wtorek, 8 czerwca 2021

Celeste Ng - "Małe Ogniska"

 



Kolejna książka, która na przeczytanie czekała ponad rok. Dlaczego? Nie wiem. To, że ją kupiłam to wpływ okładki dwie aktorki, bardzo dobre aktorki i powstał serial na podstawie książki. Podobno świetny. Może się uda kiedyś zobaczyć serial, cały czas jest przede mną.

Tak jak mówię, książkę zaczęłam czytać po długim jej czasie leżenia na półce. Niby chciałam ją czytać, ale zawsze była jakaś inna warta przeczytania i czekałam na ten moment. Gdy zaczęłam, to doszłam do wniosku, że coś jest nie tak. Nie szło mi czytanie. Początek był nudny i myślałam, że to będzie kolejna książka o młodzieży. Poznawaliśmy dzieci, a nie historię matek. 

Ale, ale po jakimś czasie gdzieś w połowie książki na pierwszy plan wyszła Mia Warren. I wtedy się zaczęło :)

Książka opowiada o dwóch rodzinach. Mia Warren i jej córka Pearl oraz rodzina Eleny Richardson i jej czwórki dzieci i męża. Mia wynajmuje mieszkanie od Eleny, a jej córka uczy się w szkole z dziećmi Eleny. Prowadzą one podróżniczy tryb życia, często zmieniają miasta, pracę, szkołę. Często do dyspozycji mają tylko jeden pokój, ale nie tutaj w Shaker Heights. Tutaj mają dwa pokoje i jest to miejsce, które obie pokochały. 

Mia jako artystka zarabia mało, raz na jakiś czas uda jej się coś sprzedać, więc musi dorabiać. Pracuje często jako kelnerka, sprząta u kogoś w domu, nie obawia się pracy. Tutaj Elena daje jej pracę u siebie w domu, nie jest to akt miłosierdzia bardziej chce mieć ją na oku, zwłaszcza, że jej córka zaprzyjaźnia się z dziećmi Eleny.

Mia skrywa również tajemnicę, którą udaje się rozwikłać Elenie. Ale czy ta tajemnica wyjdzie na jaw? Czy każdy się dowie co takiego skrywa Mia? To musicie przeczytać.

Jednym z ważniejszych tematów w tej książce jest małe dziecko, urodzone przez matkę Chinkę, ale porzucone przez nie. Teraz gdy ta mała dziewczynka ma zostać adoptowana przez białych, jej biologiczna matka chce ją odzyskać. Matka biologiczna kładąc córkę pod drzwi straży pożarnej wiedziała, że nie jest wstanie jej utrzymać. Ledwo znała język, nie miała pracy i nie wiedziała, że może starać się o jakieś zasiłki. A przecież trzeba kupić mleko, pampersy i ubranka. Uważała, że to jedyne rozwiązanie . Gdy dostała pracę, chciała ją odzyskać ale się nie udało.

Przypadek sprawił, że Mia usłyszała o tej małej dziewczynce w rodzinie białych ludzi i powiedziała o tym matce z którą pracował.

Przypadek - to wszystko to sprawiło. Walka jest trudna w takich momentach. Biologiczna matka to biologiczna kobieta która kocha, a adoptowani rodzice są pełni miłości i bogaci. Głównym założeniem prawnika jest jej pochodzenie. Czy adoptowani będą potrafili dziewczynce poznać jej kulturę czy też wychowają ją jako typową białą dziewczynkę.

Tego typu sprawy nie są proste. Obie strony kochają, ale różni ich pochodzenie i majętność. Tak samo trudno stanąć po którejś ze stron. Przeważnie wybieramy stronę przyjaciółki. Jak to się skończy trzeba przeczytać samemu.

Tak samo został tutaj poruszony temat aborcji i temat bycia surogatką. Tutaj też trudno wskazać stronę czy się jest za czy nie. Autorka bardzo dobrze opisuje co skłania ludzi do takich zachowań. Kto ma wpływ na to co robimy i dlaczego. 

I tak jak na początku byłam przeciwko to po jakimś czasie chciałam czytać więcej i więcej. Autorka pokazuje również jak rodzeństwo, rówieśnicy wpływają na siebie wzajemnie. Elena ma czwórkę dzieci - dwie córki i dwóch synów. Czy są oni zgodni? Tutaj zaczyna się problem. Trójka lubi się, ale jedna osoba nie. A dlaczego? To pewnie był wpływ matki i jej wychowanie. Ale co innego, to to dlaczego tak jest. 

Aby zrozumieć i polubić książkę, każdy musi ją sam przeczytać. Mi się spodobała, choć początkowo chciałam ją odłożyć znów na półkę. 



Poniższa notka od wydawcy

W Shaker Heights, spokojnym, postępowym miasteczku na obrzeżach Cleveland, wszystko zostało zaplanowane – począwszy od rozkładu krętych dróg, przez kolory domów, na pełnych sukcesów życiach jego mieszkańców kończąc. A nikt nie uosabia lepiej ducha tego miejsca niż Elena Richardson, która kieruje się zasadą, że najważniejsze jest trzymanie się zasad.
Na scenę wkracza Mia Warren – enigmatyczna artystka i samotna matka – która wchodzi w ten zamknięty, idylliczny świat wraz ze swoją nastoletnią córką Pearl i wynajmuje od Richardsonów dom. Wkrótce Mia i Pearl staną się kimś więcej niż tylko najemcami: ta para przyciąga do siebie całą czwórkę dzieci Richardsonów. Lecz Mia ma za sobą tajemniczą przeszłość, zaś w duszy pogardę dla zastanego stanu rzeczy, która grozi wywróceniem tej starannie ułożonej społeczności do góry nogami.
Gdy starzy przyjaciele Richardsonów chcą zaadoptować dziecko o chińskich korzeniach, wybucha wojna o prawa do opieki, która dzieli całe miasteczko i stawia Mię i Elenę po dwóch różnych stronach barykady. Nieufna wobec Mii i jej motywów, Elena jest zdeterminowana, by odkryć sekrety z jej przeszłości. Lecz za swoją obsesję przyjdzie jej zapłacić nieoczekiwaną i druzgocącą cenę.
„Małe ogniska” to powieść, która zgłębia wagę tajemnic, naturę sztuki i tożsamości oraz niemal zwierzęcą siłę matczynej miłości, jak również niebezpieczeństwa czyhające za przekonaniem, że trzymanie się zasad może nas obronić przed katastrofą.

poniedziałek, 7 czerwca 2021

Inga Vesper - "Bardzo długie popołudnie"

 



Ta książka jest wielowątkowa. Bo chyba tak można ją nazwać. Z jednej strony jest kryminał, zaginięcie, życie "american dream", a z drugiej to co odgrywa dużą rolę czyli rasizm. To moment w czasach USA gdy osoba nie mająca białej skóry była tą złą. Ale czy tak jest naprawdę, że kolor skóry mówi innym jaki ktoś jest?

Nie jestem rasistką, ale na potrzeby tej recenzji będę używać czasami słów Biała lub Czarna i odnoszą się one właśnie do koloru skóry. 

Czasy tej książki to lipiec 1959 roku w Kalifornii, gdzie to co dobre jest w białych dzielnicach, a w tych biednych wszystko jest złe. I nie pod względem, że źli ludzi tylko są kolorowi. A ci od górnie postrzegani są jak coś gorszego.

Ta historia opowiada historię z kilku dni. Jej główną bohaterką, ale w większości nieobecną jest Joyce. Biała kobieta, która znika w niewyjaśnionych okolicznościach. W domu zostawia dwie córki Barbarę i Lily i męża. Jedyne co po niej zostaje to plama krwi na podłodze kuchni.

I to właśnie zastaje Ruby - czarnoskóra pomoc domowa pracująca w dwóch domach w dzielnicy Sunnylakes. Gdy dziewczyna idzie do pracy to najpierw zaczyna u Pani Ingram. To kobieta, która wszystko dokładnie sprawdza czy jest czysto i dlaczego sprzątaczka jest taka powolna. Nie obchodzi jej, że autobus miał spóźnienie godzinne, dla niej praca ma być zrobiona na czas.

Co innego Joyce Haney, gdy Ruby przychodzi do niej to owszem sprząta, ale jest w dobrym domu, może się zwierzyć, może sprzątać w miłym towarzystwie i sama zauważa, że Joyce stara się ogarniać mieszkanie przed wizytą sprzątaczki. 

Ale to co jest piękne, niestety po jakimś czasie zanika. Pewnego dnia po wizycie u Pani Ingram, Ruby pod domem Joyce widzi Barbarę i słyszy płacz Lily. Gdy wchodzi z dziećmi do kuchni widzi wielką plamę krwi, więc wzywa policję. Jak to bywa w tych czasach za samo bycie Czarną została uznana za świadka, ale żeby nie uciekła z miasta została prewencyjnie aresztowana.

I spędziłaby w więzieniu wiele dni gdyby nie Mick, nowy detektyw, który wie, że sam kolor skóry nie sprawia, że ktoś jest winny. Od razu ją wypuszcza i prosi o informację. 

Ta sprawa, którą bada Mick nie jest prosta. Nie ma ciała, nie ma żadnych świadków, nie mają nic. Mają jedynie informację, że w tym dniu kupowała rzeczy do malowania. Ale w domu ich nie ma.

Mick nie ma wyjścia i musi poprosić Ruby o pomoc. Ale czy dziewczyna zaufa białemu facetowi? To nie jest takie proste. Czarni uważali, że nawet jak pomogą Biały to i tak zostaną uwikłani w coś złego. Czy będzie się jej to opłacać? Ta dziewczyna przeszła wiele w życiu, sam fakt, że ma czarną skórę sprawia, że przez każdego jest gorzej postrzegana. 

Teściowa Joyce uważa, że Ruby jako sprzątaczka powinna nosić specjalne ubrania, buty, nie powinna wchodzić do większości miejsc, siedzieć na leżaku, a tym bardziej dotykać dzieci. Czytając książkę miałam odczucie, jakby to, że ktoś ma inny kolor niż biel może przenosić jakąś zarazę dotykając dziecko. 

Ta książka pokazuje oprócz ciekawego śledztwa życie różnych ludzi. Jak kolor skóry zmienia postrzeganie innych. Kto jest biały ma przywileje, ale czarny niestety nie. To czasy gdzie są ważni ludzie i ci gorsi. Chłopak Ruby mówi, że gdyby zaginęła czarna kobieta to policja nawet nie kiwnęłaby palcem, co powinna wiedzieć patrząc jak zajęli się śmiercią jej matki. 

Ruby sama mówi, że w Sunnylakes nic nie jest takie jakie być powinno i faktycznie gdy wchodzimy w głębiej w życie mieszkańców i samej zaginionej zauważamy wiele tajemnic. Naprawdę wiele tajemnic, które zmienią wszystko. 

Cieszę się, że mogłam przeczytać książkę gdyż uważam, że jest idealna na letni wieczór lub plaże. Naprawdę ciekawa fabuła i mimo, że jest te zaginięcie to wszystko co jest obok wciąga jeszcze bardziej.

Polecam.


Poniższa notka pochodzi od wydawcy:

Znakomity kryminał o tym, jak American dream zamienia się w koszmar.

Wczoraj pocałowałam męża po raz ostatni…

Jest lato 1959 roku, kalifornijskie słońce wypala wypielęgnowane trawniki przed domami w Sunnylakes. Pewnego bardzo długiego popołudnia w tej sielskiej atmosferze przedmieścia znika Joyce Haney. Tego samego dnia Ruby Wright udaje się do pracy, spodziewając się, że czeka tam na nią to, co zawsze: obowiązki domowe, których nie cierpi, obolałe stawy, pogarda ze strony białych pracodawców… a także światełko w mroku codzienności: życzliwość Joyce. Zamiast tego znajduje dwójkę przerażonych dzieci i plamę krwi na podłodze w kuchni. Po pani domu nie ma śladu.

Do sprawy zostaje przydzielony detektyw Mick Blanke, który niedawno trafił do Sunnylakes z Nowego Jorku i szybko odkrywa, że klucz do zagadki znajduje się w rękach Ruby, nikt bowiem tak dobrze jak ona nie zna tajemnic kryjących się za wykrochmalonymi, idealnie gładkimi zasłonami.

Tyle że czarnoskórych pomocy domowych na amerykańskim Południu nie prosi się o pomoc w śledztwie. Ich o nic się nie prosi…