Ale potem było co raz łatwiej.

I ciekawiej.

Książka opowiada o prywatnym detektywie Tomaszu i jego babci, która właśnie dała mu klientkę. Jej dawna przyjaciółka Antonina - modelka, która w młodości wyjeżdżała do Europy Zachodniej na wiele kontraktów. Najbardziej znana modelka lat PRL-u, teraz ma kłopoty. Jest szantażowana, oblali jej fasadę domu i jest przestraszona. Prosi o pomoc i dostaje ją.

Tomasz Winkler i Iwa (jego partnerka) wprowadzają się do niej i odkrywają co raz to nowe historie, w tym nawet włamanie w czasie ich pobytu, dodatkowo to są Niemieccy agenci, ale jacyś nie do końca ogarnięci.

Są tutaj kłamstwa, tajemnice i ciekawa historia kobiety, która z małej wsi chciała się wybić i być kimś, miała marzenia, ale przypłaciła to byciem donosicielem dla władz. Mimo, że starała się nie pisać nic co mogłoby komuś zaszkodzić to miała wstydliwy sekret, tzw teczkę i ktoś ją ukradł. Teraz stara się to naprawić.

Nie będę pisać o sprawie, bo musiałabym zbyt dużo wyjawić, ale jest to ciekawe napisane i warto przeczytać. Wolę się skupić na tych dwóch starszych Paniach - Antoninie i Romie.

Te kobiety mają tutaj już swoje lata, ale nie są to babcie przykute do łóżka tylko kobiety z energią. Niestety ich życie w młodości przekłada się na dzisiejsze czasy. 

W przypadku dawnej modelki, nie ważne są wille, pieniądze, wystawne życie, są też problemy.

Mimo, że Antonina ma dzieci, to nie ma z nimi za bardzo kontaktu, jedna córka brała narkotyki i jest ciągle spłukana, druga ma dzieci, ale nie ma aż takiego kontaktu z matką. Za fasadą idealnego życia Antoniny widzimy, że to co zarobiła i co zdobyła to są rzeczy materialne, ale uczucia, rodzina, szczęście nie idą tak samo dobrze. Szuka ona miłości i zrozumienia, ale nie wiem czy postrzega to tak jak inni ludzie.

Wystarczy spojrzeć na Tomasza i jego babcię Romę. Są typową rodziną, gdzie wnuk uwielbia swoją babcię, mieszka z nią, ale i współpracuje. Mają psy, którymi się opiekują, ale i mają swój styl. Czytając pierwszy rozdział widać, że to rodzina. Nie ma tam może aż tylu pieniędzy i nie mieszkają w willi, ale mają szacunek i miłość.

Podobała mi się ta książka, miała swój urok, ale i też humor pomiędzy Romą a Tomaszem.




Poniższa notka od wydawcy

NAJBARDZIEJ WYSTRZAŁOWY DUET DETEKTYWISTYCZNY POWRACA!

Tomek Winkler i niezawodna babcia Roma znów na tropie! Tym razem mierzą się z wyjątkowo paskudną sprawą z dalekiej przeszłości, tajemniczym szantażem i modelką na emeryturze, która okazuje się klientką z piekła rodem!

We wrocławskim Borku, willowym osiedlu artystów i oryginałów, mieszka seniorka najbardziej oryginalna ze wszystkich. Antonina Giambattista vel Danzer vel Stasielska znana także jako Panzerfaust, emerytowana topmodelka i kobieta, która gotowa była zrobić wiele, aby wyrwać się z szarzyzny PRL-u. Ale teraz, po latach, cień przeszłości upomina się o zwrot długu i Antonina ma problem. Do kogo zwrócić się w takiej sytuacji? Odpowiedź jest prosta: na kłopoty – Winkler!

Wciągnięty w aferę „pancernej Antosi” przez swoją babcię Romę, jej dawną znajomą, Tomek Winkler początkowo myśli, że będzie mieć do czynienia co najwyżej z zawistnymi sąsiadami starszej pani, patrzącymi krzywo na jej opalanie się topless w przydomowym ogrodzie. Nic bardziej mylnego. Sprawa dotyczy krzywd o wiele poważniejszego kalibru, a dla przeciwników Antoniny groźby i szantaż to dopiero początek.

Tylko że od początku coś tu nie gra, a samotna, zdesperowana seniorka wiele więcej ukrywa niż gotowa jest powiedzieć. Czyżby tym razem Winkler wpadł w sieć przebiegłej, starej pajęczycy?

poniedziałek, 28 lipca 2025

Eric-Emmanuel Schmitt - "Callas, moja rywalka"

 


Eric Emmanuel Schmitt jest genialnym autorem, który swoimi książkami, historiami wciąga czytelników od pierwszych stron. Bardzo dawno temu czytałam najbardziej znaną jego książkę "Oskar i Pani Róża", a ostatnio wciągnął mnie cykl "Podróż przez czas" i nie mogę się doczekać czwartego tomu. 

Ucieszyła mnie możliwość przeczytania najnowszej jego książki, chociaż przyznaje, że początkowo myślałam, że to biografia jest bardziej. Ale niestety nie, jest to fikcja pomieszana z prawdziwymi wydarzeniami. 

Główną bohaterką jest fikcyjna postać Carlottą Berluni.

Carlotta jest śpiewaczką operową, nieistniejącą w realu, ale jest ona połączeniem wielu innych kobiet, które były diwami na scenie La Scala.

Poprzez Carlotte, która wspomina swoje życie, pokazuje nam życie gwiazd w dawnych czasach, a przy okazji życie największej gwiazdy opery w tamtych czasach.

Maria Callas - te imię i nazwisko zna wiele osób, nie trzeba być fanem opery, żeby nie kojarzyć kim była. Greczynka, która była gwiazdą przez kilkanaście lat w największych operach na świecie. Występowała wszędzie i mimo, że jej głos nie był idealny to potrafiła czarować. Jej magia na scenie sprawiała, że ludzie kochali ją. Nie podobało się to jej rywalkom, które miały głos idealny, ale nie miały i nie mogły stworzyć tej magii, gry i emocji.

I właśnie Carlotta była taką gwiazdą, która została odepchnięta przez Callas na drugi plan. Mimo, że miała wszystko ktoś sprawił, że to Callas się wybiła. Mówimy oczywiście o połączenie fikcji z realem, więc trudno powiedzieć co jest prawdą. 

Ale zawsze jak ktoś jest nowy, młodszy kto będzie stawiany na pierwszym miejscu, a może chodzi o znajomości? Uśmiech? Flirt? Łóżko?

Nie czytałam biografii Callas więc trudno mi powiedzieć jak zaczęła grać w La Scali, ale wiem, że jej nazwisko było bardzo znane i miała w sobie magię przyciągania widzów. Jak śpiewała też nie wiem, bo nie znam się na operze i nie widziałam jej występów. 

Wiem jedno, Callas tutaj w tej książce jest siłą zazdrości dla Carlotty Berluni i ta zazdrość jest przez cały czas jej życia. Każdy upadek, każde inne miejsce występowania jest w jej głowie i jest przez Callas.

Naprawdę trudno pisać o fabule książki w takim połączeniu, ale gdybyśmy nie wiedzieli że Carlotta to postać fikcyjna to byłaby to fajna biografia, warta przeczytania i pewnie dałaby nam możliwość zobaczenia życia dawnych gwiazd. 

Eric-Emmanuel jest świetnym pisarzem i warto przeczytać to co pisze. A pisze tak, że każda jego historia wciąga nas od pierwszych stron. 

Ta książka nie jest za długa, ale wynagradza nam słowo pisane, dodatkowo śliczna okładka sprawia, że fajnie jest poczuć jak żyją gwiazdy dawnych wielkich oper.


Poniższa notka od wydawcy

Poruszający portret genialnej śpiewaczki nakreślony piórem francuskiego wirtuoza słowa.

Gdy Carlotta Berlumi po raz pierwszy spotkała Marię Callas w drugorzędnej operze, nie spodziewała się, że ta brzydka Greczynka wkrótce podbije najważniejsze sceny muzyczne i serca melomanów na całym świecie.

Nie wiedziała też, że właśnie zaczyna się pojedynek na głosy i emocje, w którym stawką będą nie tylko uznanie i sława, ale też uczucia kochanków.

W tej historii pasja miesza się z udręką, a fascynacja z bólem niespełnienia. „Callas, moja rywalka” to opowieść o tym, że pasja może być zarówno darem, jak i przekleństwem. To sugestywny obraz tego, jak łatwo można się zatracić w cudzym blasku i pozwolić, by fałszywa nuta zdominowała całe nasze życie.

Éric-Emmanuel Schmitt, autor „Oskara i pani Róży”, po raz kolejny udowadnia, że jest prawdziwym mistrzem krótkiej formy. Choć Carlotta Berlumi nigdy nie istniała, inspiracją do stworzenia jej postaci były życiorysy wielu prawdziwych rywalek Callas. Za jej pośrednictwem autor nie tylko odsłania istotę geniuszu wielkiej artystki, ale również stawia pytania o cenę, którą trzeba zapłacić za spełnienie marzeń, i o pasję, której nie sposób porzucić.

Literacka perełka, która poruszy serce mocniej niż niejedna aria!