niedziela, 15 grudnia 2019

Natalie Cox - "Nie tylko na święta"



Kupiłam tą książkę ze względu na ciekawie napisaną notatkę od wydawcy. Pisze w niej, że w książce znajdę humor, romans, pieski, dziwne sytuacje. Pomyślałam może warto.

Ale czy było?

Poznajemy w powieści Natalie Cox "Nie tylko na święta", dziewczynę imieniem Charlie, która mieszka w Londynie, pracuje w IT i w tym właśnie momencie nienawidzi świąt. Jest początek grudnia, gdzie w sklepach, na ulicach, w pracy, w domach jest co raz bardziej świątecznie, a ona wie, że te święta spędzi sama z filmami z Audrey Hepburn. Jej mama z piątym mężem wyjechała do jej przyrodniego brata do Melbourne, a chłopak z którym mieszkała zdradzał ją, więc rozstali się. Teraz jest sama i ma wszystkiego dosyć.

W pewną grudniową noc gdy Charlie leży już w łóżku, wybucha piecyk gazowy u sąsiada na górze. Niestety zawala się strop i spada na Charlie, dziewczyna trafia do szpitala. Jej mama załatwia jej kilka dni wolnego w pracy, ze względu na wstrząs mózgu i załatwia pobyt u kuzynki Jez, na północy kraju. Jej kuzynka prowadzi eleganckie schronisko dla psów z bogatymi właścicielami. W momencie przyjazdu Charlie, w schronisku jest 5 psów, miejsce jest dosyć duże i bardzo dobrze wyposażone.

Charlie już pierwszego dnia robi z siebie ofiarę, gdy wchodzi na kołowrotek dla psów i niestety upada, co widzi weterynarz, którego dodatkowo nazywa Byczy Cal. Nie podoba mu się to i od samego początku widać, że ma coś do niej, mimo, że widzą się pierwszy raz. Ale musi ona przyznać, że Cal jest bardzo przystojny, a te jego oczy. Czasami jest on ironiczny, a czasami szczęśliwy, jego zmiana przeważnie związana jest z tym co robi i jak zachowuje się dziewczyna.

Jako, że Jez na święta chciałaby pojechać do Finlandii prosi Charlie o pomoc i pozostanie w schronisku. Uważa, że z pięcioma psami nie powinno być problemu, bo przecież one tylko śpią, jedzą i załatwiają swoje potrzeby. Do tego jeden pies jest bardzo stary, jeden oczekuje na małe, jeden się przytula, a dwa psy wyprowadza sąsiad .....

Pod nieobecność Jez, Charlie przyjmuje jeszcze jednego psa głuchego doga niemieckiego Malcolma, ze względu na przystojnego właściciela Hugo, którego rodzina narzeczonej nie chce mieć psa na święta. Przyjęcie psa wiąże się z co dziennymi wizytami przystojniaka, oraz przeciąganiem aby mężczyzna został na dłużej.

Przed świętami dziewczyna również przyjmuje suczkę 3-krotną medalistkę Judd. Jako, że wysiada ogrzewanie dziewczyna sprowadza wszystkie psy do kuchni i zostaje psią mamusią.
Różne perypetie sprawiają, że dziewczyna co raz bardziej zakochuje się w psach. Z dziewczyny, która nie przepadała za zwierzętami, jest osobą, która pokochała je. Do tego w same święta Peggy rodzi małe, Hugo prosi aby móc zostawić dwie alpaki w schronisku, a jeszcze ktoś porywa Judd.
Charlie nie ma wyjścia musi ratować psa. A przy okazji w jej życiu jest pewien mężczyzna, ale czy odważą się coś zmienić w swoim zachowaniu i zrobić ten pierwszy krok?

Książka owszem jest dowcipna, ale nie jest to taki typowy humor, dużo jest sarkazmu ze strony Charlie i Cala. Bardzo szybko się ją czyta i tak naprawdę trudno ją przestać czytać. Czasami owszem jest kilka nudnych wstawek, które nic nie wnoszą do powieści, ale nie jest źle. Gdzieś w połowie zaczyna się akcja, więcej się dzieje i nie wiadomo kiedy wszystko się kończy. Nie jest to książka, która dzieje się w kilka dni, tylko bardziej około 3 tygodni i to jest plus. Ale czy będzie to książka do której wrócę za rok? Wątpię. Dam ją przeczytać mamie, babci i jeszcze jak ktoś będzie chciał, ale musi upłynąć z 3 lata żebym zapomniała o czym to było i raz jeszcze przeczytała.



Poniższa notatka pochodzi od wydawcy.

Nie zniechęcajcie się takim tytułem książki! Choć można ją zaklasyfikować jako romans, to wytrawny humor, dobre wyczucie czasu, wyśmiewane dziwne sytacje i fakt, że rozgrywa się w bardzo luksusowym schronisku w Devonie, sprawia, że czyta się z prawdziwą radością i przyjemnością.

Charlie nienawidzi wakacji, a w tym roku to będą najgorsze święta w jej życiu. Jej chłopak zostawił ją dla swojego osobistego trenera, mieszkanie wyparowało w eksplozji gazu, a matka, która mieszka w przeciekającej łodzi, wyjechała do Melbourne spędzić Boże Narodzenie ze swoim piątym mężem. Zupełnie samotna, łagodnie skonsternowana i tymczasowo bezdomna, Charlie z wahaniem zgadza się odkurzyć kalosze i spędzić święta w Devon, ze swoją kuzynką Jez, która prowadzi eleganckie schronisko dla psów bogatych właścicieli....

piątek, 13 grudnia 2019

Colleen Wright - "Miłość na gwiazdkę"



Kocham tradycję. Kocham święta, uwielbiam ten czas za możliwość spędzenia go z rodziną, ale i kocham święta za książki. Pamiętacie jak kiedyś każdy kochał Opowieść Wigilijną, to była najbardziej świąteczna opowieść jaka powstała.

 Od kilku lat co raz więcej wydawanych jest książek o tematyce świątecznej. W tym roku na empiku wychodzi ich ponad 30, więc tak naprawdę trudno wybrać te najlepsze, nie mówiąc już o tym że aż tylu się nie kupi. Ja staram się wybrać każdego roku kilka pozycji i to je kupuje, czasami przed świętami, a czasami już w styczniu jak są duże przeceny.
W tamtym roku jedną z książek którą kupiłam była właśnie "Miłość na gwiazdkę". To książka którą pokochałam, jest idealna na czas świąteczny.

Wystarczy tylko zamknąć oczy i wyobrazić sobie pensjonat gdzieś w Nowej Anglii, a dokładniej w Vermont. Jest dzień przed Wigilią, śnieg, mróz i kilkoro ludzi, wszyscy spotykają się w jednym miejscu.
Jedni jak właściciele Jeanne i Tim, oraz Iris, która im pomaga i goście Molly, Hannah, Audrey, Bob i Stacy planowali spędzić święta w pensjonacie. Inni jak Luke (wnuk Iris), Frank i jego żona Eileen, Godwin, oraz Marcus i jego córki Addison i Bailey znaleźli się tam przypadkiem, bo drogi zostały zamknięte i nie mogli dojechać do celu podróży. Piętnaście osób, większość obcych zamkniętych w jednym pensjonacie, a przecież to nie miało tak wyglądać.
Molly, sławna pisarka książek dla dzieci szuka natchnienia na nową opowieść, uważa, że nowe miejsce daleko od domu sprawi, że znów napisze coś co będzie idealne.
Hannah przyjechała na swój ślub z Audrey jako świadkową i swoimi rodzicami.
Luke zajechał do babci po drodze do rodziców. A Frank z Eileen, Godwin i Marcus z dziećmi planowali spędzić święta w pobliskim hotelu. Każde z nich ma marzenie na te święta. Czy zostaną spełnione?

Zamieć śnieżna, mróz i zamknięte drogi sprowadzili wszystkich do zajazdu. Niestety kilka minut przed zamknięciem dróg Hannah odbyła rozmowę z narzeczonym, który doszedł do wniosku, że jednak nie jest pewny ślubu i co teraz? Niestety dziewczyna załamała się.
Ale dzięki temu Godwin i Frank z żoną dostali pokoje przeznaczone dla Pana młodego i rodziców. Gorzej z Marcusem i córkami. Przypadek, a może zapach czekoladowego solonego brownie sprawił, że Molly zeszła na dół, a smak ciasta podjął za nią decyzję i zdecydowała się, że może udostępnić kozetki do spania dla dziewczynek, a ich tato i Luke mieli zająć kanapy w saloniku. Czy może być dziwniej? A może to przeznaczenie?

Autorka bardzo ciekawie przechodzi z osoby na osobę, prawie każda postać będąca w pensjonacie ma swoją historię, do tego ważny jest wystrój, niby nie ma dokładnych opisów ozdób, ale to jak Colleen przedstawia wszystko sprawia, że zamykając oczy widzimy każde pomieszczenie, każdą ozdobę, a nawet smak brownie, gorącej czekolady czy też tostów z cheddarem.
Dowiadujemy się, że Hannah mając 12 lat już odwiedzała z rodzicami to miejsce i już wtedy poznała Luka, a nawet była jego pierwszą miłością. Luke pomaga jej teraz pogodzić się z tą sytuacją, ale czy Hannah zapomni?
Molly rok temu straciła mamę, od tego czasu ma blokadę, ma problem. Okazuje się jednak, że dwie małe dziewczynki są jej wielkimi fankami i od razu polubiły ją. Niestety 3 lata temu same straciły mamę i ich tato Marcus chciał pokazać im miejsce, które kochała ich mama. Teraz gdy są zamknięci w pensjonacie muszą spędzić trochę czasu razem. Na dobre wychodzi to Molly, czas spędzony z dziewczynkami sprawia, że znalazła inspirację i udało jej się napisać piękną opowieść, którą przeczytała dla wszystkich gości w saloniku.
Ta historia jest typowo świąteczna, czytając wiadomo kto z kim i jak, ale magia świat sprawia, że mimo wszystko nadal chce się ją czytać.
Wiem, że ta książka będzie moją tradycją, aby przeczytać ją w każde święta.

A TY JAKIE MASZ ŻYCZENIE?


piątek, 6 grudnia 2019

Paul Richard Evans - Dziennik Noel



Evans po raz kolejny daje nam gwiazdkowy prezent. Bo tak to można nazwać - świąteczny prezent. Cieszę się, bo kolejne święta spędzam z jego książką.

Te książki nie są długie, owszem jest około 300 stron, ale tego nie czuje się, można ją przeczytać w jedną noc i tak właśnie u mnie było.

Dziennik Noel zapowiada serię Noel, te słowo z łaciny oznacza narodzić się.

W notce od wydawcy jest informacja, że jest to najbardziej osobista i autobiograficzna książka i coś w tym jest.
Książka napisana jest w pierwszej osobie, jest też inna i inaczej się ją czyta.

Podobały mi się słowa głównego bohatera na temat jego pracy, czyli pisaniu. Mówił, że pisze książki o miłości, nie romanse. Różnica jest taka, że romans zawsze kończy się dobrze, a o miłość nie zawsze, czasami jak w Titanicu jest wielka miłość, ale i śmierć głównego bohatera.

Jacob jest znanym 34-letnim pisarzem, miał ciężkie dzieciństwo. Mając 16 lat został wyrzucony z domu, mieszkał u przyjaciół, pracował najpierw w pizzerii, potem w biurze i dopiero po kilku latach sprzedał swoją pierwszą książkę. Teraz mając lat 34 każdego roku pisze jedną powieść, jego życie to podróże, pieniądze, pisanie i samotność.
Pewnego grudniowego dnia dowiaduje się on o śmierci matki i że musi wrócić do domu dzieciństwa aby zająć się spadkiem. Gdy wchodzi do domu okazuje się, że jego matka zaczęła zbierać wszystko. Nie miał wyjścia i musiał zacząć sprzątać. Znalazł pod stertą rupieci stary fortepian, który postanowił ocalić. Spotkał również sąsiadkę, która pamiętała go z dawnych czasów i wspominała ona o jego dzieciństwie, oraz o ojcu, który odszedł po śmierci jego brata. I że nie wszystko było takie jakie pamiętał z młodości.

Pewnego dnia Jacob sprzątając dom matki ma niespodziewanego gościa. Dziewczynę, która szuka swojej matki. Rachel nie wie nic o swoim dzieciństwie, wie jedynie, że jej matka (nie zna nawet jej imienia) mieszkała kiedyś w tym domu. Jacob miał wtedy 4 latka, a jej mama około 16 lat. Potem po oddaniu córki do adopcji opuściła ten dom i odeszła.

Rachel, jest kimś wyjątkowym, jest miła, dobra, oraz jest chemia między nią a Jacobem. Ale ma ona narzeczonego i zawsze dotrzymuje słowa.  Mimo wszystko jako dobra dziewczyna zaczęła pomagać mu w sprzątaniu i tak pewnego dnia znaleźli dziennik Noel, jej matki. W tym pamiętniku były zapiski z czasu pobytu w tym domu i oddaniu jej aniołka do adopcji.
Sąsiadka mówi, że jeśli ktoś coś może wiedzieć o mamie Rachel to tylko ojciec Jacoba, więc postanawiają wybrać się do niego.

Ta podróż okazuje się zbawienna dla wszystkich, Jacob spotyka ojca, dowiaduje się jego wersji życia po śmierci drugiego syna. Mówi również o Noel, jak to wyglądało, jak się nazywa itd. Ta podróż sprawia, że w sercu obojga znów jest prawdziwa miłość, a to co było w przeszłości można naprawić. Jacob pokazuje, że trzeba walczyć o przyszłość, o miłość i że zawsze można zacząć od początku. Do tego nie zawsze nasze dzieciństwo dyktuje nam jacy będziemy w przyszłości, to nasze wybory dają nam przyszłość.


Informacja od wydawcy:

– Wiesz, co mówią o prawdzie, Jacobie?
– Co takiego?
– Że wyzwala.

Miliony fanów, noce w luksusowych hotelach, podróże pierwszą klasą. Życie Jacoba Churchera, uwielbianego autora, przypomina piękną powieść. Lecz mężczyzna jest samotny i tęskni za prawdziwą miłością. I tylko w snach nawiedza go tajemnicza kobieta.

Gdy Jacob dowiaduje się o śmierci matki, musi wrócić tam, skąd pochodzi. Zagracony rodzinny dom oprócz rupieci kryje bolesne wspomnienia i prawdę o przeszłości pisarza. To przed nimi Jacob całe życie uciekał. Teraz będzie musiał zmierzyć się z tym, co boli najbardziej.

Czy w podróży do własnej przeszłości Jacob odnajdzie ukojenie?
Czy uda mu się odnaleźć kobietę, która nawiedza go w snach?
Czy uwierzy w istnienie prawdziwej miłości?
Dziennik Noel to przepiękna opowieść o tym, co robi człowiek, gdy dostaje szansę, by napisać swoje życie od nowa. Poruszający początek świątecznej Serii z Noel.
Najbardziej osobista i autobiograficzna książka Richarda Paula Evansa.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Emily March - "Świąteczne drzewko życzeń"




W tym roku jeśli chodzi o nowości świąteczne kupiłam chwilowo trzy książki. Jedną z nich jest "Świąteczne drzewko życzeń" i od tej książki zaczęłam świąteczny miesiąc czytania.

Ta książka jest inna niż wszystkie jakie posiadam o tej tematyce. Główna bohaterka Jenna jest lekarką, kochającą swoją pracę, ale jeszcze bardziej kocha ona swojego adoptowanego syna. Reilly jest dzieckiem, które kocha święta, kocha mamę i ma jedno świąteczne życzenie: chce tatusia. Jest pełnym nadziei, radosnym chłopcem, który uwielbia jak mama mu czyta książki.

Pewnego razu czekając na mamę w szpitalu chłopiec idzie do sklepiku i pani przebrana za aniołka mówi mu, że telefon do św Mikołaja to biegun północny jeden. Chłopiec dzwoni z komórki swojej mamy na ten nr telefonu i ten telefon odbiera Devin. Pomiędzy wigilią a sylwestrem Devin udaje mikołaja w rozmowach z chłopcem i mówi, że najważniejsza jest wiara, że życzenie może nie spełni się dziś, czy za tydzień, ale się spełni, tylko musi wierzyć. Do tego mówi:"To dobre życzenie. Nie porzucaj go. Nie trać wiary w jego spełnienie". To są piękne zdania, bo dają one nadzieję i nie mają czasu kiedy może coś wydarzyć.

Początek zapowiada się super, zwłaszcza że Devin próbuje dodzwonić się do Jenny i gdy ona odbiera to kłócą się, bo ona myśli, że to ktoś inny. Zaczynają rozmawiać, nie przedstawiają się sobie, ale rozmawiają, Jenna wie, że ostatnia rozmowa z mikołajem będzie w Nowy Rok. Wtedy to Devin ma zamiar wyjechać na stałe do Australii. Niestety nie dochodzi do tej rozmowy, bo Jenna jest prześladowana.

Coś co początkowo było żartem i kończyło się na przesyłaniu 11 pudełek pizzy czy też głuchych telefonów to po pewnym czasie ktoś wysyła jednostkę SWAT i dochodzi do aresztowania. Ten moment sprawia, że Jenna zmienia adres zamieszkania i ucieka ze swojego miasta.
Książka nie pokazuje jednego roku, jednej zimy ani nawet jednego miesiąca. Nie, autorka pokazuje najpierw pierwszy tydzień gdzie Rilley dzwoni do mikołaja, potem widzimy jak Jenna rok później jedzie do miasteczka Eternity Springs na święta, później na wiosnę jak jest gdzieś na południu kraju i znów ktoś wysyła na nią SWAT, więc po raz kolejny musi zmienić adres.
Dla dobra syna kupuje kampera i nim zaczyna poruszać się po kraju, zmienia z synem wygląd i spędza każdy miesiąc w innym mieście.

Na czerwiec wraca ponownie do Eternity Springs, gdzie rodzina Devina powinna być w Australii. Nie tylko zostali oni w miasteczku, ale i sam Devin przyjechał na wakacje do domu. Pierwsze niespodziewane spotkanie sprawia, że wszystko się zmienia. Jenna wie kim jest Devin, on natomiast nie ma pojęcia kim jest ta nieznajoma. W końcu Jenna przyznaje się i opowiada swoją historię.
Ta historia kręci się dalej, poznajemy co raz więcej osób, co raz więcej mieszkańców poznaje jej historie i chce pomóc. To jest fajne, jak to zwykle bywa w małych miejscowościach każdy zna każdego i łatwiej jest pomagać.

Tak jak wspomniałam to nie jest typowa świąteczna historia, to historia gdzie są święta ale są też wakacje. Jest plaża, woda, łodzie, wycieczki do lasu, spędzanie czasu z przyjaciółmi.
Historia owszem zaczyna się w święta i też kończy się w Wigilię i to jest ważne, ale trwa ona aż dwa lata.

Jest jedna tylko rzecz która mi się nie podobała - słowo cukiereczek, którym Devin często zwracał się do Jenny. Prawdopodobnie jest to związane tym, że z angielskiego byłoby sweety i to jest krótkie słowo, albo też na nasze mogłoby chodzić o kochanie.

Poniższy opis pochodzi od wydawcy.

Pokrzepiająca opowieść o marzeniach i drugich szansach, które pomogą ocalić niejedno skrzywdzone serce.
Kiedy Jenna adoptowała Reillego, postanowiła, że zrobi wszystko, by zapewnić mu bezpieczeństwo. Małe górskie miasteczko wydaje się być idealną kryjówką przed przeszłością oraz doskonałym miejscem do spędzenia magicznych świąt. Jenna nie może jednak spełnić najważniejszego świątecznego życzenia syna, który marzy o tatusiu.
W Wigilię rezolutny chłopiec dzwoni pod numer, który jego zdaniem należy do Mikołaja. Po drugiej stronie słuchawki trafia na Devina, który szybko wczuwa się w nową rolę i zaprzyjaźnia z chłopcem. Kiedy przystojny Święty Mikołaj odkrywa tajemnicę Jenny, oferuje jej pomoc.
Czy mężczyzna może spełnić ich świąteczne życzenia?

niedziela, 1 grudnia 2019

Rocca Cassandra - "Wszystko przez ten Nowy Jork"



To był HIT i Bestseller  - "Wszystko przez ten Nowy Jork" to książka świąteczna wydana w 2016 roku.

Rocca Cassandra sprawiła, że pokochałam świąteczne książki. To jest inna opowieść niż te typowe świąteczne. Jest tutaj bardzo dużo humoru i na tym autorka bazuje. Humor, ciekawe postacie, Nowy Jork i miłość do wszystkiego co jest związane z Bożym Narodzeniem. Jak dla mnie to brzmi świetnie.
Jest to bardzo przyjemna, prosta i nie będę kłamać bardzo przewidująca opowieść, ale co ważne jest świąteczna bo taka właśnie powinna być i tylko to broni tą książkę. Powinna być właśnie prosta i przewidywalna, bo o to chodzi, prawda? Gdyby to była opowieść gdzie zamiast grudnia i świąt  mamy np kwiecień lub wrzesień to by się tego tak dobrze już nie czytało. A jednak mamy tutaj padający śnieg, lód na chodnikach, zapalenie światełek na choince w Rockefeller Center, ozdabianie domu, ubieranie choinki i nadejście Wigilii. Święto, gdzie każdy powinien spędzać je z najbliższymi, z rodziną, z ludźmi których kochamy.
Niestety nie każdy ma taką możliwość. Rodzina Clover ma swoją tradycje, brat zaprasza ją na wigilię mając nadzieję że nie przyjmie zaproszenia a ona zawsze mówi że ma coś innego w planach. Jedyny brat i niestety też jej mama nie jest lepsza, dla niej Clover to zwykła dziewczyna, nie mająca nic szczególnego.
I to właśnie ta zwykła dziewczyna przypadkowo spotyka aktora Cade. Wręcz wpada na niego bawiąc się z dziećmi w święto dziękczynienia. Potem przypadkowo okazuje się że aktor mieszka obok niej. Mimo, że oboje na początku nie byli dla siebie mili a nawet wręcz przeciwnie to każdy gentleman pomoże kobiecie w opresji jaką jest przeniesienie choinki.
I tak wszystko się zaczyna znany aktor, uciekający od prasy i kobieta zajmująca się pomocą w kupowaniu prezentów. Czy będą rozmawiać, przyjaźnić się, a może uda im się zakochać? Czy uda im się przetrwać najgorsze chwilę? Czy spędzą razem święta? To książka świąteczna, więc wiadomo, że będzie dobrze, ale to też bardzo dobrze napisana książka.

Poniższy opis pochodzi od wydawcy.

Opowieść magiczna jak zapalanie światełek na nowojorskiej choince.
Clover O’Brian ma niewyparzony język i temperament równie ognisty jak kolor włosów. Specjalizuje się w traceniu równowagi i wyprowadzaniu z niej własnej matki, posiada za to niesamowity talent do wybierania genialnych prezentów. Clover jest też największą fanką bożonarodzeniowej atmosfery Nowego Jorku i zrobi wszystko, by nie ominęła jej ceremonia zapalenia światełek na choince w Rockefeller Center.
Jest jeszcze on. Gwiazda kina o ujmującym uśmiechu, bożyszcze kobiet w całej Ameryce. Cade Harrison po burzliwym rozstaniu z dziewczyną opuszcza Los Angeles i zaszywa się w nowojorskim mieszkaniu przyjaciela. Pragnie odpocząć od nieustannego zainteresowania paparazzi śledzących każdy jego krok i fanek proszących go o autograf w nietypowych miejscach ciała, dlatego niechętnie opuszcza swój tymczasowy dom. Może tylko po to, by znów spotkać tę złośliwą, ale niewątpliwie uroczą rudowłosą sąsiadkę…
Zakazana miłość w scenerii świątecznego Nowego Jorku. Czy magia świąt zadziała tym razem?

poniedziałek, 18 listopada 2019

Malwina Ferenz - "Pora na miłość"




Nie wiem jak Wy, ale ja mam problem z polskimi autorami. Bardzo często czytanie ich książek sprawia mi trudność. Nie wiem czy to jest związane językiem, czy też stylem, czy też potrzebą wyróżnienia się wśród wielu innych polskich autorów. Trudno mi powiedzieć.

Czytając opis książki "pora na miłość" pomyślałam sobie, że może być to ciekawa pozycja. Mamy cztery historie, cztery kobiety, każda w innym wieku i z inną historią. Z opisu myślałam, że to będą 4 powiązane ze sobą historie, losy czterech bohaterek gdzieś może się stykają i razem muszą pomyśleć nad życiem. Tego nie ma, jedynie, że córka jednej chodziła do klasy z inną, a jeszcze innej mama była znajomą jakiejś innej. To są cztery osobne historie, każda historia około może 100 stron i tak naprawdę zanim mamy wprowadzenie to historia się kończy.
Pierwsza część jest o Katarzynie. Zaczęłam czytać i niestety męczyłam się. Pomysł dobry, postacie ciekawe, ale styl pisania nie przemówił do mnie. Może jest za bardzo młodzieżowy? To chyba to. Mam 31 lat i lata studenckich imprez, czasów mam za sobą. Tutaj w tej części bohaterowie są po maturze, są młodzi, lubią się bawić. Szukają też miłości. Akcja książki dzieje się we Wrocławiu, nigdy nie byłam w tym mieście co bardzo utrudnia mi zagłębienia się w życie miasta. Autorka opisuje ulice, trasy, jakieś miejsca o których nie mam pojęcia. Pisze, że Kaśka idzie ulicą ta, skręca w tą i dalej w tamtą przechodząc obok jeszcze innej. Mi to nic nie mówi, a jeszcze bardziej sprawia, że mam ochotę powiedzieć: to ile km zrobili 1 czy 3, ile szli godzinę czy 15 min? Ile można chodzić?
I tak wygląda pierwsza część. Bardzo długo się ją czytało.

Druga część za to przeczytałam szybko. Była ciekawa, miała potencjał ale niestety akcja była tak szybko rozwinięta że po chwili się skończyła. Wprowadzenie życia Anieli trwało długo, autorka rozpisała się, potem to już poszło z górki i nawet nie pomyślałam o tym co czytam a już ta część się skończyła.

Tak samo trzecia część. Bardzo ciekawa, świetny pomysł, dawna miłość, zdegradowanie w pracy, koty, mamuśka i nutella. Ale znów to samo, za szybko koniec.

W czwartej części za to się nudziłam. Może i autorka miała pomysł, ale znów było to samo. Początkowe wprowadzenie innych bohaterów zajęło rozdział a potem dopiero przeszliśmy do tych głównych i tak naprawdę czy Ci pierwsi byli potrzebni? Wg mnie nie.

Najbardziej rozpisana jest część pierwsza, jest kilka wątków, zapowiadająca się na długą opowieść. Czasami troszkę nudna, a czasami coś się dzieje, jest kilka postaci w tej części i każda postać ma swoją historię, a z drugiej strony chłopak któremu podoba się Kaśka jest może w dwóch rozdziałach?
Ale tak jak wspomniałam, niestety styl w jakim napisana jest książka nie do końca przemawia do mnie. Cieszę się, że nie kupiłam tej książki tylko miałam ją  w abonamencie empiku.

Doszłam do wniosku, że na blogu będę dawać książki, które również nie były świetne, ale przeczytałam je, więc chcę się podzielić z Wami moimi wrażeniami. Jeśli komuś się ta opowieść podobała to super, każdy z nas ma swoje zdanie i tak być powinno.

Poniższy opis pochodzi od wydawcy

Jest taki stan ducha, który nie ma ani wieku, ani odpowiednich miejsc czy pór roku. Pojawia się i sprawia, że nagle jesteś gotowa na wszystko. To właśnie miłość.
Zdawałoby się, że nic nie jest w stanie połączyć karierowiczki z banku ze starą panną z kotami, świeżo upieczoną maturzystką i gospodynią domową. Jednak życie pisze swoje przewrotne scenariusze.

Wśród urokliwych ulic Wrocławia coś burzy spokój czterech niezwykłych kobiet. Magda traci pracę, kończy czterdziestkę i kolejny słoik nutelli. Julia pnie się po szczeblach kariery, podczas gdy jej teściowa wznosi modły o wnuka. Kaśka podgląda wrocławian z parkowych drzew i uwiecznia ich na zdjęciach, a Aniela rozsiewa optymizm na prawo i lewo, doprowadzając tym do szału wszystkie sąsiadki.

Nieoczekiwany punkt zwrotny w życiu każdej z nich sprawia, że muszą zweryfikować swoje dotychczasowe życie. Bo gdy los mówi „sprawdzam”, przychodzi czas na decyzje, które będą mieć swoje konsekwencje.

Czy wybiorą słusznie? Czy wybrną z tego zwycięsko? Czy zdadzą egzamin?

poniedziałek, 11 listopada 2019

Peter Wohlleben - "Dotknij, poczuj, zobacz - fenomen relacji człowieka z naturą"



Dzięki temu, że Wydawnictwo Otwarte przesłało mi książkę "Dotknij, poczuj, zobacz" miałam możliwość zagłębić się w świat przyrody troszkę wcześniej. Przyznam się, że sama bym jej nie kupiła, albo miałabym opory przed kupnem i teraz będąc już po lekturze żałowałabym.

Książka napisana jest przez niemieckiego leśnika. Opiekuje się on lasami w Reńskich Górach Łupkowych w Niemczech. Kocha przyrodę i robi wszystko aby leśnictwo było oparte na ekonomicznych i ekologicznych podstawach.

