środa, 10 lutego 2021

Monika Sjoholm- "Stacje serc"


 

Piękna książka o miłości, samotności i bliskości z drugim człowiekiem. To również kopalnia cytatów, gdzie każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Ja jestem szczęśliwa mogąc przeczytać ją. 

Róża mieszkanka Warszawy i Mateusz, który na dwa miesiące przyjeżdża do stolicy to główne postacie opowieści. 

Ona żyje w zawieszeniu, jeszcze na wiosnę miała mężczyznę, ale ten powiedział, że wyjeżdża i spakował się. Teraz została sama w wielkim mieście, niby ma przyjaciółkę Olgę i jej rodziców, którzy są dla niej jak rodzina, ale to nie to samo. Teraz jej życie to ciągłe spacery. Długie przechadzki po mieście, sprawiają, że jeszcze jest w stanie żyć, niestety tylko myśli o tym. Jeden taki spacer w lipcowe popołudnie ma być z przyjaciółką. Po kilku kilometrach dochodzi do kłótni między dziewczynami, bo Róża zapomniała o urodzinach Olgi. I gdy Olga myślała, że idą gdzieś na drinka to okazało się, że to tylko zwykły spacer. Później oczywiście było wszystko ok, ale niestety wyjazd Olgi do siostry do Norwegii sprawił, że na kilka tygodni Róża miała być znów sama w mieście. W czasie czytania dowiadujemy się, że tylko z Olgą spotyka się przez te dwa miesiące, nawet nie chodzi do pracy. Tak jak wspomniałam żyje w zawieszeniu.

Mateusz to grafik, który może pracować w każdym miejscu na świecie jeśli tylko jest tam internet. Ma podpisanych kilka kontraktów i wszystko w dzisiejszych czasach można załatwić na odległość. Jakiś czas temu zmarła jego narzeczona i on również żyje w zawieszeniu. Te wyjazdy, podróże po świecie są dla niego ucieczką od życia w Polsce, wspomnieć i jej rodziny. Z jednej strony spotyka się z kobietami, ale z drugiej gdy już kobieta myśli o czymś poważnym ten zrywa tą znajomość. Gdy przyjeżdża do Warszawy otwiera apkę na telefonie i jedną z pierwszych kobiet, która do niego pisze to właśnie Róża. 

Dosyć szybko postanawiają się spotkać. Pierwsze spotkanie pod stacją metra rozpoczyna się od małej troszkę przykrej sytuacji. Ale każda minuta i kolejne spotkania sprawiają, że ich życie się zmienia. Początkowo trudno nazwać to randkami, zwłaszcza, że Mateusz nie planuje nic poważnego zmieniać w swoim życiu. Jeśli chodzi o Różę ona żyje dniem codziennym i nie robi za bardzo planów.

Ale...

Ale jedno się zmienia. Zmienia się ich postrzeganie świata, zwłaszcza Róży. Zaczyna się otwierać, częściej się śmiać, ale czy otworzy się na miłość? To pewnie też, ale i na ludzi. Ten zamknięty świat w którym tkwiła od kilku miesięcy, zaczyna zanikać. Jej charakter się zmienia i zaczyna razem z Mateuszem doświadczać również nowych rzeczy np jazda na rolkach. Ich spotkania czy też rozmowy nie są takie jak być powinny normalnie. Ona wie, że on jest tylko dwa miesiące i wtedy wyjedzie, czy ma nadzieję, że zostanie? Tego nie wiem. On w połowie wizyty w Warszawie natomiast wie, że w dniu kiedy wyjedzie wszystko się zmieni. Czy są na to gotowi?

Obcy sobie ludzie, a może bratnie dusze? 

Czytając można zauważyć chemię od samego początku, są też tajemnice i niedopowiedzenia. 

Początkowo, pierwsze strony trochę mnie przeraziły, bo myślałam, że nie będzie dialogów. Ale były.  Z każdą czytaną stroną było co raz lepiej. Nie ma tu dużo rozmów między bohaterami, to bardziej są przemyślenia i pokazanie ich. Oczywiście są rozmowy, ale nie jest ich dużo. Muszę powiedzieć, że to mi się spodobało. Czasami te dialogi w innych książkach jakby były wymuszone, a tu jest wyważone idealnie. Z każdą stroną czytało mi się co raz lepiej i mogłam bardziej wgłębić się w myśli bohaterów. Zwłaszcza Róży. 

Jeśli chodzi o wiek bohaterów to są przed 40 urodzinami, ale tego się nie odczuwa. Może ten wiek był wspomniany z 2-3 razy i na tym koniec. Czytając ma się wrażenie, że czytamy o rówieśnikach. Nie ważne czy masz 20 lat, 30 lat czy też więcej niż 40 lat. Ta książka nie ma wieku i można powiedzieć, że bohaterowie też. Bo czy możliwość zabawy w deszczu jest tylko przeznaczona dla nastolatków? Otóż nie, w każdym wieku można się bawić.

Każdy spotkanie bohaterów jest nazwą metra w stolicy. Tak naprawdę sama nazwa metra mi nic nie mówiła, ale gdy wspomniane zostało, że obok jest te miejsce lub te, to już łatwiej. Tak troszkę. W stolicy byłam kilka razy, ale nigdy nie zwiedziłam jej tak jak Róża. Jej spacery i dokładne opisane trasy, co mija, jaka jest czasami historia danych miejsc pozwoliło mi razem z bohaterką zwiedzać miasto. Aż zazdrościłam jej tego kontaktu z miastem, zwłaszcza teraz w pandemii, czy też mroźnej zimy. 

Gdy Róża zwiedza miasto w upalne lato u mnie w mieście na północy kraju od ponad tygodnia jest ponad -10 stopni. Więc jest duża różnica. Stąd też zdjęcie. 

W książce jest pełno pięknych cytatów. Pod spodem są trzy, które najbardziej mi się spodobały. Uważam, że są one trafne.


"Świat jest ponoć bardzo prosty, tylko my, ludzie mamy tendencję do komplikowania go."


"Widocznie to, co najprostsze, Róża, w dzisiejszym świecie zaczyna być magiczne i wyjątkowe, bo dla nas za trudne - Strzepuje mi lukier z ramienia - To tylko jeden z wielu przykładów. Ludzie kupują książki o ciszy. Czytają o ciszy uczą się, jak piec własny chleb, albo idą do terapeuty, żeby im przypomniał, że nie można się przepracowywać. Proste rzeczy są w dzisiejszym świecie najtrudniejsze."


"Między ludźmi bywa tak, że słowa są niepotrzebne. Człowiek to po prostu czuje, zanim pomyśli. Telepatia jest szybsza i bardziej intymna. Czasem, kiedy nad tym trochę głębiej rozmyślam, zaczynam wierzyć, że wystarczy się rozpoznać, i wszystko inne między ludźmi płynie samoistnie."


Tak książka ma coś w sobie i zachęca również do przemyśleń. Ja natomiast zachęcam do przeczytania jej.


Poniższy post od wydawcy:

W upalne lato 2017 r. pozornie zwyczajne spotkanie trochę roztargnionej i samotnej Róży oraz niedostępnego Mateusza w samym centrum Warszawy jest początkiem tajemniczych zbiegów okoliczności. Niby wszystko dzieje się jak zwykle w takich sytuacjach…Ale czy na pewno?

Róża i Mateusz zdobywają się na gesty, które jeszcze całkiem niedawno wydawały im się obce. Mówią słowa, których nie chcą wypowiedzieć. Spacerują po Warszawie, rozmawiają o literaturze, robią najbardziej zwyczajne rzeczy. Jednak czują coś, czego nie rozumieją i nie potrafią wytłumaczyć.


Nastrojowa opowieść o poszukiwaniu prawdziwej miłości, która nadchodzi niespodziewanie. Pozornie zwyczajna historia serii wakacyjnych spotkań przy stacjach warszawskiego metra linii M2 jest także krytyką współczesnego świata, w którym każdy z nas trochę się pogubił, a prawda jest ostatnią rzeczą, na którą jesteśmy gotowi. 

czwartek, 4 lutego 2021

Kinga Wójcik - "Osadzony"


 


Trzynaście to pseudonim seryjnego mordercy, który zabił 13 kobiet trzynaście lat temu w Łodzi. Dlaczego to zrobił? Co nim motywowało? Czy miało to związek z jego dzieciństwem? Tego nie wie nikt. Przyznał się do winy i został skazany na więzienie.

Mija trzynaście lat i policja dostaje wezwanie do parku do morderstwa. Zamordowaną jest zaginiona od trzynastu lat Angelika, co dziwne ułożenie ciała i rana zadana jest jak kiedyś, a do tego bukiet róż. Dziewczyna była uważana za zaginioną, myśleli, że już nie żyje, ale jest tu i teraz. Co się działo z dziewczyną? Gdzie była? Dlaczego się ukrywała? Dlaczego od 13 lat nikt jej nie widział i nie słyszał o niej? Te pytania są ważne bo to one są podstawą do rozwiązania jej morderstwa.

Komisarz Lena Rudnicka i jej partner Marcel Wolski, którzy zajmują się tą sprawą uważają, że mają naśladowcę. Wszystko na to wskazuje po tym jak widzą ciało dziewczyny. Ale nie każdy wierzy, że znów może zacząć się to co było trzynaście lat temu.

Następnego dnia zostaje porwana Małgorzata, która była w ciąży, a była ona kiedyś przyjaciółką Angeliki. W kolejnym dniu zamordowano Jagodę, pomoc domową Małgorzaty. Co te kobiety mają wspólnego z naśladowcą, dlaczego właśnie one?

Lena i Marcel zaczynają śledztwo, ale czy na 100% jest to naśladowca? Lena odwiedza mordercę w więzieniu i ten mówi, że to znów się zaczyna i przede wszystkim, żeby zobaczyła jego akta. 

Komisarz Rudnicka nie jest zwykłą policjantką. Jest bezpośrednia, silna i walczy. W pracy jest tytanem i dąży do celu. Jest młodą komisarz, co sprawia, że ci starzy wyjadacze jej nie znoszą. Ale ona się tym nie przejmuje. Rozmawia z mordercą w więzieniu i robi to tylko ona. Zagląda w akta i przesłuchuje świadka z dawnych lat. Po pewnym czasie dochodzi do wniosku, że coś się nie zgadza i osoba w więzieniu nie jest skłonna do zabójstw. Ma na to jeden ważny dowód.

Zaczyna się poszukiwanie zabójcy. Niestety nie idzie wszystko tak jak powinno iść. Lena ma kłopoty, mimo, że jej intuicja mówi co ma robić i niby wie jak to robić ma problem z resztą kolegów z pracy. 

Jak potoczy się śledztwo? Musicie przeczytać sami.

Ja czytając książkę byłam pod wrażeniem kilku wątków połączonych w jedną historię. 

To moja pierwsza przygoda z autorką, ale nie ostatnia. Teraz wiem, że pisze ona wciągające wielowątkowe książki. W tej oprócz oczywiście morderstwa jest wątek życia prywatnego i dziwne spotkania z szefem gangu narkotykowego. 

To już trzeci tom o Lenie, ale mój pierwszy. Dostałam książkę od wydawnictwa i cieszę się bardzo, że mogłam ją przeczytać. Podobała mi się bardzo.

A zakończenie? Trochę smutne, ale już mogę sobie wyobrazić i wiem, że w kolejnym tomie będzie niezła akcja. 

Czytając książkę nawet nie myślałam, że jest ona napisana przez Polkę. Często zdarza się, że Polscy autorzy wpisują dużo przekleństw, dodają sceny sexu, narkotyków i alkoholu, żeby zachęcić Polaka do czytania. Ale tutaj tego nie trzeba dodawać, bo książka sama w sobie jest na tyle wciągająca, że jest wręcz idealna.

Polecam ją z całego serca.


Poniższa notka od wydawcy:

Trzynaście lat temu mieszkańcy Łodzi żyli w strachu. Mężowie drżeli o życie swoich żon, rodzice zamykali w domach córki. Nieuchwytny, przebiegły i bezwzględny morderca, któremu media nadały pseudonim Trzynaście, długo igrał z policją, w końcu jednak popełnił błąd… Łodzianie odetchnęli z ulgą. Przeszłość jednak nie pozwala o sobie zapomnieć. Dochodzi do kolejnego morderstwa, które do złudzenia przypomina zbrodnie Trzynastki. Czy w mieście grasuje naśladowca? Jaki związek z Trzynastką ma kobieta, którą przed trzynastoma laty uznano za zaginioną? A może za sznurki pociąga człowiek od lat zamknięty w więzieniu, który teraz niespodziewanie poprosił o spotkanie z komisarz Rudnicką?
Kolejne śledztwo łódzkich śledczych zaprowadzi ich do skrywanych przez lata tajemnic. Komisarz Rudnicka i sierżant Wolski zrobią wszystko, by odkryć prawdę. Za wszelką cenę.

niedziela, 24 stycznia 2021

Adam Silvera - "Syn nieskończoności"

 



Nie wiem jak Wy, ale ja cały czas uważam, że sowa z Hogwartu zgubiła się gdzieś po drodze, a Hagrid nie może wyszukać mojego domu i może te piwo kremowe za bardzo weszło mu do głowy. Pewnie takich osób jak ja czekających na list jest więcej. Ale co się dziwić, duża część dzisiejszych już dorosłych zaczęła czytać serię Harrego w podstawówce. 

Tak jak ja czekam na list to głowni bohaterowie książki Adama Silvery czekają na moc niebiańskich.

Emil i Brighton to bliźniaki, poznajemy ich kilka minut przed "18" urodzinami. A to przecież idealny czas na uzyskanie mocy. Coś co jest ich marzeniem od dzieciństwa, u Brightona jest jak sens życia. On chce tej mocy, pragnie jej, natomiast jego brat woli być normalnym chłopakiem, który ukryje się w tłumie.

Niby bracia bliźniacy, ale są różni. Różni ich nie tylko wygląd, ale i sposób bycia, ubrania i charakter. Są różni. Emil pracuje w sklepiku w muzeum i fascynuje się feniksami. Tak feniksami, w tej książce one istnieją tak samo jak magia. A Brighton ma swój kanał na youtubie, na którym zamieszcza walki niebiańskich, jakieś wywiady czy też filmiki. Fascynuje się tym i marzy aby być jednym z nich. 

Ta książka to pokazanie NY w wersji fantasy. Niby jest normalnie bo są komputery, telefony, instagram, ale jest też magia i moce. To jak połączenie świata magii Harrego Pottera z X-menami. Są ludzie z mocą feniksa, są osoby latające, silne, albo takie od których odbijają się zaklęcia. Można powiedzieć, że tego jest dużo, ale przede wszystkim jest to książka o braciach. I to się widzi.

Pomagają sobie, są razem, choć to ostatnie godziny przed wyjazdem Brightona do LA. Często razem imprezują i chodzą na strajki i wiece. 

Pewnego dnia będąc w parku widzą widma, które idą za nimi do pociągu. W czasie walki Emil widząc, że jego brat może wypaść za tory ujawnia moc feniksa. Jest tym zaskoczony, jego brat również i dodatkowo zazdrości mu. Uważa, że Emil nie zasługuje na tę moc, bo to on powinien ją mieć. A jeszcze większa zazdrość jest w momencie, gdy w progu ich domu pojawiają niebiańscy i chcą zabrać Emila do swojej kryjówki. Obaj bracia i ich mama i przyjaciółka udają się tam razem.

Tak jak wspomniałam, ta książka to walka dobra ze złem, pokazanie relacji braci i tego, że każdy ma swoje tajemnice. To też pokazanie jak zazdrość i chęć władzy wpływa na nasze życie. Troszkę to brzmi jak chęć władzy u Voldemorta, ale czasami czytając książkę miałam w głowie chęć przeczytania czegoś głosem Dumbledora. Wydaje mi się, że jakiś wpływ ta seria miała na autora.

Od pierwszych stron książka jest wciągająca, szybko się ją czyta, jest ciekawa i jest połączeniem świata magii i rzeczywistości. Te światy żyją razem, ale jest wojna. Widma kontra niebiańscy a dokładniej kontra Iskry. Nikt nie wie czy będzie mieć moc, albo czy nie zażyje wywaru aby stać się widmem. Są ludzie, którzy od tego uciekają, oraz tacy którzy pragną magii w swoim życiu. 

Ta książka to również fajne połączenie walki i relacji ludzi. Gdzie relacje z ludźmi są o wiele ważniejsze. Gdy skończyłam ją czytać zastanawiałam się, czy ktoś nie wyrwał kolejnych kartek. Zakończenie? Genialne i już czekam na kolejny tom.


Poniższa notatka od wydawcy:


środa, 13 stycznia 2021

Josie Silver - "Jeden dzień w grudniu"


 


Kupiłam tą książkę w 2018 roku w czasie jej premiery w Polsce. Ale długo czasu zajęło mi jej przeczytanie. Dopiero w nowym roku zaczęłam ją czytać. Tak jak przy ostatniej książce i tutaj jestem zadowolona, że nie czytałam jej przed świętami. To jest kolejna książka z zimową okładką, ale wydarzenia pokazywane są przez różne pory roku. Owszem są w tle święta, ale nie ma np świętowania, choinki tylko impreza z przyjaciółmi. 

Książka jest opowieścią z 10 lat z życia Laurie. Pierwszy raz dziewczynę spotykamy gdy siedzi w autobusie i widzi na przystanku mężczyznę. Gdy podnosi on głowę ich oczy spotykają się. I to jest ten moment, ta strzała miłości uderza w nich. Ona myśli czy uda jej się wysiąść, a on czy wejdzie. Ale niestety autobus odjeżdża. Laurie nie może o nim zapomnieć i wspomina o nim swojej przyjaciółce. 

Przez pierwsze dni i tygodnie chodzą po barach szukając go, ale niestety nie udało się. 

Aż do następnych świąt.

To wtedy Sara przyprowadza go jako swoją miłość na imprezę świąteczną. Świat Laurie staje na głowie i jest załamana. Musi udawać, że go nie zna, a nawet Sara prosi i ją i jego żeby się zaprzyjaźnili. Bo wie, że to będzie jej mąż, jej życiowa miłość.

Ale.

No właśnie ale, te ale jest dużym słowem w każdym momencie tej książki. Coś co trwało kilka sekund w grudniowy dzień ma wpływ na wszystko, na ich przyszłość, postrzeganie świata i to co teraz. On kocha Sarę, ale do Laurie czuje przyciąganie. Każde spotkanie to niezręczna sytuacja aż do pewnego razu, gdy alkohol przejmuje decyzje za nich. Ona kocha go w ukryciu, ale stara się coś zmienić w swoim życiu, szuka miłości i nawet znajduje. Ale czy te kilka sekund sprawią, że ich świat będzie podporządkowany tej jednej chwili sprzed kilku lat? A co byłoby gdyby Sara dowiedziała się, że jej miłość to ten chłopak z przystanku. Nic nie jest takie proste jakby się spodziewano.

Książka jest bardzo ciekawa, ale długa. Tylko, że ta długość i ilość stron nie przeszkadza. Bardzo szybko się ją czyta, bo jest naprawdę dobrze napisana. Historia nie jest typowo świąteczna bo jest też czas z wakacji z Tajlandii i innych momentów z ich życia. Te dziesięć lat mija dość szybko, czasami jest pokazane coś po roku czasu, a innym razem po kilku dniach. Nie widzimy zbytnio zmian jeśli chodzi o zmiany fizyczne, a przecież mija 10 lat. Jakieś wspominki tylko, że troszkę więcej siwych włosów. 

Książka pokazuje, że miłość ma różne oblicza. Czasami może być tą jedyną, tą najważniejszą, ale otoczenie jakie jest obok sprawia, że coś nie idzie. Czasami myślimy, że to miłość, ale tak naprawdę to nasze marzenie o miłości. W tej książce jest miłość, ale nie jest ona taka typowa. Czasami może trwać 10 lat i przez ten czas z tyłu głowy, zawsze będzie ta jedna osoba, która będzie wyznacznikiem naszej miłości. 

Miłość to też miłość przyjaciół, traktowanie ich jak rodziny i to jest też ważne.

Uwielbiam takie książki, które pokazują tą miłość przyjaciół, którzy są ze sobą na dobre i złe.

Pewnie nie raz ją jeszcze przeczytam. 

Polecam


Poniższa notatka pochodzi od wydawcy:

To klasyczna opowieść o miłości, której akcja rozgrywa się w ciągu dziesięciu kolejnych świąt Bożego Narodzenia, powieściowy odpowiednik filmowych hitów: „To właśnie miłość” i „Dziennika Bridget Jones”.

Laurie nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia – oczywiście do chwili, gdy nie zakochuje się w chłopaku, którego pewnego grudniowego dnia widzi na przystanku przez szybę zatłoczonego autobusu. Odnalezienie go to jedno z jej noworocznych postanowień. Po roku nieśmiałych poszukiwań spotyka go znowu, na świątecznym przyjęciu swojej najlepszej przyjaciółki Sary, która przedstawia go Laurie jako nową miłość swojego życia…

Książka dla kobiet kochających życie, Jojo Moyses i Nicholasa Sparksa.

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Karen Swan - "Miłość u Tiffany'ego"


 



Każda z nas kobiet marzy o przyjaźni na śmierć i życie, o prawdziwej kobiecej przyjaźni, która przetrwa wszystko. Czy taka przyjaźń istnieje? To bywa różnie. Często jest tak, że w pewnym momencie ta przyjaźń zanika np wyjazd na studia, nowi znajomi i gdy pojawia się dziecko. Coś zmienia się w pewnym momencie naszego życia i trudno budować przyjaźń przez tyle lat.

W tej książce poznajemy cztery kobiety. Cztery przyjaciółki, które są inne, żyją inaczej i każda w innym kraju. Nowy Jork, Paryż, Londyn i wioska w Szkocji. Cztery różne miejsca, które mają wpływ na ich życie, każde te miejsce ukształtowało je. Często spotykają się, ale nie wszystkie. Cassie jako mężatka przeważnie nie wyjeżdża ze Szkocji, nigdy nie odwiedziła żadnej z dziewczyn, gdyż jej mąż nie lubił podróżować. Wolał polowania i spokojne życie na wsi. Kelly, Anouk i Suzy spotykały się często, każdego roku do Nowego Jorku przyjeżdżały do Kelly na zakupy. Ale nie Cassie.

Teraz po kilku latach znów się spotykają na 10 rocznicy ślubu Cassie. To miał być piękny i idealny dzień, ale jedna rozmowa jej przyjaciółki Wiz przez telefon sprawiło, że jej świat się zawalił. 

Dziewczyny wzięły sprawy w swoje ręce. Jeden rok, każdy kwartał w innym mieście i to Cassie ma podjąć gdzie i do której przyjaciółki pojedzie.

Pierwszy wyjazd jest do Nowego Jorku do Kelly, potem jest Paryż i na końcu Londyn.

W każdym mieście jest inaczej, jest inna moda, inne postrzeganie świata, czy też takie małe rzeczy jak kawa. Cassie, która kocha herbatę ma problem, żeby wyszukać w NY jakąś dobrą, kawa czy też śniadania tylko na mieście lub na wynos. Każde miasto to też zabawa przyjaciółek i traktowanie Cassie jako laleczki, czyli zmiana garderoby, fryzury i inne towarzystwo. 

Na ile jej nowy wizerunek to ona? Trudno powiedzieć. Jest tylko jedna osoba, która uważa, że każda nowa fryzura to nie jej styl. Każda z przyjaciółek uważa, że jest idealnie tak jak one to wymyślą.

Ale czy kobieta zdradzona, może znów się zakochać? Czy miłość może przyjść szybko, a może jest to długa droga, albo jak mówią inni po rozwodzie mam dosyć mężczyzn.

Żeby poznać tą piękną historię, trzeba ją przeczytać. Mimo, że książka ma ponad 500 stron, to bardzo szybko się ją czyta. Jest ciekawa, pokazuje miasta z innej strony i przede wszystkim życie kobiet w nich. Pokazuje, że w NY ważne jest ciało, a w Paryżu dusza. Londyn natomiast jest bardziej w stylu Cassie, przede wszystkim jest herbata :) 

Historia jest idealna na zrobienie serialu około 3 sezony po 4 odcinki, wydaje mi się, że byłaby to ciekawa i lekka opowieść oglądana na ekranie. 

Są dwie rzeczy jakie mi się nie podobają:

- tytuł książki - Miłość u Tiffaniego - nie pasuje mi to, zwłaszcza, że sam sklep Tiffany jest dwa razy i jakoś to nie to

- okładka książki - pokazuje zimę, a przecież historia trwa przez rok czasu, już lepiej byłoby pokazać dziewczynę z np otwartym pudełkiem ze sklepu Tiffany i w tle NY

Dobrze, że czytałam książkę już po świętach, bo czytając ją w grudniu byłabym zawiedziona małą ilością świąt w niej.

Ale co by nie było, książka jest świetna, pokazuje prawdziwą miłość przyjaciółek, oraz to, że mogą na siebie liczyć. To jest ważne, aby pokazywać, że nie ważne w jakim jesteśmy kraju, możliwość liczenia na przyjaciół jest czymś ważnym w naszym życiu. Można mieć męża, narzeczonego, ale nikt nie da nam takiego bezpieczeństwa jak przyjaciel.


Poniższa notka od wydawcy.

Trzy miasta. Trzy pory roku. Trzy przyjaciółki, które pomogą Cassie odnaleźć się na nowo.
Cassie ustatkowała się zbyt młodo, wychodząc za pierwszego chłopaka, z którym spotykała się na poważnie. Po dziesięciu latach małżeństwa zostaje zdradzona i jest załamana. Ponieważ jej małżeństwo legło w gruzach, a ona nie ma pracy ani własnego domu, musi odnaleźć dla siebie miejsce na świecie i dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest. Tak zaczyna się ekscytująca roczna podróż Cassie, która opuszcza swoją kryjówkę na szkockiej wsi, by zamieszkać kolejno u trzech oddanych przyjaciółek w najpiękniejszych miastach świata: Nowym Jorku, Paryżu i Londynie.
Zamieniając szkockie mokradła i nijaki styl na ekskluzywne przyjęcia, świat mody i… diety odchudzające, Cassie stara się dopasować do rozmiaru każdej z tych metropolii i znaleźć swoją życiową ścieżkę oraz mężczyznę, który mógłby jej na tej ścieżce wiernie towarzyszyć. Nie obędzie się bez przygód i miłych niespodzianek, także od Tiffany’ego… „Miłość u Tiffany’ego“ to najprzyjemniejszy prezent, jaki kobieta może dostać lub zrobić sobie na święta: długa, wciągająca, dowcipna i ciepła powieść, która pozwala oderwać się od szarej codzienności i zanurzyć w świecie wielkomiejskich atrakcji, eleganckich strojów i interesujących mężczyzn. Czy ktoś jest w stanie się temu oprzeć?

poniedziałek, 21 grudnia 2020

Karen Schaler - "Pierwsza taka gwiazdka"


 


Czy można w dzisiejszych czasach w czasie świąt być Grinchem? Czy ważniejsza jest nasza praca i awans od świąt. Czy to, że nie kupujemy choinki, nie stroimy biura, domu i wyjeżdżamy na Karaiby sprawia, że jesteśmy źli? Ale czy na pewno nie obchodzenie świąt to od razu nienawiść do nich. A może fakt, że nie obchodzimy ich ma jakiś głębszy sens. Jeśli nie poznamy ukrytych faktów to łatwo kogoś osądzać.

Haley od momentu gdy zaczęła dobrze zarabiać postanowiła, że święta będzie spędzać z rodzicami na Karaibach i tak jest rok w rok. Rodzice siedzą na plaży i są z córką, a ona ma tam klienta i omawiają strategię. 

Robi powoli karierę w reklamie, z małych rodzinnych firm zaczyna współpracować z co raz większymi markami i firmami. A teraz ma szansę na awans, musi tylko zrobić genialny projekt dla tradycyjnej firmy z lalkami. 

Niestety jest jeden problem - projekt musi być świąteczny i jej szef uważa, że to nie jest projekt dla niej. Haley mówi, że zrobi wszystko, aby go dostać, więc szef daje jej możliwość.

I tak następnego dnia dziewczyna jest na obozie gwiazdkowym. Albo też według niej jest to obóz przetrwania. Początkowo mówi sobie, że zrobi wszystko aby uzyskać dyplom i wygrać to wszystko. Niestety już pierwszego dnia syn właściciela Jeff uważa, że dziewczyna jest karierowiczką i zniszczy ten obóz swoim zachowaniem. A ma tam spędzić tydzień. Cały tydzień świątecznych zabaw, tradycji i Bożego Narodzenia czy będzie czymś miłym, czy może obowiązkiem aby uzyskać klienta.


Wcześniej pisałam o książce Evansa i braku magii świąt w niej, w tej natomiast książce magii świąt jest bardzo dużo. Każda strona to święta, tradycje i przygotowania. To również miłość, przyjaźń i relacje między ludźmi. Na obozie jest również ojciec z dwójką nastolatków, młode małżeństwo, oraz samotna starsza kobieta. Te wszystkie osoby razem z właścicielem i jego synem sprawiają, że pobyt Haley na obozie zmienia coś w jej życiu i postrzeganiu świata.

To piękna książka, którą każdy powinien przeczytać w czasie świąt. Ja czytając ją, chciałabym mieć sama nie które tradycje w moim domu. 

Święta w gronie w najbliższych to dzielenie się szczęściem, smutkiem, miłością i życiem. Wspólne chwile są ważne. Książka pokazuje, że nie musi to być rodzina, czasami obcy sobie ludzie również mogą stworzyć paczkę przyjaciół i sprawić, że te dni będą magiczne. Coś czuję, że to będzie moja kolejna świąteczna książka czytana każdego roku.



Poniższa notka pochodzi od wydawcy:

Nadchodzi wyjątkowy czas – czy otworzysz się na magię Gwiazdki?

Haley nie chciała tam jechać. Wyjazd na Gwiazdkowy Obóz wydawał się jej kompletną stratą czasu. Przecież musi przeprowadzić świąteczną kampanię reklamową dla ważnego klienta! I wreszcie dostać ten upragniony awans!

Bo Haley – chociaż zamiast zielonego futra nosi szpilki – jest damską wersją Grincha. Najchętniej wysłałaby te całe święta w kosmos! Ale skoro szef stawia ultimatum – albo dziewczyna poczuje ducha świąt, albo nici z kampanii – Haley rusza do ukrytego w górach pensjonatu.

Widok majestatycznych jodeł, mieniących się kolorowych lamp i wieńców z gałązek ostrokrzewu wywołuje w jej sercu nieznane ciepło. Haley spotka tu małżeństwo, które przypomni jej, czym może być miłość, ale i mężczyznę, który utracił ukochaną osobę.

A gdy magia świąt zacznie działać, na horyzoncie pojawi się jeszcze ktoś…

Czy ta wyjątkowa – pierwsza taka w jej życiu – Gwiazdka
przysienie dziewczynie szczęście?



Karen Schaler, scenarzystka Świątecznego księcia – gwiazdkowego hitu Netflixa – zabiera nas do zimowego pensjonatu. Pokazuje, że świąteczna magia potrafi uczynić prawdziwe cuda w życiu tych, którzy chcą się na nią otworzyć.

Luis Montero Manglano - Muzeum Luster

 



Przy książce Evansa byłam zła, bo mało tekstu. Tutaj natomiast tego tekstu było bardzo dużo. Czytałam książkę i czytałam i byłam szczęśliwa, że nie kończy się już tak szybko. Mogłam jej poświęcić kilka wieczorów i za każdym nie była to godzinka tylko więcej. Do tego ta książka naprawdę jest ciekawa i chce się ją czytać. Wątek genialny, postacie również, przy okazji dużo sztuki i omówienie ich.

Początkowo gdy czytałam opis książki myślałam, że to będzie coś jak Don Brown i np Kod da Vinci, że będzie główny bohater i będzie on szukać kodu zawartego w obrazach w hiszpańskim muzeum. 

Ale tak nie jest. 

Owszem mamy dwóch głównych bohaterów. Można powiedzieć, że są oni postawieni przed tym, co dzieje się w muzeum. Zwłaszcza Judith, która bierze udział w konkursie kopiarskim. 

W muzeum Prado jest organizowany konkurs kopiarski, osoba która wygra dostanie stypendium i pracę w muzeum, więc warto. Uczestnicy są z różnych krajów i każdy z nich jest inny. Konkurs odbywa się, pomimo zamordowania wcześniejszego dyrektora. Jedną z uczestniczek jest Judith, dla której wygrana i stypendium sprawią, że będzie mogła opłacić rachunki i mieć za co żyć. Niestety od dłuższego czasu w pracy idzie źle, nie ma zamówień, nikt nic nie kupuje i jest ciężko. Nawet kupno ulubionej kawy jest dużym wydatkiem.

Drugim bohaterem jest Guillermo - asystent, człowieka, który również zostanie zamordowany w książce, ale tylko dlatego, że podobno wie kto zabił dyrektora muzeum. Guillermo jest troszkę ekscentryczny, ale również zna bardzo dobrze symbolikę. Jedno spojrzenie nie ważne czy na ubranie, obraz, jakąś rzecz i może powiedzieć dużo rzeczy na temat tego co widzi. Skąd to wie? On sam nie wie. Jego przeszłość jakby nie istniała, nie pamięta zbyt dużo. Z czasem dowiadujemy się co raz więcej o nim i jego tajemnicach.

W czasie trwania konkursu dochodzi do kolejnych morderstw i losy Judith i Guillermo splatają się. Jeśli ktoś myśli, że to będzie coś w stylu romansu to tak nie jest. Judith myśli o sobie jak o wiele starszej siostrze, nie do końca też wierzy w jego słowa na temat symboliki. Z czasem zmienia się wszystko.

Ich współpraca przebiega różnie, ale krok po kroku dowiadują się co się w muzeum.

Tak jak wspomniałam, ta książka jest bardzo ciekawa. Połączenie sztuki i ciekawej fabuły sprawia, że czyta się ją szybko i człowiek chce ją skończyć jak najszybciej, aby poznać końcówkę. To była moja pierwsza książka Manglano i wiem, że nie będzie ostatnia. Będę chciała przeczytać jego wcześniejsze książki i mam nadzieję, że będzie równie ciekawa. Również opis muzeum sprawił, że chciałabym je zobaczyć i wybrać się do Hiszpanii do muzeum Prado. 

Wielki plus za reprodukcje obrazów na końcu książki. Gdy postacie w książce opowiadają o nich wystarczy przejść na ostatnie strony i spojrzeć na obraz i dzięki temu wiemy o czym mówią. To naprawdę pomaga.

Polecam książkę



Poniżej informacja od wydawcy:

Jaką śmiertelną tajemnicę kryją obrazy w Muzeum Prado?

Dobry obraz to nic więcej jak lustro.

Podczas Międzynarodowego Konkursu Kopistycznego w Muzeum Prado dochodzi do serii brutalnych zabójstw. Sprawcy odtwarzają w nich najsłynniejsze obrazy ze zbiorów galerii. Policja tkwi w martwym punkcie. Dwie osoby mogą pomóc rozwikłać tajemnicę makabrycznych zbrodni: kopistka amatorka i ekscentryczny specjalista od symboli.

Mrożący krew w żyłach thriller o sekretach ukrytych w obrazach Velazqueza, Goi czy Boscha. Nawet sobie nie wyobrażasz, ile ich się tam kryje…