środa, 21 stycznia 2026

Dominika Buczak - "Parasolki"

 



"- Rozalko, już o tym rozmawiałyśmy. Oczywiście, że prawa wyborcze są ważne...                                     - Są najważniejsze - weszła jej w słowo Rozalia. - Nic nie jest w tym momencie istotniejsze od praw wyborczych. Wszystko inne jest wtórne!"


Mój nauczyciel historii zawsze powtarzał, że największym prawem jest możliwość głosowania. Wybór w głosowaniu to nie tylko prawo, ale i nasz obowiązek. Każdy Polak powinien być dumny i chodzić na głosowanie, bo to my wybieramy naszych przedstawicieli. 

W trzecim sezonie "Pozłacany wiek" na HBO było dosyć dużo o sufrażystkach, głosowaniu, oglądając zastanawiałam się jak to było u nas, bo niestety nie pamiętam już nic z lekcji. 

Miałam to szczęście, że w styczniu dostałam książkę "Parasolki" - opowiada ona właśnie o kobietach walczących o prawo. Nie tylko do głosowania, ale i do edukacji.

W książce poznajemy fikcyjne bohaterki, których historie przeplatają się z Bohaterkami, które walczyły o kobiety. Może tych prawdziwych Bohaterów nie jest aż tyle ile by się chciało, ale każda zmianka o nich jest ważna.

Głównymi postaciami książki są Irena, jej siostrzenica Stasia i Wanda - młoda sąsiadka z kamienicy obok.

Każda z tych kobiet jest inna, ma inne cele w życiu, mają inny status społeczny. Irena jest kobietą już dojrzałą, mieszkającą sama w Warszawie na pierwszym piętrze kamienicy. Ma pieniądze i status, mimo, że samotna to ma przyjaciółki i rzeczy którym się poświęca. Niestety opieka nad pełnoletnią już Stasią jest dla niej trudna. Dziewczyna po śmierci rodziców, zostaje wysłana przez wujka do ciotki do miasta. Ta natomiast nie wie jak ma się nią zająć, więc najpierw wysyła ją do Zakopanego do szkoły dla dziewcząt, uczących się bycia żoną, gospodynią, w zależności skąd pochodzą. Stasia jest ze wsi, ale pieniądze są z miasta od ciotki i to sprawia, że jest w najwyższej grupie, gdzie czuje się źle. Po tej szkole wraca do stolicy i stara się żyć z ciotką. Wanda natomiast jest dziewczyną, która walczy dla Polski, ulotki, przenoszenie broni, jakieś akcje mniejsze to wszystko robi ta dziewczyna.

Razem z tymi bohaterkami poznajemy życie kobiet przez około 12 lat życia w mieście. Czasy gdy te kobiety żyją w zaborze rosyjskim, który nie jest najlepszy. Ale mieszkają w Warszawie, żyją tam i starają się układać sobie życie. Jest ich pierwsze spotkanie na dworcu, gdzie Wanda z koleżanką pod spódnicą przenosi broń, to że ta akcja wychodzi mimo, ruskich żołnierzy sprawia, że kobiety poznają się, potem są też pierwsze miłości, pomoc dla mieszkańców w Warszawie, dzieci, ale i też wybuch wojny. 

W tle tego wszystkiego wiemy, że istnieje już ktoś taki jak Piłsudski, który początkowo właśnie zdobywa broń, okrada ruskich, walczy po cichu, ale i też tworzy wojska. 

Mamy również informacje z Krakowa, że kobiety zaczynają studiować, ale nie jest to tak proste. Kobiety rozmawiają o wystąpieniach, na których jest Konopnicka, Orzeszkowa, Nałkowska, starają się wymagać od rządzących o prawie do edukacji dla kobiet. Bo kto ma rządzić, jeśli nie wykształcone kobiety?

A często bywało tak, że młode dziewczynki nawet nie mogły dokończyć podstawowej edukacji na wsiach bo były potrzebne w domu. 

Podobała mi się ta książka, cieszę się, że mogłam ją przeczytać. Jest tutaj wiele wątków, pokazane są osoby z różnych klas społecznych i jakie mieli oni życie, często gwałt był jakby początkiem wyboru kogoś na żonę, ale jest i też aresztowanie kobiety przez ruskich i traktowanie jej w areszcie. 

Nie jest to prosta książka, nie jest to romantyczna historia, ale dla mnie jest to prawdziwa historia, bo pewnie takich fikcyjnych postaci było wiele w naszym kraju. Kobiety walczące, wierzące w przyszłość zmieniły wiele. 

Żyjemy w czasach, w kraju gdzie możemy głosować, mamy moc wyboru, więc korzystajmy z niego. 

Chciałabym, aby każda kobieta to wiedziała, że może decydować o sobie i żeby z tego korzystała. Wybierajmy mądrze.


Poniższa notka od wydawcy

„Chcemy całego życia, chcemy żyć według scenariuszy, które same napiszemy, a nie pod cudze dyktando!”, krzyczała na wiecu wyborczym na początku zeszłego stulecia Maria Dulębianka, kandydatka na posłankę, a prywatnie partnerka Marii Konopnickiej. To o niej i o innych bohaterkach, które wzięły sprawy kobiet w swoje ręce, jest ta barwna, pełna pasji powieść, dziejąca się w latach 1908–1920, czyli w ciągu jednej z najburzliwszych dekad w naszej historii, zakończonej nie tylko odzyskaniem niepodległości, ale i zdobyciem praw wyborczych dla kobiet.

Na kartkach tej książki przeplatają się losy pierwszych emancypantek – zarówno postaci fikcyjnych, jak i prawdziwych – Narcyzy Żmichowskiej, młodziutkiej Zofii Nałkowskiej, legendarnych działaczek, jak Kazimiera Bujwidowa, Aleksandra Szczerbińska (późniejsza żona Piłsudskiego) czy Wanda Gertz, która wbrew prawu przebrała się za chłopaka i została Kazikiem Żuchowiczem, by walczyć w Legionach Polskich. Jest też słynna pani doktorka Anna Tomaszewicz-Dobrska, która jako pierwsza w Polsce przeprowadziła zakończone podwójnym sukcesem cesarskie cięcie.

W życiu bohaterek jak w kalejdoskopie odbijają się wszystkie ważne kwestie społeczne, które są aktualne także i dziś: walka o równe traktowanie, o możliwość samodecydowania, o wolność wyboru. Ale to również opowieść o strasznej biedzie i niesprawiedliwości społecznej z początku zeszłego stulecia, która dotknęła najbardziej kobiety i dzieci.

Parasolki to książka ważna i potrzebna, która musiała powstać, bo nie opowiada tylko o historii ruchu kobiecego. Jej bohaterką jesteś Ty i każda inna kobieta, która dziś chce powiedzieć: J e s t e m!

Paullina Simons - "Dziewczyna na Times Square"

 



Dawno temu kupiłam tą książkę, ze względu na tytuł, ze względu na NY. Kupiłam, ale zostawiłam ją na półce i tak sobie poleżała tam z dziesięć lat. Od jakiegoś roku co chwilę wyciągałam rękę aby ją zdjąć z półki, niestety zawsze kusiła mnie inna.

Teraz na początku stycznia postanowiłam ją przeczytać. 

Szczęście w nieszcześciu, tak mogłabym ją zatytułować.

Nie jest to radosna, piękna książka. To książka piękna, ale z tych co łączą powieść obyczajową z nutką kryminału. 

Mamy tutaj zaginięcie, chorobę jaką jest rak i też inną postać - alkoholizm, wiadomości o przeszłości życia w Polsce i obozach koncentracyjnych, ale i jest miłość, czasami miła, a czasami przytłaczająca.

Główna bohaterka nie ma lekko, od samego początku coś jest nie tak. Najpierw zostawia ją chłopak, odchodzi od niej i nawet zabiera jej łóżko. Matka mieszkająca na Hawajach ma cały czas problemy zdrowotne i w momencie gdy Lily wyjeżdża do niej, jej przyjaciółka z którą mieszka ma status zaginionej. Gdyby nie detektyw, dziewczyna pewnie nawet by nie wiedziała, że Lily zaginęła. Gdy wraca do miasta, poznaje detektywa i tak zaczyna się przygoda.

Nie jest to prosta historia, bo choroba, rak jest tuż tuż. A Lily pracuje dorywczo jako barmanka, nie skończyła studiów, ledwo wiąże koniec z końcem. Ale uśmiecha się do niej los. Wygrana na loterii. Niestety czym jest wygrana na loterii względem walki z chorobą?

Nie jest to proste.

Jej życie nie jest proste, jako najmłodsza ma najtrudniej. Brat kongresmen, jedna siostra jest już matką dwójki dzieci, druga jest dziennikarką, a ona jakoś stara się żyć.

Ta książka wydawałaby się prosta w przekazie, ale ma bardzo dużo wątków, które są ważne. Nie mówię tutaj o zaginięciu przyjaciółki, czy romansach. 

Ale chodzi i o chociażby alkoholizm jako chorobę, pokazaną z dwóch różnych stron, wpływ sekty na człowieka, chorobę nowotworową i przede wszystkim relacje w rodzinie.

Te relacje w tej rodzinie są naprawdę dziwne i bardzo trudne.

Nawet samo rodzeństwo w obliczu wygranej na loterii, czy też choroby siostry, albo też zachowanie matki są tak dalekie od normalności, że czytając to wszystko ma się nadzieje, że dziewczyna zerwie z nimi kontakt. 

Czytałam książkę z zapartym tchem, chciałam więcej i więcej i nie patrzyłam na godzinę. Musiałam przeczytać ją do końca.

Jestem zachwycona.

polecam


Poniższa notka od wydawcy

Życie głównej bohaterki Lily Quinn płynie spokojnym, monotonnym rytmem. Do czasu, aż zagoszczą w nim dramatyczne wydarzenia: w zagadkowych okolicznościach zaginie jej współlokatorka, u drzwi pojawi się nowojorski policjant Spencer Patrick O'Malley, na jaw wyjdą skrywane rodzinne tajemnice... Życie Lily Quinn odmieni się radykalnie, bo zagadkowy los przynosi jej zarówno chorobę, jak i fortunę, ale też stratę i wielką miłość...

wtorek, 6 stycznia 2026

Carley Fortune - "Spotkasz mnie nad jeziorem"


 

Jeden dzień może zmienić wszystko. Ale czy naprawdę jeden dzień może sprawić, że nawet po dziesięciu latach będziemy kochać i marzyć o tej jednej osobie?

Mam problem z tą książką, bo jednak to jeden dzień w przeszłości sprawił, że ta historia powstała. 

A po dziesięciu latach ich uczucia, pamięć i ten jeden dzień jest jakby cały czas w ich głowach.

Fern kończy właśnie studia i na myśl o powrocie do domu i rodzinnego prowadzenia pensjonatu dostaje szału, nie chce wracać, ale nie wie jak o tym powiedzieć mamie. Kocha miasto i życie w Toronto, nie zarabia dużo jako baristka, ale lubi to. Jej przeszłość nie jest prosta i nie będę o tym pisać, ważne, że nie do końca umie porozumieć się z matką i to ma wpływ na ich stosunki.

Tydzień przed wyjazdem do matki poznaje Willa, chłopaka, który w kawiarni maluje mural. Są sobą zauroczeni, do tego stopnia, że spędzają razem jeden dzień. Najpierw poznają się w pracy, potem spacer po mieście, potem bar z muzyką itd itd. Cały jeden dzień z obietnicą, że za rok spotkają się w jej miejscowości nad jeziorem. 

Ona przybywa, ale on nie.

Teraz dziesięć lat później znów się spotykają nad jeziorem. Ale teraz to Fern zajmuje się pensjonatem po śmierci matki. A on przyjeżdża, bo z jej matką podpisał umowę, aby pomóc w pensjonacie. Miał pomóc w tym, aby pensjonat nadal dobrze działał i więcej zarabiał. 

Ich uczucia są cały czas takie same jak wtedy, owszem jest też żal ze strony Fern, bo nie przyszedł na spotkanie, ale przyciąganie nadal jest. Każde z nich miało innych partnerów, ale im nie wychodziło, bo cały czas pamiętali o sobie.

To jest dla mnie trudne te dziesięć lat. Co innego rok, ale dziesięć?

Mimo wszystko książka jest fajnie napisana, podoba mi się ta ich historia, chociaż nie do końca wyjaśnione są podstawy buntu młodzieńczego, niby wiemy dlaczego, ale jest to głupie troszkę i naciągane. 

Z drugiej strony znów pojawia się motyw seksu, który kompletnie nie pasuje do treści. Jest zbyt dokładny i sprawia, że naprawdę to nie pasuje do książki. Wiem, że bez tego nie da się sprzedać teraz książek, ale czy musimy zawsze oczekiwać tego typu zapisów? I tutaj też autorka dodała z 2-3 sceny tego typu, a potem już tylko informacja, że idą do łóżka i zero opisu.

Książka jest miła i przyjemna, ale mam odczucia jakby czegoś w tym brakowało.



Poniższa notka od wydawcy

Jeden dzień.
Jedna obietnica.
Dwie różne historie.

Fern Brookbans zmarnowała już zbyt dużo czasu, wspominając Willa Baxtera. Dziesięć lat temu spędziła z nim niezapomniane dwadzieścia cztery godziny. Tyle wystarczyło, by między nimi zaiskrzyło. Spotkanie, choć krótkie, pozostawiło w sercu Fern trwały ślad. Para zawarła też pewien układ: spotkają się za rok. Ona się pojawiła, on nie.

Fern ma dziś trzydzieści dwa lata, a jej życie nie jest idealne. Opuszcza ukochane miasto i wraca w rodzinne strony, by prowadzić popadający w ruinę pensjonat, choć przecież nigdy tego nie chciała Wtedy zjawa się Will, który wydaje się jej jedyną deską ratunku. Ale czy można zaufać mężczyźnie w dobrze skrojonym garniturze, który zupełnie nie przypomina chłopaka, którego spotkała dekadę temu? I  który najprawdopodobniej coś ukrywa. Ale przecież dziesięć lat wcześniej Will uratował Fern. Czy teraz ona powinna zrobić to samo dla niego?

Monika Hakowska - "Książki, kawa i całusy"

 


"Książki, kawa i całusy" to idealna książka na świąteczny czas. Pełna ciepła, przyjemna i pokazuje nam czas świąteczny jako coś wyjątkowego. A do tego ciepłe kakao, śnieg w Nowym Jorku, lampki i dekoracje świąteczne i miłość- więc czy może być coś piękniejszego?

Główna bohaterka kocha święta i widać to na każdej stronie tej książki. Jej mieszkanie, jej życie to magia świąt, zachwyca się każdym płatkiem śniegu, więc samo to daje nam przyjemność w czytaniu. Kocha przy okazji książki i ma to szczęście że robi to co lubi, czyli jest redaktorką w wydawnictwie i teraz właśnie zajmuje się promocją świątecznej powieści. 

Ale musi się też zająć kilkoma innymi rzeczami, w tym jej przyjaciółka prosi ją o zaopiekowanie się jej starszym bratem, który wrócił do miasta na kilka dni.

Reid, architekt uważa święta za najgorszy czas w roku, woli miejsca, gdzie zamiast choinek są palmy. Niestety jej przyjaciółka potrzebuje pomocy więc o to jest i pomaga Lily.

Ta dwójka zachowuje się jak dobrzy przyjaciele, znają się od wielu lat, wiele razem przeszli wraz z Heather jego siostrą, dobrze się czują w swoim towarzystwie - mimo różnicy charakterów oczywiście. 

Wszystko w ich życiu idzie normalnie, aż do momentu, gdy Lily wpada przypadkowo na Sama, który prowadzi małą księgarnię i też jak Lily kocha święta. 

I wtedy Reid zaczyna myśleć inaczej o Lily, bo sam nie wie dlaczego, ale denerwuje go to, jak Sam patrzy na Lily.

Od tego momentu wszystko się zmienia.

I nie, nie mówi jej, że ją kocha. Przeciwnie, postanawia wyjechać do Dubaju.

Czy tam wyjechał, oraz jak potoczyły się dalsze losy bohaterów to już musicie się sami dowiedzieć. Ja mogę powiedzieć jedno - warto poznać tą historię.

Książka daje tak wielką przyjemność w jej czytaniu, że chciałoby się czytać i czytać. Do tego humor, postacie poboczne, dobry styl daje nam radość z czytania. 

Moje pierwsze spotkanie z autorką wyszło na plus. I to wielki. 

Coś czuje, że będzie to moja świąteczna powieść do powrotu w czasie świąt.

Polecam 


poniższa notka od wydawcy

Grudzień pachnie piernikami, lśni od światełek i kusi niespodziankami.

Lily, redaktorka książek, kocha wszystko, co związane ze świętami: aromatyczne ciasteczka, nastrojowe playlisty i historie z happy endem. Od czasu, gdy rozpadł się jej związek, marzy o wielkiej, magicznej miłości.

W tym czasie na Manhattan wraca Reid – przystojny architekt, który zamiast śniegu woli słońce i plaże. Kiedy Lily zostaje wciągnięta przez przyjaciółkę w rolę opiekunki tego świątecznego sceptyka, jej grudzień zaczyna tracić blask. Zwłaszcza że na horyzoncie pojawia się właściciel klimatycznej księgarni, wierzący w magię świąt bardziej niż ktokolwiek inny.

Czy zimowy Nowy Jork okaże się miejscem, gdzie rodzi się miłość ?

Jenny Colgan - "Północ w świątecznej księgarni"

 


To jedna z tych książek, którą pokochacie od pierwszych stron. Jenny Colgan ma zdolność do pisania magicznych książek. Z prostych historii potrafi stworzyć coś pięknego i to w Edynburgu. Ta książka zachęci każdego czytelnika do odwiedzenia tego miasta, to jest pewne.

Bardzo często te książki świąteczne przypominają filmy z Hallmarku, prosta historia Ona i On i miłość i święta w tle, ale nie u Jenny Colgan.

W pierwszym tomie poznaliśmy główną bohaterkę Carmen, która dostała pracę w księgarni w Edynburgu i miała pomóc starszemu Panu zrobić coś aby jego księgarnia przetrwała. Poznała w tej miejscowości chłopaka imieniem Oke, niestety na początku drugiego tomu zrywają oni ze sobą. On wyrusza na wyprawę do Brazylii na badania jakiś drzew, a ona nadal pracuje w księgarni i szuka mieszkania. Bo nie ma co ukrywać relacje z siostrą nie są najlepsze.

Ale to co jest cudne w tej książce to te podejście do świąt, relacje rodzinne, przyjaźnie i ratowanie księgarni.

Jeśli czytaliście pierwszy tom - zachęcam do drugiego, jeśli czytaliście drugi tylko - to polecam pierwszy.

Nie będę się rozpisywać, książki Jenny Colgan mają w sobie coś co zachęca do czytania i są naprawdę świetnie napisane. Mają w sobie magię.

polecam


Poniższa notka od wydawcy

Powieść, która otuli cię ciepłem w zimowe wieczory

Carmen nie wie, co ze sobą zrobić. Urocza księgarnia, w której z oddaniem pracuje, stała się planem zdjęciowym tandetnego świątecznego filmu, a jej ukochany wyjechał tysiące kilometrów od Edynburga. Wszystko wskazuje na to, że tegoroczne Boże Narodzenie nie będzie szczególnie wesołe.

Gdy jednak właściciel księgarni zwraca się do niej z prośbą o pomoc w spełnieniu świątecznego życzenia, a losy sklepiku zawisają na włosku, Carmen bierze sprawy w swoje ręce.

Z pomocą sąsiadów, siostrzeńców i siostrzenic, a także ich czarującego opiekuna, dokonuje najbardziej magicznej sztuczki w życiu...