Książka jest specyficzna, autor uważa swój styl za gawędziarski, czyli nie naukowy, czasami wręcz nie jest brany poważnie. Dla mnie ten styl się podoba w tej książce. Tu jest dużo przytoczonych badań, faktów i gdyby to było w typowym naukowym stylu napisane to prawdopodobnie po kilku stronach miałabym dość. A tak czytając mam wrażenie jakby Peter mówił właśnie do mnie siedząc na przeciwko mnie.

Dotknij, poczuj, zobacz - to są nasze zmysły. Peter na początku książki opisuje 6 zmysłów i co one nam dają.

Wzrok - wejdź do lasu, stań w jednym miejscu i popatrz przed siebie, początkowo wszystko wygląda tak samo, potem zaczynasz dostrzegać różnice. Różne liście, pnie, kolory owoców.

Słuch - zamknij oczy i słuchaj, po pewnym czasie słyszysz szum liści na wietrze, różne śpiewy ptaków, szelest krzaków. Trzeba trenować i czujnie wytężać słuch, a kto wie co usłyszymy?

Węch - może my ludzie nie mamy tak dobrze rozwiniętego węchu jak np psy, ale podchodząc do kwiatów, drzew możemy wciągnąć powietrze i wtedy poznajemy zapachy.
Ja np uwielbiam zapach choinki na święta, to jest coś pięknego.

Smak - nie chodzi o dokładne próbowanie gałązek w lesie, ale bardziej to, że kosmetyki, kadzidełka, świece, środki piorące przedostają się do naszego jelita przez skórę. Nie musimy próbować, wystarczy że wąchamy, nakładamy na ciało kosmetyki lub ubrania.

I tutaj Peter napisał piękne zdania: "sztuczne dodatki obciążają zaś niepotrzebnie nasz organizm i z tego właśnie powodu porządna wycieczka do lasu może nam tylko wyjść na dobre, obciążając raz na jakiś czas nos, podniebienie i jelita. Wszystko, co w lesie oddziałowuje na zmysły, jest przecież tym właśnie zestawem aromatów, do którego nasze ciała zostały stworzone."

Kolejny zmysł to Dotyk - wystarczy dotknąć mchu, aby poczuć jego delikatność, dotknąć liści, kory drzew i można zobaczyć, że wszystko jest inne. Wystarczy zamknąć oczy i dotykając kilku drzew zauważymy, że każde z nich ma inną strukturę.

Peter wymienia jeszcze zmysł, który u człowieka może objawić się jako nadwrażliwość na zmianę pogody np zmiana ciśnienia, oraz zmysł równowagi jako część czucia głębokiego, który nie pozwala nam przewrócić się nawet gdy mamy zamknięte oczy.

Autor opisuje jak komunikują się drzewa, jak ilość tlenu w powietrzu wpływa na wielkość roślin, owadów i zwierząt. Jak ogień stał się najważniejszą zdobyczą ludzkości.

Dużo jest również o historii, o powstaniu drzew, ich komunikacji, o powiązaniach zwierząt na las i lasu na zwierząt.
Ciekawy jest rozdział dżdżownice w podróży, opowiada on podróżach tych stworzonek, oraz o transporcie pyłków, czy też grzybów w najróżniejsze miejsca świata i jaki to ma wpływ na ekosystem w danym regionie. Przyznaję, że nie zdawałam sobie sprawy, że aż taki.

Na końcu jednego z rozdziałów jest fajna myśl: "Czasami mam wrażenie, że nieco brakuje nam szacunku, jaki przez minione pokolenia był okazywany naturze. Czasów, w których drzewa i w ogóle przyroda odgrywały o wiele większą rolę w naszej kulturze"

Ile osób kocha las albo też mówi że potrzebuję powietrza, nie powietrza w mieście ale na łonie natury. Nawet krótki spacer sprawia, że jesteśmy gotowi do działania, czy ma to związek z naturą, zielenią, drzewami? Wg autora tak i tzw kąpiel leśna.

Często bywam w lesie i po przez tę książkę wiem, że będę inaczej na to wszystko patrzeć, będę się starała żyć w zgodzie z naturą, ale i będę korzystała z niej jak najwięcej. Bo wiem, że jest to dobre dla mnie i mojego organizmu.