wtorek, 8 czerwca 2021

Celeste Ng - "Małe Ogniska"

 



Kolejna książka, która na przeczytanie czekała ponad rok. Dlaczego? Nie wiem. To, że ją kupiłam to wpływ okładki dwie aktorki, bardzo dobre aktorki i powstał serial na podstawie książki. Podobno świetny. Może się uda kiedyś zobaczyć serial, cały czas jest przede mną.

Tak jak mówię, książkę zaczęłam czytać po długim jej czasie leżenia na półce. Niby chciałam ją czytać, ale zawsze była jakaś inna warta przeczytania i czekałam na ten moment. Gdy zaczęłam, to doszłam do wniosku, że coś jest nie tak. Nie szło mi czytanie. Początek był nudny i myślałam, że to będzie kolejna książka o młodzieży. Poznawaliśmy dzieci, a nie historię matek. 

Ale, ale po jakimś czasie gdzieś w połowie książki na pierwszy plan wyszła Mia Warren. I wtedy się zaczęło :)

Książka opowiada o dwóch rodzinach. Mia Warren i jej córka Pearl oraz rodzina Eleny Richardson i jej czwórki dzieci i męża. Mia wynajmuje mieszkanie od Eleny, a jej córka uczy się w szkole z dziećmi Eleny. Prowadzą one podróżniczy tryb życia, często zmieniają miasta, pracę, szkołę. Często do dyspozycji mają tylko jeden pokój, ale nie tutaj w Shaker Heights. Tutaj mają dwa pokoje i jest to miejsce, które obie pokochały. 

Mia jako artystka zarabia mało, raz na jakiś czas uda jej się coś sprzedać, więc musi dorabiać. Pracuje często jako kelnerka, sprząta u kogoś w domu, nie obawia się pracy. Tutaj Elena daje jej pracę u siebie w domu, nie jest to akt miłosierdzia bardziej chce mieć ją na oku, zwłaszcza, że jej córka zaprzyjaźnia się z dziećmi Eleny.

Mia skrywa również tajemnicę, którą udaje się rozwikłać Elenie. Ale czy ta tajemnica wyjdzie na jaw? Czy każdy się dowie co takiego skrywa Mia? To musicie przeczytać.

Jednym z ważniejszych tematów w tej książce jest małe dziecko, urodzone przez matkę Chinkę, ale porzucone przez nie. Teraz gdy ta mała dziewczynka ma zostać adoptowana przez białych, jej biologiczna matka chce ją odzyskać. Matka biologiczna kładąc córkę pod drzwi straży pożarnej wiedziała, że nie jest wstanie jej utrzymać. Ledwo znała język, nie miała pracy i nie wiedziała, że może starać się o jakieś zasiłki. A przecież trzeba kupić mleko, pampersy i ubranka. Uważała, że to jedyne rozwiązanie . Gdy dostała pracę, chciała ją odzyskać ale się nie udało.

Przypadek sprawił, że Mia usłyszała o tej małej dziewczynce w rodzinie białych ludzi i powiedziała o tym matce z którą pracował.

Przypadek - to wszystko to sprawiło. Walka jest trudna w takich momentach. Biologiczna matka to biologiczna kobieta która kocha, a adoptowani rodzice są pełni miłości i bogaci. Głównym założeniem prawnika jest jej pochodzenie. Czy adoptowani będą potrafili dziewczynce poznać jej kulturę czy też wychowają ją jako typową białą dziewczynkę.

Tego typu sprawy nie są proste. Obie strony kochają, ale różni ich pochodzenie i majętność. Tak samo trudno stanąć po którejś ze stron. Przeważnie wybieramy stronę przyjaciółki. Jak to się skończy trzeba przeczytać samemu.

Tak samo został tutaj poruszony temat aborcji i temat bycia surogatką. Tutaj też trudno wskazać stronę czy się jest za czy nie. Autorka bardzo dobrze opisuje co skłania ludzi do takich zachowań. Kto ma wpływ na to co robimy i dlaczego. 

I tak jak na początku byłam przeciwko to po jakimś czasie chciałam czytać więcej i więcej. Autorka pokazuje również jak rodzeństwo, rówieśnicy wpływają na siebie wzajemnie. Elena ma czwórkę dzieci - dwie córki i dwóch synów. Czy są oni zgodni? Tutaj zaczyna się problem. Trójka lubi się, ale jedna osoba nie. A dlaczego? To pewnie był wpływ matki i jej wychowanie. Ale co innego, to to dlaczego tak jest. 

Aby zrozumieć i polubić książkę, każdy musi ją sam przeczytać. Mi się spodobała, choć początkowo chciałam ją odłożyć znów na półkę. 



Poniższa notka od wydawcy

W Shaker Heights, spokojnym, postępowym miasteczku na obrzeżach Cleveland, wszystko zostało zaplanowane – począwszy od rozkładu krętych dróg, przez kolory domów, na pełnych sukcesów życiach jego mieszkańców kończąc. A nikt nie uosabia lepiej ducha tego miejsca niż Elena Richardson, która kieruje się zasadą, że najważniejsze jest trzymanie się zasad.
Na scenę wkracza Mia Warren – enigmatyczna artystka i samotna matka – która wchodzi w ten zamknięty, idylliczny świat wraz ze swoją nastoletnią córką Pearl i wynajmuje od Richardsonów dom. Wkrótce Mia i Pearl staną się kimś więcej niż tylko najemcami: ta para przyciąga do siebie całą czwórkę dzieci Richardsonów. Lecz Mia ma za sobą tajemniczą przeszłość, zaś w duszy pogardę dla zastanego stanu rzeczy, która grozi wywróceniem tej starannie ułożonej społeczności do góry nogami.
Gdy starzy przyjaciele Richardsonów chcą zaadoptować dziecko o chińskich korzeniach, wybucha wojna o prawa do opieki, która dzieli całe miasteczko i stawia Mię i Elenę po dwóch różnych stronach barykady. Nieufna wobec Mii i jej motywów, Elena jest zdeterminowana, by odkryć sekrety z jej przeszłości. Lecz za swoją obsesję przyjdzie jej zapłacić nieoczekiwaną i druzgocącą cenę.
„Małe ogniska” to powieść, która zgłębia wagę tajemnic, naturę sztuki i tożsamości oraz niemal zwierzęcą siłę matczynej miłości, jak również niebezpieczeństwa czyhające za przekonaniem, że trzymanie się zasad może nas obronić przed katastrofą.

poniedziałek, 7 czerwca 2021

Inga Vesper - "Bardzo długie popołudnie"

 



Ta książka jest wielowątkowa. Bo chyba tak można ją nazwać. Z jednej strony jest kryminał, zaginięcie, życie "american dream", a z drugiej to co odgrywa dużą rolę czyli rasizm. To moment w czasach USA gdy osoba nie mająca białej skóry była tą złą. Ale czy tak jest naprawdę, że kolor skóry mówi innym jaki ktoś jest?

Nie jestem rasistką, ale na potrzeby tej recenzji będę używać czasami słów Biała lub Czarna i odnoszą się one właśnie do koloru skóry. 

Czasy tej książki to lipiec 1959 roku w Kalifornii, gdzie to co dobre jest w białych dzielnicach, a w tych biednych wszystko jest złe. I nie pod względem, że źli ludzi tylko są kolorowi. A ci od górnie postrzegani są jak coś gorszego.

Ta historia opowiada historię z kilku dni. Jej główną bohaterką, ale w większości nieobecną jest Joyce. Biała kobieta, która znika w niewyjaśnionych okolicznościach. W domu zostawia dwie córki Barbarę i Lily i męża. Jedyne co po niej zostaje to plama krwi na podłodze kuchni.

I to właśnie zastaje Ruby - czarnoskóra pomoc domowa pracująca w dwóch domach w dzielnicy Sunnylakes. Gdy dziewczyna idzie do pracy to najpierw zaczyna u Pani Ingram. To kobieta, która wszystko dokładnie sprawdza czy jest czysto i dlaczego sprzątaczka jest taka powolna. Nie obchodzi jej, że autobus miał spóźnienie godzinne, dla niej praca ma być zrobiona na czas.

Co innego Joyce Haney, gdy Ruby przychodzi do niej to owszem sprząta, ale jest w dobrym domu, może się zwierzyć, może sprzątać w miłym towarzystwie i sama zauważa, że Joyce stara się ogarniać mieszkanie przed wizytą sprzątaczki. 

Ale to co jest piękne, niestety po jakimś czasie zanika. Pewnego dnia po wizycie u Pani Ingram, Ruby pod domem Joyce widzi Barbarę i słyszy płacz Lily. Gdy wchodzi z dziećmi do kuchni widzi wielką plamę krwi, więc wzywa policję. Jak to bywa w tych czasach za samo bycie Czarną została uznana za świadka, ale żeby nie uciekła z miasta została prewencyjnie aresztowana.

I spędziłaby w więzieniu wiele dni gdyby nie Mick, nowy detektyw, który wie, że sam kolor skóry nie sprawia, że ktoś jest winny. Od razu ją wypuszcza i prosi o informację. 

Ta sprawa, którą bada Mick nie jest prosta. Nie ma ciała, nie ma żadnych świadków, nie mają nic. Mają jedynie informację, że w tym dniu kupowała rzeczy do malowania. Ale w domu ich nie ma.

Mick nie ma wyjścia i musi poprosić Ruby o pomoc. Ale czy dziewczyna zaufa białemu facetowi? To nie jest takie proste. Czarni uważali, że nawet jak pomogą Biały to i tak zostaną uwikłani w coś złego. Czy będzie się jej to opłacać? Ta dziewczyna przeszła wiele w życiu, sam fakt, że ma czarną skórę sprawia, że przez każdego jest gorzej postrzegana. 

Teściowa Joyce uważa, że Ruby jako sprzątaczka powinna nosić specjalne ubrania, buty, nie powinna wchodzić do większości miejsc, siedzieć na leżaku, a tym bardziej dotykać dzieci. Czytając książkę miałam odczucie, jakby to, że ktoś ma inny kolor niż biel może przenosić jakąś zarazę dotykając dziecko. 

Ta książka pokazuje oprócz ciekawego śledztwa życie różnych ludzi. Jak kolor skóry zmienia postrzeganie innych. Kto jest biały ma przywileje, ale czarny niestety nie. To czasy gdzie są ważni ludzie i ci gorsi. Chłopak Ruby mówi, że gdyby zaginęła czarna kobieta to policja nawet nie kiwnęłaby palcem, co powinna wiedzieć patrząc jak zajęli się śmiercią jej matki. 

Ruby sama mówi, że w Sunnylakes nic nie jest takie jakie być powinno i faktycznie gdy wchodzimy w głębiej w życie mieszkańców i samej zaginionej zauważamy wiele tajemnic. Naprawdę wiele tajemnic, które zmienią wszystko. 

Cieszę się, że mogłam przeczytać książkę gdyż uważam, że jest idealna na letni wieczór lub plaże. Naprawdę ciekawa fabuła i mimo, że jest te zaginięcie to wszystko co jest obok wciąga jeszcze bardziej.

Polecam.


Poniższa notka pochodzi od wydawcy:

Znakomity kryminał o tym, jak American dream zamienia się w koszmar.

Wczoraj pocałowałam męża po raz ostatni…

Jest lato 1959 roku, kalifornijskie słońce wypala wypielęgnowane trawniki przed domami w Sunnylakes. Pewnego bardzo długiego popołudnia w tej sielskiej atmosferze przedmieścia znika Joyce Haney. Tego samego dnia Ruby Wright udaje się do pracy, spodziewając się, że czeka tam na nią to, co zawsze: obowiązki domowe, których nie cierpi, obolałe stawy, pogarda ze strony białych pracodawców… a także światełko w mroku codzienności: życzliwość Joyce. Zamiast tego znajduje dwójkę przerażonych dzieci i plamę krwi na podłodze w kuchni. Po pani domu nie ma śladu.

Do sprawy zostaje przydzielony detektyw Mick Blanke, który niedawno trafił do Sunnylakes z Nowego Jorku i szybko odkrywa, że klucz do zagadki znajduje się w rękach Ruby, nikt bowiem tak dobrze jak ona nie zna tajemnic kryjących się za wykrochmalonymi, idealnie gładkimi zasłonami.

Tyle że czarnoskórych pomocy domowych na amerykańskim Południu nie prosi się o pomoc w śledztwie. Ich o nic się nie prosi…

sobota, 8 maja 2021

Greta Drawska - "Stos"

 



Gdy dostałam pierwszy tom "Rytuał" Grety Drawskiej i przeczytałam go, wiedziałam, że to będzie świetna książka i będę kupowała następne tomy. 

Jeśli chcecie przeczytać recenzję to zapraszam na https://zyciepelneksiazek.blogspot.com/2020/11/greta-drawska-rytua.html


"Stos" to drugi tom, który kupiłam już sama. Niestety kilka dni po premierze, bo nie widziałam, że wyszedł. Kupiłam, przeczytałam i znów przepadłam.

Napisanie recenzji zajęło mi dużo czasu, ale nie dlatego że nie wiedziałam co napisać. Po prostu jakoś tak wyszło. 

W tych dwóch książkach mamy dwie główne postacie Prokurator Wandę Just i podkomisarza Piotra Derenia. Kolejny raz mamy do czynienia z ciekawym morderstwem, które jest wręcz jakby wyjęte z książek fantasy, bo kto mógłby tak zostawić ciało kobiety. Czy jest możliwe, aż tak okaleczyć ofiarę? 

Dlaczego ktoś postanowił zmasakrować tak ciało i zostawić je w niedostępnym miejscu. Tylko przypadek sprawił, że zostało odnalezione tak szybko. Ten przypadek daje więcej pytań niż odpowiedzi, przecież ta młoda kobieta robiła tylko paznokcie. Komu mogła tak zajść za skórę, że ktoś postanowił ją zamordować?

Jedno morderstwo rozpoczęło ciąg kolejnych, ale co je łączy? Dlaczego jedna osoba została zamordowana i zamknięto jej usta kłódką, a kolejną spalono w domu? Czy te osoby się znały, a jeśli tak to co je łączyło, jaka tajemnica?

W toku sprawy prokurator musi spotkać się i przesłuchać jako świadka swoją siostrę, bo ofiara się z nią kontaktowała. Jak to wpłynie na Wandę? Czy uda im się porozmawiać i dojść do pojednania? A może jej siostra jest za bardzo uwikłana w morderstwo? Może wie coś i coś sprawi, że i ona może być zagrożona? A przecież jej siostra ma też rodzinę. I ta rodzina, a dokładnie syn sprawi, że coś się zmieni w relacjach sióstr. Tylko czy na lepsze.

Ta książka to pytania i odpowiedzi, które tak naprawdę rozwiązane zostaną pod koniec fabuły. To przede wszystkim sprawy i szukanie sprawcy, ale Greta Drawska również świetnie pokazuje życie głównych bohaterów. 

Piotr Dereń i jego kłopoty z synem, Wanda Just i jej pomysł na poznanie kogoś. Czy wszystko co robią w wolnym czasie ma jakiś związek, ma sens?

Naprawdę polecam książkę, zagadka i stos, który odnosi się do czarownic jest bardzo wciągający, zagadki, życie prywatne jest zrównoważone. Nie ma niczego za mało i zbyt dużo. Końcówka zaskakująca i będzie ten stos, jeśli ktoś na to czeka.

I to jest świetne.

Greta świetnie pokazuje życie zawodowe i życie prywatne postaci, aż chce się kolejne od razu tomy. Niestety trzeba poczekać. 

Gdyby ta książka powstała w USA lub w Wielkiej Brytanii prawdopodobnie byłaby szybko na liście bestselerów najlepszych książek w sprzedaży. Ma wielki potencjał.

Mam nadzieję, że nakręcą serial na podstawie książek Grety Drawskiej.



Poniższa notka od wydawcy:

W SERCU CZAROWNICY NIGDY NIE WYPALI SIĘ GNIEW
Jest taki gniew, który nigdy się nie wypali i uderzy w najmniej spodziewanym momencie. Nawet jeśli udało się perfekcyjnie zatrzeć ślady.

Prokurator Wanda z niepokojem przygląda się ciału kobiety na śniegu. Wargi ofiary spina mosiężna kłódka. Szybko się okazuje, że zabita to miejscowa miłośniczka babskich plotek i tarota. Kto chciał zamknąć jej usta?

Zanim Wanda Just i podkomisarz Piotr Dereń zdążą wpaść na jakikolwiek trop, już robi się głośno o nowej zbrodni na Górze Czarownic. Tymczasem zbliża się sylwester, ale żadne z nich nie jest w nastroju do świętowania. Wanda całymi nocami ślęczy nad zdjęciami sprzed lat, próbując dopasować elementy układanki. Rozprasza ją migająca ikonka czatu. Ale chyba nawet pani prokurator może czasem poflirtować, prawda?

W pozornie zwyczajnym miasteczku kryją się brutalne tajemnice przeszłości. Tutaj dawnych grzechów nie zapomina się nigdy.

Tom drugi cyklu Wanda Just i Piotr Dereń, nowej serii kryminalnej, hipnotyzującej jak True Detective

„Chapeau bas Pani Greto! Niesamowity klimat i bardzo nieoczywiste zakończenie”
Czytelniczka_Gosia

„Mamy kolejną osobowość w polskim świecie pisarskim” @czytam_czy_mam

„Najbardziej hipnotyzująca książka, jaką czytałam!” @bozepatrycja

„Kryminał dla uważnego czytelnika, dla którego ważne są konteksty i pejzaż otoczenia” Jarosław Czechowicz, Krytycznym Okiem

„Kryminał z klasą. Zakończenie to majstersztyk” Anna Gałaszkiewicz, @aniasztukaczytania

„Nieoczywisty kryminał. Złoto. I to nie byle jakiej próby!” Karola, @gora.ksiazek

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Jeannine Meighorner - "Sisi w Tyrolu"

 




To najbardziej nieudana książka jaką czytałam. Zawiodłam się na niej i to bardzo. Jestem zła, że kupiłam ją jak tylko wyszła. 

Ale trzeba przyznać, że miałam nosa aby nie czytać jej od razu. Wyszła w listopadzie, a to czas na książki świąteczne i przeleżała na półce ponad 2 lata. Teraz gdy po nią sięgnęłam liczyłam na książkę o Sisi. Ale tej Sisi nie było.

Wiele osób o Sisi wie ze względu na filmy z Romy Schneider - pięknej dziewczynie, która miała bajkowe życie przy mężu Franciszku. Oczywiście wiadomo, że tylko w tym filmie miała tak piękne życie. Jej życie prawdziwe i to co przeżyła można nazwać złotą klatką, z której uciekała jak tylko miała możliwość i podróżowała po całej Europie. 

O jej życiu powstały trzy różne filmy. O tych wiem i te oglądałam. Pod względem bajkowym najpiękniejszy jest ten pierwszy trzy filmy z Romy Schenider, potem wiem, że był jakiś dwuodcinkowy, który historycznie był najbliższy jej życiu i tragedii jakie miała w życiu. Wiem, że był jeszcze jeden, ale nie pamiętam go wcale.

Nie wiem czy wiecie, ale pojawiły się ostatnio informacje, że powstaną dwa seriale. Jeden na netflix, cieszę się bo będę mogła go zobaczyć, a drugi dla niemieckiej telewizji, więc czy będzie w Polsce to tego nie wiadomo.

https://www.vogue.pl/a/the-empress-i-sisi-powstaja-dwa-seriale-o-elzbiecie-bawarskiej

Ale wróćmy do książki. Kupując ją miałam nadzieję na przeczytanie wakacji Cesarzowej w Tyrolu, a co dostałam? 

Jej kilka zdań i jedne wielkie nic.

Naprawdę zawiodłam się. Nawet sprawdziłam ile za nią zapłaciłam. Na szczęście nie wydałam więcej niż 20 zł. Jak dobrze. Nie straciłam zbytnio.

Książka tak naprawdę pokazuje pierwszy wyjazd do Tyrolu jak Sisi była jeszcze młodą dziewczynką, a potem jak od dobrych kilku lat była cesarzową. Tak naprawdę ta książka pokazuje urywki z życia chłopaka, a potem mężczyzny, który był skrycie zakochany w swojej Cesarzowej i to na nim się skupia książka i do tego jak miasteczko szykuje się na przyjazd Jej.

Czy jest tam coś nowego? Może informacje związane co Sisi chce mieć i co potrzebuje czyli fiołki, pomarańcze, jakaś tapeta itd. W książce można powiedzieć, że bardziej pokazali ją jako rozkapryszone dziecko, które to co chce to ma otrzymać. 

Niby pisze, że uciekała do Tyrolu, ale my jej tam nie widzimy, nawet to co inni o niej mówią to jest praktycznie nic, bo częściej są rozmowy o czymś innym tylko nie o Niej.

Już więcej informacji jest o niej w książce "Łowca Posagów", chociaż i tam pokazuje się ona dopiero na chyba 100 stronie. Ale są tam jej przygody i że np jeździ konno, poluje, czy też niechętnie ale wybiera się tam gdzie musi.

Tu tego nie ma. Tu ucieka.

Do tego styl książki jest dosyć nieciekawy, żeby nie powiedzieć, że trudny. 

Nie polecam książki naprawdę, jeśli musicie na coś wydać pieniądze to lepiej kupić film z Romy Schneider (ja trzy płyty posiadam) niż "Sisi w Tyrolu"


Poniżej notka od wydawcy:

Dokąd uciec ze złotej klatki cesarskiego pałacu? Do Tyrolu! Najpiękniejsza monarchini Europy z trudem znosiła rolę cesarzowej. Czuła się nieszczęśliwa i niezrozumiana. Gdy tylko mogła opuszczała Wiedeń, jakby przed czymś uciekała. Kilka razy udawała się właśnie do Tyrolu. Czy tylko tam mogła być naprawdę sobą? Jeannine Meighörner w swojej książce szuka odpowiedzi na to pytanie. Patrzy na Sisi oczami tych, którzy się z nią stykali – mieszkańców Innsbrucku, służby, oficjeli, oddaje także głos ówczesnej prasie. To pasjonująca i zabawna powieść historyczna o austriackiej cesarzowej nazywanej habsburską celebrytką.

wtorek, 9 marca 2021

Agata Kołakowska - "Szczęście na miarę"


 


Książkę przeczytałam jakieś dwa tygodnie temu, ale zanim udało mi się usiąść i napisać o niej, to trochę mija tego czasu. I to nie dlatego, że książka była zła, czy coś w tym stylu, po prostu nie miałam czasu.

To co najlepiej określa czy książka jest dobra to czas czytania. Im mniej dni, godzin na to potrzebuje to oznacza, że książka jest dobra.

A tutaj ile czytałam?

Całą noc.

Jedna noc wystarczyła, żeby ją przeczytać. Książka była tak ciekawa i wciągająca, że wręcz musiałam ją skończyć. Nie było możliwości od niej oderwać wzroku. Chciałam i potrzebowałam więcej i więcej. Byłam bardzo ciekawa co będzie dalej i jak to zostanie opowiedziane.

Ta książka była cudowna i piękna. 

Wszystko tutaj związane jest z suknią. Ale nie taką zwykłą ze sklepu, tu chodzi o sukienkę szytą na miarę. Dobry, chociaż znany tylko ludziom w małym gronie krawiec Leonardo i jego wizja kobiet sprawiają, że kobieta błyszczy w nawet najprostszej sukience.

To on potrafi dopasować kolor, fason i szycie tak aby kobieta błyszczała, a jeśli kobieta poczuje się piękna to ten blask widzą wszyscy.

Na jednej stronie książki jest piękne zdanie:

 - "Trzeba też pamiętać, że kobieta, kupując sukienkę , kupuje coś jeszcze - podkreśliła Małgorzata.

- Co takiego?

-Nadzieję. Choćby na udany wieczór albo na zwrócenie uwagi obiektu swoich uczuć. Taki zakup to ufność w realizacji planów i skrytych marzeń."

I to jest prawda. W tej książce każda kobieta ubierając się w sukienki projektu Leonarda wygląda i czuje się boginią. 

Sukienki te mają też w sobie pewną tajemnicę, skrywają nadzieję i marzenia. Te marzenie jest znane tylko im i te marzenia się spełniają. Ale czy po spełnieniu te marzenie będzie tak warte jak myśleliśmy? To już zależy od kobiet. 

Dagna, która jest reporterką nie wierzy w magiczną moc sukienek i tak naprawdę szukając jakiegoś materiału do gazety, chce to sprawdzić. Uważa, że Leonardo nabiera kobiety i na ich marzeniach chce zbić majątek. Próbuje to sprawdzić i sama zamawia u niego sukienkę.

Ale czy naprawdę uda jej się pogrążyć Leonardo? A może ma jakiś plan, albo też inaczej. Co ją skłoniło, żeby pokazać, że ten człowiek nabiera kobiety. 

W tej książce poznajemy historie kilku osób. Są w różnym wieku, są inni i każdy ma swoją historię. Czasami to zawód miłosny, czasami jedna rzecz wiele lat temu zmieniła życie ich po dzień dzisiejszy. Ta książka pokazuje miłość. Pokazuje, że czasami nasze uczucia się zmieniają, a czasami są takie same od pięćdziesięciu lat. I to jest piękne. 

To była moja pierwsza przygoda z autorką i jestem pod wrażeniem tego jak pisze. Wszystko jest przemyślane, dokładnie opisane i przede wszystkim porusza duszę i serce.

Ta książka tak naprawdę jest nadzieją. Nadzieją na przyszłość, na miłość, na lepsze jutro. Ale o co ważne  to trzeba w to wierzyć i też pamiętać, że nie zmieni się to w jeden dzień, ale czasami mogą minąć lata.

Polecam!!!


Poniższa notka od wydawcy:

Jak się czujesz, wkładając ulubioną sukienkę? Na co wtedy liczysz? Za czym tęsknisz? Być może za tym samym, co klientki pracowni krawieckiej Leonarda Kittaya.

Najlepsze materiały i doskonałe wykonanie to znaki firmowe niewielkiego zakładu mieszczącego się w kamienicy na Staromiejskiej. Ale to miejsce wyróżnia się czymś jeszcze. Czymś, czego nie da się kupić nigdzie indziej.

Dzięki niemu spełniają się najskrytsze marzenia.

Wyhaftowane kryją się w zamówionych sukienkach. Aby się ziściły, marzycielce wolno polecić pracownię wyłącznie jednej kobiecie. Być może w tym właśnie tkwi przyczyna kłopotów finansowych właściciela?

On, w przeciwieństwie do swoich klientek, nie wierzy w magiczną moc kreacji. Choć daje nadzieję innym, podchodzi do stworzonej przez siebie legendy z dystansem. Dlaczego? Przyczyną jest niespełniona miłość. Leonard pogodził się z losem, lecz nigdy nie przestał kochać.

Niebawem do jego drzwi zapuka Dagna, dziennikarka lokalnej gazety, zwabiona opowieściami przyjaciółki. Uważa, że krawiec jest pospolitym oszustem, który żeruje na kobiecej naiwności i postanawia napisać o tym artykuł. Żeby jednak zrobić to rzetelnie, musi zebrać jak najwięcej informacji. Najlepszym sposobem na wysondowanie tematu wydaje się zamówienie sukienki…

Jakie jest marzenie Dagny? Co się wydarzy po publikacji tekstu? Czy zwykła sukienka potrafi odmienić życie? Czy zawsze na dobre?

"Szczęście na miarę" to historia, która kładzie się ciepłem na sercu. Opowiada o życiowych wyborach, pragnieniach i tęsknotach. Lecz przede wszystkim o miłości, która potrafi trwać - mimo wszystko.

środa, 10 lutego 2021

Monika Sjoholm- "Stacje serc"


 

Piękna książka o miłości, samotności i bliskości z drugim człowiekiem. To również kopalnia cytatów, gdzie każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Ja jestem szczęśliwa mogąc przeczytać ją. 

Róża mieszkanka Warszawy i Mateusz, który na dwa miesiące przyjeżdża do stolicy to główne postacie opowieści. 

Ona żyje w zawieszeniu, jeszcze na wiosnę miała mężczyznę, ale ten powiedział, że wyjeżdża i spakował się. Teraz została sama w wielkim mieście, niby ma przyjaciółkę Olgę i jej rodziców, którzy są dla niej jak rodzina, ale to nie to samo. Teraz jej życie to ciągłe spacery. Długie przechadzki po mieście, sprawiają, że jeszcze jest w stanie żyć, niestety tylko myśli o tym. Jeden taki spacer w lipcowe popołudnie ma być z przyjaciółką. Po kilku kilometrach dochodzi do kłótni między dziewczynami, bo Róża zapomniała o urodzinach Olgi. I gdy Olga myślała, że idą gdzieś na drinka to okazało się, że to tylko zwykły spacer. Później oczywiście było wszystko ok, ale niestety wyjazd Olgi do siostry do Norwegii sprawił, że na kilka tygodni Róża miała być znów sama w mieście. W czasie czytania dowiadujemy się, że tylko z Olgą spotyka się przez te dwa miesiące, nawet nie chodzi do pracy. Tak jak wspomniałam żyje w zawieszeniu.

Mateusz to grafik, który może pracować w każdym miejscu na świecie jeśli tylko jest tam internet. Ma podpisanych kilka kontraktów i wszystko w dzisiejszych czasach można załatwić na odległość. Jakiś czas temu zmarła jego narzeczona i on również żyje w zawieszeniu. Te wyjazdy, podróże po świecie są dla niego ucieczką od życia w Polsce, wspomnieć i jej rodziny. Z jednej strony spotyka się z kobietami, ale z drugiej gdy już kobieta myśli o czymś poważnym ten zrywa tą znajomość. Gdy przyjeżdża do Warszawy otwiera apkę na telefonie i jedną z pierwszych kobiet, która do niego pisze to właśnie Róża. 

Dosyć szybko postanawiają się spotkać. Pierwsze spotkanie pod stacją metra rozpoczyna się od małej troszkę przykrej sytuacji. Ale każda minuta i kolejne spotkania sprawiają, że ich życie się zmienia. Początkowo trudno nazwać to randkami, zwłaszcza, że Mateusz nie planuje nic poważnego zmieniać w swoim życiu. Jeśli chodzi o Różę ona żyje dniem codziennym i nie robi za bardzo planów.

Ale...

Ale jedno się zmienia. Zmienia się ich postrzeganie świata, zwłaszcza Róży. Zaczyna się otwierać, częściej się śmiać, ale czy otworzy się na miłość? To pewnie też, ale i na ludzi. Ten zamknięty świat w którym tkwiła od kilku miesięcy, zaczyna zanikać. Jej charakter się zmienia i zaczyna razem z Mateuszem doświadczać również nowych rzeczy np jazda na rolkach. Ich spotkania czy też rozmowy nie są takie jak być powinny normalnie. Ona wie, że on jest tylko dwa miesiące i wtedy wyjedzie, czy ma nadzieję, że zostanie? Tego nie wiem. On w połowie wizyty w Warszawie natomiast wie, że w dniu kiedy wyjedzie wszystko się zmieni. Czy są na to gotowi?

Obcy sobie ludzie, a może bratnie dusze? 

Czytając można zauważyć chemię od samego początku, są też tajemnice i niedopowiedzenia. 

Początkowo, pierwsze strony trochę mnie przeraziły, bo myślałam, że nie będzie dialogów. Ale były.  Z każdą czytaną stroną było co raz lepiej. Nie ma tu dużo rozmów między bohaterami, to bardziej są przemyślenia i pokazanie ich. Oczywiście są rozmowy, ale nie jest ich dużo. Muszę powiedzieć, że to mi się spodobało. Czasami te dialogi w innych książkach jakby były wymuszone, a tu jest wyważone idealnie. Z każdą stroną czytało mi się co raz lepiej i mogłam bardziej wgłębić się w myśli bohaterów. Zwłaszcza Róży. 

Jeśli chodzi o wiek bohaterów to są przed 40 urodzinami, ale tego się nie odczuwa. Może ten wiek był wspomniany z 2-3 razy i na tym koniec. Czytając ma się wrażenie, że czytamy o rówieśnikach. Nie ważne czy masz 20 lat, 30 lat czy też więcej niż 40 lat. Ta książka nie ma wieku i można powiedzieć, że bohaterowie też. Bo czy możliwość zabawy w deszczu jest tylko przeznaczona dla nastolatków? Otóż nie, w każdym wieku można się bawić.

Każdy spotkanie bohaterów jest nazwą metra w stolicy. Tak naprawdę sama nazwa metra mi nic nie mówiła, ale gdy wspomniane zostało, że obok jest te miejsce lub te, to już łatwiej. Tak troszkę. W stolicy byłam kilka razy, ale nigdy nie zwiedziłam jej tak jak Róża. Jej spacery i dokładne opisane trasy, co mija, jaka jest czasami historia danych miejsc pozwoliło mi razem z bohaterką zwiedzać miasto. Aż zazdrościłam jej tego kontaktu z miastem, zwłaszcza teraz w pandemii, czy też mroźnej zimy. 

Gdy Róża zwiedza miasto w upalne lato u mnie w mieście na północy kraju od ponad tygodnia jest ponad -10 stopni. Więc jest duża różnica. Stąd też zdjęcie. 

W książce jest pełno pięknych cytatów. Pod spodem są trzy, które najbardziej mi się spodobały. Uważam, że są one trafne.


"Świat jest ponoć bardzo prosty, tylko my, ludzie mamy tendencję do komplikowania go."


"Widocznie to, co najprostsze, Róża, w dzisiejszym świecie zaczyna być magiczne i wyjątkowe, bo dla nas za trudne - Strzepuje mi lukier z ramienia - To tylko jeden z wielu przykładów. Ludzie kupują książki o ciszy. Czytają o ciszy uczą się, jak piec własny chleb, albo idą do terapeuty, żeby im przypomniał, że nie można się przepracowywać. Proste rzeczy są w dzisiejszym świecie najtrudniejsze."


"Między ludźmi bywa tak, że słowa są niepotrzebne. Człowiek to po prostu czuje, zanim pomyśli. Telepatia jest szybsza i bardziej intymna. Czasem, kiedy nad tym trochę głębiej rozmyślam, zaczynam wierzyć, że wystarczy się rozpoznać, i wszystko inne między ludźmi płynie samoistnie."


Tak książka ma coś w sobie i zachęca również do przemyśleń. Ja natomiast zachęcam do przeczytania jej.


Poniższy post od wydawcy:

W upalne lato 2017 r. pozornie zwyczajne spotkanie trochę roztargnionej i samotnej Róży oraz niedostępnego Mateusza w samym centrum Warszawy jest początkiem tajemniczych zbiegów okoliczności. Niby wszystko dzieje się jak zwykle w takich sytuacjach…Ale czy na pewno?

Róża i Mateusz zdobywają się na gesty, które jeszcze całkiem niedawno wydawały im się obce. Mówią słowa, których nie chcą wypowiedzieć. Spacerują po Warszawie, rozmawiają o literaturze, robią najbardziej zwyczajne rzeczy. Jednak czują coś, czego nie rozumieją i nie potrafią wytłumaczyć.


Nastrojowa opowieść o poszukiwaniu prawdziwej miłości, która nadchodzi niespodziewanie. Pozornie zwyczajna historia serii wakacyjnych spotkań przy stacjach warszawskiego metra linii M2 jest także krytyką współczesnego świata, w którym każdy z nas trochę się pogubił, a prawda jest ostatnią rzeczą, na którą jesteśmy gotowi. 

czwartek, 4 lutego 2021

Kinga Wójcik - "Osadzony"


 


Trzynaście to pseudonim seryjnego mordercy, który zabił 13 kobiet trzynaście lat temu w Łodzi. Dlaczego to zrobił? Co nim motywowało? Czy miało to związek z jego dzieciństwem? Tego nie wie nikt. Przyznał się do winy i został skazany na więzienie.

Mija trzynaście lat i policja dostaje wezwanie do parku do morderstwa. Zamordowaną jest zaginiona od trzynastu lat Angelika, co dziwne ułożenie ciała i rana zadana jest jak kiedyś, a do tego bukiet róż. Dziewczyna była uważana za zaginioną, myśleli, że już nie żyje, ale jest tu i teraz. Co się działo z dziewczyną? Gdzie była? Dlaczego się ukrywała? Dlaczego od 13 lat nikt jej nie widział i nie słyszał o niej? Te pytania są ważne bo to one są podstawą do rozwiązania jej morderstwa.

Komisarz Lena Rudnicka i jej partner Marcel Wolski, którzy zajmują się tą sprawą uważają, że mają naśladowcę. Wszystko na to wskazuje po tym jak widzą ciało dziewczyny. Ale nie każdy wierzy, że znów może zacząć się to co było trzynaście lat temu.

Następnego dnia zostaje porwana Małgorzata, która była w ciąży, a była ona kiedyś przyjaciółką Angeliki. W kolejnym dniu zamordowano Jagodę, pomoc domową Małgorzaty. Co te kobiety mają wspólnego z naśladowcą, dlaczego właśnie one?

Lena i Marcel zaczynają śledztwo, ale czy na 100% jest to naśladowca? Lena odwiedza mordercę w więzieniu i ten mówi, że to znów się zaczyna i przede wszystkim, żeby zobaczyła jego akta. 

Komisarz Rudnicka nie jest zwykłą policjantką. Jest bezpośrednia, silna i walczy. W pracy jest tytanem i dąży do celu. Jest młodą komisarz, co sprawia, że ci starzy wyjadacze jej nie znoszą. Ale ona się tym nie przejmuje. Rozmawia z mordercą w więzieniu i robi to tylko ona. Zagląda w akta i przesłuchuje świadka z dawnych lat. Po pewnym czasie dochodzi do wniosku, że coś się nie zgadza i osoba w więzieniu nie jest skłonna do zabójstw. Ma na to jeden ważny dowód.

Zaczyna się poszukiwanie zabójcy. Niestety nie idzie wszystko tak jak powinno iść. Lena ma kłopoty, mimo, że jej intuicja mówi co ma robić i niby wie jak to robić ma problem z resztą kolegów z pracy. 

Jak potoczy się śledztwo? Musicie przeczytać sami.

Ja czytając książkę byłam pod wrażeniem kilku wątków połączonych w jedną historię. 

To moja pierwsza przygoda z autorką, ale nie ostatnia. Teraz wiem, że pisze ona wciągające wielowątkowe książki. W tej oprócz oczywiście morderstwa jest wątek życia prywatnego i dziwne spotkania z szefem gangu narkotykowego. 

To już trzeci tom o Lenie, ale mój pierwszy. Dostałam książkę od wydawnictwa i cieszę się bardzo, że mogłam ją przeczytać. Podobała mi się bardzo.

A zakończenie? Trochę smutne, ale już mogę sobie wyobrazić i wiem, że w kolejnym tomie będzie niezła akcja. 

Czytając książkę nawet nie myślałam, że jest ona napisana przez Polkę. Często zdarza się, że Polscy autorzy wpisują dużo przekleństw, dodają sceny sexu, narkotyków i alkoholu, żeby zachęcić Polaka do czytania. Ale tutaj tego nie trzeba dodawać, bo książka sama w sobie jest na tyle wciągająca, że jest wręcz idealna.

Polecam ją z całego serca.


Poniższa notka od wydawcy:

Trzynaście lat temu mieszkańcy Łodzi żyli w strachu. Mężowie drżeli o życie swoich żon, rodzice zamykali w domach córki. Nieuchwytny, przebiegły i bezwzględny morderca, któremu media nadały pseudonim Trzynaście, długo igrał z policją, w końcu jednak popełnił błąd… Łodzianie odetchnęli z ulgą. Przeszłość jednak nie pozwala o sobie zapomnieć. Dochodzi do kolejnego morderstwa, które do złudzenia przypomina zbrodnie Trzynastki. Czy w mieście grasuje naśladowca? Jaki związek z Trzynastką ma kobieta, którą przed trzynastoma laty uznano za zaginioną? A może za sznurki pociąga człowiek od lat zamknięty w więzieniu, który teraz niespodziewanie poprosił o spotkanie z komisarz Rudnicką?
Kolejne śledztwo łódzkich śledczych zaprowadzi ich do skrywanych przez lata tajemnic. Komisarz Rudnicka i sierżant Wolski zrobią wszystko, by odkryć prawdę. Za wszelką cenę.