Jeden dzień może zmienić wszystko. Ale czy naprawdę jeden dzień może sprawić, że nawet po dziesięciu latach będziemy kochać i marzyć o tej jednej osobie?
Mam problem z tą książką, bo jednak to jeden dzień w przeszłości sprawił, że ta historia powstała.
A po dziesięciu latach ich uczucia, pamięć i ten jeden dzień jest jakby cały czas w ich głowach.
Fern kończy właśnie studia i na myśl o powrocie do domu i rodzinnego prowadzenia pensjonatu dostaje szału, nie chce wracać, ale nie wie jak o tym powiedzieć mamie. Kocha miasto i życie w Toronto, nie zarabia dużo jako baristka, ale lubi to. Jej przeszłość nie jest prosta i nie będę o tym pisać, ważne, że nie do końca umie porozumieć się z matką i to ma wpływ na ich stosunki.
Tydzień przed wyjazdem do matki poznaje Willa, chłopaka, który w kawiarni maluje mural. Są sobą zauroczeni, do tego stopnia, że spędzają razem jeden dzień. Najpierw poznają się w pracy, potem spacer po mieście, potem bar z muzyką itd itd. Cały jeden dzień z obietnicą, że za rok spotkają się w jej miejscowości nad jeziorem.
Ona przybywa, ale on nie.
Teraz dziesięć lat później znów się spotykają nad jeziorem. Ale teraz to Fern zajmuje się pensjonatem po śmierci matki. A on przyjeżdża, bo z jej matką podpisał umowę, aby pomóc w pensjonacie. Miał pomóc w tym, aby pensjonat nadal dobrze działał i więcej zarabiał.
Ich uczucia są cały czas takie same jak wtedy, owszem jest też żal ze strony Fern, bo nie przyszedł na spotkanie, ale przyciąganie nadal jest. Każde z nich miało innych partnerów, ale im nie wychodziło, bo cały czas pamiętali o sobie.
To jest dla mnie trudne te dziesięć lat. Co innego rok, ale dziesięć?
Mimo wszystko książka jest fajnie napisana, podoba mi się ta ich historia, chociaż nie do końca wyjaśnione są podstawy buntu młodzieńczego, niby wiemy dlaczego, ale jest to głupie troszkę i naciągane.
Z drugiej strony znów pojawia się motyw seksu, który kompletnie nie pasuje do treści. Jest zbyt dokładny i sprawia, że naprawdę to nie pasuje do książki. Wiem, że bez tego nie da się sprzedać teraz książek, ale czy musimy zawsze oczekiwać tego typu zapisów? I tutaj też autorka dodała z 2-3 sceny tego typu, a potem już tylko informacja, że idą do łóżka i zero opisu.
Książka jest miła i przyjemna, ale mam odczucia jakby czegoś w tym brakowało.
Poniższa notka od wydawcy
Jeden dzień.
Jedna obietnica.
Dwie różne historie.
Fern Brookbans zmarnowała już zbyt dużo czasu, wspominając Willa Baxtera. Dziesięć lat temu spędziła z nim niezapomniane dwadzieścia cztery godziny. Tyle wystarczyło, by między nimi zaiskrzyło. Spotkanie, choć krótkie, pozostawiło w sercu Fern trwały ślad. Para zawarła też pewien układ: spotkają się za rok. Ona się pojawiła, on nie.
Fern ma dziś trzydzieści dwa lata, a jej życie nie jest idealne. Opuszcza ukochane miasto i wraca w rodzinne strony, by prowadzić popadający w ruinę pensjonat, choć przecież nigdy tego nie chciała Wtedy zjawa się Will, który wydaje się jej jedyną deską ratunku. Ale czy można zaufać mężczyźnie w dobrze skrojonym garniturze, który zupełnie nie przypomina chłopaka, którego spotkała dekadę temu? I który najprawdopodobniej coś ukrywa. Ale przecież dziesięć lat wcześniej Will uratował Fern. Czy teraz ona powinna zrobić to samo dla niego?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz