Na portalach społecznościowych bardzo dużo osób ją polecało i każdy był bardzo zadowolony po lekturze. Ja kupiłam ją dopiero w styczniu i czekała ona na mnie aż do teraz, abym mogła ją przeczytać w czasie świątecznym.
Zaczęłam ją czytać i nie mogłam zakończyć. Musiałam się zmusić, żeby nie siedzieć całej nocy nad nią. Książka jest genialna. Jaka inna od tych, które czytałam w tym i we wcześniejszych latach, jeśli chodzi o książki o tematyce świątecznej.
Książka zaczyna się w Chicago w szpitalu. Pacjent Oswald T. Campbell jest chory na płuca i lekarz daje mu kilka miesięcy życia. Doktor uważa również, że pacjent powinien zmienić klimat i daję mu broszurę z małej miejscowości na południu Alabamy, gdzie kiedyś wysyłani byli pacjenci z podobnymi objawami. Po kilku telefonach Oswald dodzwania się do Frances, która załatwia mu pokój z wyżywieniem u sąsiadki.
Jest początek grudnia gdy Oswald przyjeżdża do nowego miejsca, gdzie nie ma nic. Są owszem jakieś domki, sklep, dom kultury, wielka rzeka i mnóstwo ptaków i tylko to. Nie ma nawet baru, gdzie mógłby napić się piwa, które i tak odstawił ze względu na chorą wątrobę.
Mężczyzna zaprzyjaźnia się z listonoszem, który zabiera go na ryby, oraz na szukanie nowych ptaków, pokazuje mu okolicę ze swojej łódki, pokazuje mu swoją pracę. Dużym oparciem dla Oswalda jest też Roy właściciel sklepu i jego mały przyjaciel ptak kardynał Jack.
Życie w Lost River początkowo jest nudne dla Oswalda, po jakimś czasie zaczyna podglądać ptaki, uczyć się ich, rozróżniać a po jakimś czasie malować je.
Później poznaje dziewczynkę Patsy, która ma problemy z nogą i chodzeniem. Ten czas przyjaźni z dziewczynką sprawia, że nie tylko on, ale całe miasteczko jest nią zauroczone i każdy w jakimś stopniu pokochał małą Patsy.
Każdy chce jej pomóc i w momencie, gdy dziewczynka zostaje oddana pod opiekę Frances, załatwiają jej wizytę u lekarza i operacje na nogę.
Patsy najbardziej w świecie pokochała kardynała Jacka i jej miłość do tego ptaszka sprawia, że ma o co walczyć, zwłaszcza gdy musi być w szpitalu.
Ta książka to nie jest jakaś tam opowiastka o miłości, o szukaniu drugiej połówki, albo też uciekaniu od miłości. Tu owszem jest miłość, ale inna miłość. Pokazane są stosunki ludzi w małej miejscowości, jak każdy sobie pomaga, ale i też pokazani są mieszkańcy i ich historie, czasami bardzo smutne. Jest w niej nadzieja, przyjaźń i troszkę rywalizacji.
Jeśli chodzi o samą miejscowość Lost River to Oswald pożyczył od Roya książkę "ptaki Alabamy" w której była pocztówka z 1932 roku i opisywała ona to miejsce takimi skowami:
Magiczne miejsce, za sprawą gęstych drzew
niewidoczne z autostrady, nad kretą rzeką
w otoczeniu kwiatów i liści, pełne śpiewów ptaków.
Kojarzy się z piękną wizją,
gotową do uwiecznienia na płótnie przez pejzażystę.
I coś w tym jest. Czytając książkę miało się chęć tam również być. Przebywać nad rzeką, korzystać z czystego powietrza, łowić ryby, obserwować ptaki. Lost River jest miasteczkiem magicznym, zwłaszcza teraz w dobie internetu, w momencie gdy ludzie żyją w biegu, pobyt w takim miejscu może tylko uzdrowić. Tam czas biegnie inaczej, nie potrzebujemy tego wszystkiego, bo to co ważne mamy na wyciągnięcie ręki.
Poniższa notka pochodzi od wydawcy.
Opowieść wigilijna, która wniesie wiele radości do naszych domów.
Już ponad pół miliona czytelników znalazło w niej swój balsam dla duszy!
Gdzieś na południu Alabamy, w najdalszym zakątku tego stanu, nad brzegami rzeki wolno snującej swój bieg, leży urocze senne miasteczko. Nazywa się Lost River i rzeczywiście, świat jakby o nim zapomniał. Czasem ktoś się zabłąka, źle skręci z autostrady, przyjedzie na krótką kurację. I… zostanie! Bo miejsce jest magiczne.
Zgodnie z sugestią lekarza Oswald T. Campbell zostawił za sobą chłodne i wilgotne Chicago, by nadchodzącą zimę spędzić w ciepłym klimacie Lost River. Ciężko chory i samotny, nie spodziewał się, że zaprzyjaźni się z listonoszem, który pocztę dostarcza łodzią, sklepikarzem leczącym zranione serca, a nawet stanie się… obiektem matrymonialnych intryg!
Pośród pięknej przyrody i ludzi, którzy hojnie obdarowują się dobrem i nigdy nie zamykają drzwi swoich domów, jego życie niespodziewanie rozkwita. Oswald odkrywa w sobie talent artystyczny, ale czy zdoła pokonać chorobę? Wszak Boże Narodzenie to czas cudu, a dobro wraca…
Ta pełna ciepła, życzliwości i humoru opowieść o uzdrawiającej mocy przyjaźni, wiary i nadziei stała się klasykiem pośród prezentów znajdowanych pod choinką. Jest w niej wszystko to, za co miliony czytelników pokochały przed laty Fannie Flagg i mimo zmieniających się literackich mód trwają w tej miłości wiernie: proste, domowe mądrości, łagodność, uśmiech, którego nie można nie odwzajemnić i nieskończenie wiele powodów do wzruszeń.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz