środa, 13 marca 2024

Marcin Faliński - "Ostatni Azyl"



Bardzo rzadko na naszym polskim rynku wydawniczym mamy możliwość przeczytać książkę na temat akcji, w której zaangażowane są służby specjalne z różnych krajów. 

W tej książce jest akcja, ale przede wszystkim długa praca, aby wszystko połączyć. To nie książka, że sprawa światowa zostaje rozwiązana przez tydzień. To książka, gdzie kilka osób z różnych krajów ze sobą współpracuje, aby odszukać zaginione skarby.

A kto miał te skarby? Okazuje się, że były oficer służb rosyjskich, który ukradł je z archiwum w Moskwie i sam ukrył się na małej wyspie na Seszelach. To tam zostaje odnaleziony przez swoich dawnych "kolegów" i zabity. Mordercy coś znaleźli w jego domu, ale tylko małą cząstkę. A gdzie reszta? Tego nie wiedzą. 

Sama jego śmierć to początek tej historii, niestety po jakimś czasie zostaje zamordowany emerytowany antykwariusz w Berlinie również oficer STASI. 

On coś wiedział, miał pewną wiedzę i podzielił się z tym z pewną młodą dziewczyną, historyczką, która opowiedziała co on jej przekazał dla swojego chłopaka, który okazał się działać w służbach w Danii. 

Pomieszane prawda? 

Ale wszystko jest tutaj połączone. Jedna wiadomość za drugą, jedno morderstwo, potem kolejne i  w tym wszystkim jedna dziewczyna, która powiedziała jednej osobie i zaczęło się. Tak naprawdę ta historia zaczyna się już w czasie II wojny światowej i wtedy właśnie skarby opuściły polskie ziemie i przepadły. 

A szukają tego wszyscy, każdy czegoś  innego z tych skarbów które powinny tam gdzieś być.

Caroline - oficer MI-6 razem z emerytowanym młodym polskim agentem wywiadu Marcinem zaczynają długą drogę żeby odszukać sprawców i odszukać skarb. Czy jest to proste? W serialach, czy też w filmach jest to szybkie, ale naprawdę tak nie jest i mijają miesiące zanim coś pójdzie do przodu.

Podobał mi się w książce sam ten wątek, jak wspomniałam to coś nowego i fajnie jest czytać jak działają kraje i ich agencje. Czy wszyscy sobie ufają, czy każdy pomaga, czy się dzielą wszystkim co tutaj jest. 

Jest ciekawy pomysł i miasto które znam czyli Lidzbark Warmiński i troszkę jego historii. To fajne.

Troszkę brakowało mi opisów. Większość książki to dialogi co jest fajne, ale czasami można byłoby dać więcej opisów i rozpisać kilka wątków. Bo niestety miałam wrażenie, że jakby czegoś brakowało.

Fajnym pomysłem było pokazanie, że agenci są ciągle w trasie i jeśli mają rodziny to jak to na nich działa, czy mają w nich oparcie czy też może muszą być w związku i się męczyć, bo druga połówka ma powiązania np z moskiewskim światem. Takie małe rzeczy robią największą zaletę książek. Bo oprócz głównego wątku jest ten poboczny, który też jest ważny. I to wszystko się łączy, ale i też daje jakiejś energii. 

A zakończenie? Genialne, bo ktoś z występujących w tej książce okazuje się kretem. Tylko kto? 

Podobał mi się styl i historia, jaką opowiada nam Marcin Faliński. Chyba pierwszy raz czytałam tego typu książkę. 



 La Digue – wyspa w archipelagu Seszeli, rok 2010.